Drugi raz już go nie obejrzę…
Mija dwadzieścia pięć lat od premiery „Requiem dla snu” Darrena Aronofsky’ego. To jeden z tych filmów, o których wielu widzów mówi: „genialny”, a chwilę później dodaje: „ale drugi raz już go nie obejrzę”.
Mija dwadzieścia pięć lat od premiery „Requiem dla snu” Darrena Aronofsky’ego. To jeden z tych filmów, o których wielu widzów mówi: „genialny”, a chwilę później dodaje: „ale drugi raz już go nie obejrzę”.
Katarzyna Gacek, autorka kryminałów i scenarzystka, opowiada o tworzeniu historii dla czytelników i widzów, fenomenie cosy crime oraz miejscach, które w jej twórczości stają się pełnoprawnymi bohaterami.
Trzeba przyznać jedną rzecz: nie jesteśmy już dziećmi. Nie jesteśmy już tymi samymi ludźmi, którzy z wypiekami na twarzy oglądali po raz kolejny „Gwiezdne wojny” na kasecie VHS, próbując zrozumieć, dlaczego historia zaczyna się od części czwartej.
Wysocki był kimś więcej niż piosenkarzem. Dla Rosjan stał się głosem pokolenia. Dla Polaków pozostaje bliski choćby dlatego, że inspirował Jacka Kaczmarskiego.
Dzieło filmowe realizuje się poprzez wiele kodów, z których część nie jest stricte kinowa. Specyficzna staje się dopiero ich kombinacja. Trudno nie zgodzić się z tym w przypadku obrazu Jerzego Skolimowskiego „Essential Killing”
Najlepsze ekranizacje nie są najbardziej wierne, są najbardziej filmowe. Rozumieją, że kino nie powinno tłumaczyć literatury na obrazy, lecz odnaleźć dla niej własny język.
„Seksmisja” bardzo się zestarzała. I nie chodzi nawet o scenografię, efekty specjalne czy inscenizację, choć oczywiście one także noszą już ślady czasu. Problemem okazały się przede wszystkim żarty.
Spektakularny trailer zapowiadał wielką aktorską ucztę. Wydawało się, że Meryl Streep przeszła samą siebie, a widzowie otrzymają kolejny, po „Królowej” i „Jak zostać królem”, znakomity obraz z kręgu brytyjskiej polityki. No właśnie, wydawało się.
Ćwierć wieku to dobry moment, by spojrzeć na „Pianistę” świeżym okiem. Czy film nadal działa równie mocno? I czy rzeczywiście zasłużył na wszystkie nagrody? Warto też wrócić do kontrowersji oraz zarzutów, które pojawiały się po premierze.
Allen pokazuje, że każda epoka tęskni za inną. Każda ma swoje ograniczenia i swoje rozczarowania. I że prawdziwe życie zawsze dzieje się tu i teraz, choć tak często próbujemy od niego uciec. To uderza szczególnie mocno dzisiaj.