Cyfrowy kac (Baw się dobrze i przeżyj)

Wstępny pomysł na film jest. Obsada jest. Budżet najwyraźniej też był. Brakuje tylko odpowiedzi na kluczowe pytanie, o co tu właściwie chodzi.

Gore Verbinski, twórca, który kiedyś tchnął życie w pirackie legendy i potrafił zamienić kino w pełnokrwistą przygodę, tym razem bierze na warsztat wszystko to, co dziś uwiera społeczeństwo: lęk przed sztuczną inteligencją, przebodźcowanie i cyfrowe „uwiązanie”.

Punkt wyjścia może wydawać się niektórym całkiem obiecujący. Do nocnego baru w Los Angeles wpada mężczyzna z przyszłości (Sam Rockwell), owinięty kablami i foliowym płaszczem niczym kosmiczny kloszard. Wskakuje na stół i bez zbędnych ceregieli ogłasza, że świat się kończy, sztuczna inteligencja przejęła kontrolę, a jedyną szansą na przetrwanie jest dołączenie do jego rebelii. Zaczyna się dynamicznie: widz zostaje wrzucony w sam środek chaosu, bombardowany bodźcami, prowadzony przez historię w estetyce gry wideo.

Szybko jednak wychodzi na jaw, że za tą efektowną fasadą kryje się zaskakująco niewiele. Cała kakofonia pomysłów – od klonowania, przez VR, po kolejne wariacje na temat zbuntowanej technologii – nie układa się w spójną całość. „Good Luck, Have Fun, Don’t Die” raz puszcza oko z ironicznym dystansem, miejscami aspiruje do bycia czymś na kształt społecznej diagnozy, by za chwilę dorzucić morderców w maskach zwierząt czy sklonowanych nastolatków. Trudno się w tym odnaleźć, jeszcze trudniej potraktować to wszystko na serio.

Scenariusz zamiast pogłębiać postaci i ich motywacje albo bawić się paradoksami, mnoży zwroty akcji i zasypuje widza technologicznym żargonem. Można odnieść wrażenie, że obowiązuje tu prosta zasada: im więcej hałasu i tempa, tym mniej widać, jak niewiele się tu naprawdę dzieje.

Bohaterowie nie polepszają tej sytuacji. Trudno się do nich przywiązać, bo większość z nich sprowadza się do jednej cechy charakteru. Retrospekcje – zamiast coś dopowiadać – pojawiają się i znikają wedle własnego widzimisię, nie prowadząc do niczego szczególnie poruszającego. Haley Lu Richardson jako Ingrid – dziewczyna uczulona na technologię – wyciąga z tej roli, ile się da, ale to tylko pojedyncze iskry w dość jałowej całości.

Największym problemem pozostaje brak emocjonalnego zakotwiczenia. Postaci przypominają NPC: mogą ginąć i cierpieć, a i tak trudno im współczuć, bo wszystko sprawia wrażenie tymczasowego i odwracalnego, jak kolejna próba przejścia poziomu w grze. Humor, który celuje w ironiczny, wyluzowany ton, także nie spełnia swojej roli – żarty są w większości banalne i częściej wywołują zażenowanie niż faktyczne rozbawienie.

Pod względem wizualnym jest nieźle, momentami nawet efektownie – neonowe Los Angeles prezentuje się naprawdę ładnie. Tyle że to wciąż rzemiosło bez większego magnetyzmu. Brakuje mu pazura, autentyczności i czegoś, co zatrzymałoby uwagę na dłużej.

Tematy obecne w tle: obsesja na punkcie smartfonów, manipulacja informacją, wpływ AI na decyzje, klonowanie czy strzelaniny w szkołach zostały tu jedynie wplecione w narrację. Same w sobie ważne, ale podane w sposób, który nie wnosi nic nowego. Kilka dekad temu taki zestaw mógłby robić większe wrażenie; dziś trudno doszukać się w tym świeżości czy kreatywności. W efekcie całość przypomina produkcję „napisaną promptem” – pełną znajomych, modnych haseł, ale pozbawioną własnego głosu. To film ostrzegający przed sztuczną inteligencją, który sam sprawia wrażenie wygenerowanego.

Ostatecznie „Baw się dobrze i przeżyj” okazuje się doświadczeniem niewnoszącym zbyt wiele do życia. Seans faktycznie da się przetrwać, ale o dobrą zabawę bywa trudno. Jeśli ktoś szuka historii, która rozwija postaci i trzyma się jakiejś logiki – czeka go raczej ciężka, ponaddwugodzinna przeprawa.

Ocena: ★★★★☆☆☆☆☆☆ Klaudia Makowska

Tytuł polski: Baw się dobrze i przeżyj
Tytuł oryginalny: Good Luck, Have Fun, Don’t Die
Produkcja: USA / 2025 r.
Premiera (świat): 24 września 2025 r.
Premiera (Polska): 20 marca 2026 r.
Reżyseria: Gore Verbinski
Scenariusz: Matthew Robinson
Zdjęcia: James Whitaker
Muzyka: Geoff Zanelli
Obsada:
Sam Rockwell (człowiek w przyszłości)
Juno Temple (Susan)
Haley Lu Richardson (Ingrid)
Michael Peña (Mark)
Zazie Beetz (Janet)
Czas: 134 min.
Dystrybucja kinowa: Kino Świat

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *