Opowieść, która nie krzyczy (Sny o pociągach)

Samotność bywa dotkliwa, a wybór życia w domku na odludziu, pośród dzikiej przyrody – zwłaszcza po utracie bliskich – brzmi jak decyzja balansująca na granicy autodestrukcji. Czy jest to jednak akt samoudręczenia, forma pogodzenia się z losem czy raczej przekonanie o własnej winie i konieczności odbycia pokuty? A może wiara w to, że tylko samotność potrafi przynieść ukojenie? Wiele pytań nasuwa się podczas czytania „Snów o pociągach”. To krótka, ale intensywna emocjonalnie lektura, która nie pozwoli szybko o sobie zapomnieć.

Denis Johnson umiejscowił akcję swojej książki w pierwszej połowie XX wieku, na pograniczu amerykańsko-kanadyjskim. Ten surowy, dziewiczy krajobraz odgrywa tu rolę zasadniczą – jest sprawcą nieszczęścia, niemym świadkiem wydarzeń i oazą spokoju jednocześnie. Miejscem, które przyciąga, karmi i fascynuje, ale też bezlitośnie zsyła cierpienie. Wymaga szacunku i akceptacji zasad, którymi się rządzi. I w ten właśnie świat coraz śmielej wkracza cywilizacja. Wycinka lasów, budowa linii kolejowych, dróg, mostów są tu ledwie zarysowanym, lecz wyraźnie wyczuwalnym znakiem postępu – ingerencji w porządek natury, która nie pozostaje bez konsekwencji. Johnson dyskretnie  pokazuje, jak człowiek próbuje oswoić przestrzeń, która nigdy nie przestaje być od niego potężniejsza.

Peeples opowiadał, że widział raz, jak pięciotonowa kłoda poderwała się z wozu jakby spłoszona i przetoczyła się po sześciokonnym zaprzęgu, zabijajac wszystkie zwierzęta. Drzewo traktowało człowieka przyjaźnie tylko wtedy, gdy zostawiał je w spokoju. Gdy piła już werżnie się w pień, zaczyna się wojna.

Wydawać się może, że to prosta opowieść. O drwalu, Robercie Grainierze, który prowadzi nieskomplikowane życie. Często wyjeżdża do pracy w lesie – przy budowie linii kolejowych i mostów – a gdy zachodzi potrzeba, najmuje się do innych zajęć fizycznych. Przede wszystkim jednak próbuje przetrwać i zapewnić byt swojej rodzinie: żonie i córeczce. W takim świecie marzeniem nie jest dobrobyt, lecz… bliskość. Sezonowe wyjazdy są koniecznością, ale dla rodziny oznaczają długą i bolesną rozłąkę. Domek pośród lasu i obecność najbliższych to wszystko, czego Robert potrzebuje do poczucia spełnienia i szczęścia. Ten porządek zostaje jednak brutalnie zniszczony. Ogień zabiera wszystko, co Grainier posiadał. Pozostaje jedynie popiół. I wspomnienia.

„Sny o pociągach” to książka pozbawiona fajerwerków, szybkiego tempa i gwałtownych zwrotów akcji. Jest cicha i kameralna, opowieść snuje się powoli, a towarzyszy jej nieustanna refleksja nad tym, co w ludziach wywołuje lęk: utratą bliskich, samotnością i śmiercią. Po rodzinnej katastrofie Grainier decyduje się na samotne życie, w którym pytanie o sens istnienia powraca uparcie, choć pozostaje bez jednoznacznych odpowiedzi. Początkowa nadzieja na powrót bliskich przeradza się w próbę pogodzenia się z losem. Grainier wie, że tu, pośrodku leśnej głuszy, jest jego miejsce. Tu, gdzie stworzył dom i gdzie stracił rodzinę. Przekonuje się, że czas może i łagodzi ból, ale nie leczy. Grainier nie chce już niczego zmieniać. Jest pustelnikiem, oswojonym z cierpieniem i wyrokami losu.

Znalazł westfalkę, leżała na boku, nóżki podwinęły się jej jak chrząszczowi. Grainier wyprostował piec, szarpnął za drzwiczki. Zawiasy pękły, został z drzwiczkami w garści. Wewnątrz leżał klocek brzeziny, ledwo osmalony.
– Gladys! – odezwał się Garnier. Wszystko, co kochał, zalegało wokół niego w popiołach, ale tu miał coś, czego dotknęła, co trzymała.

Styl Denisa Johnsona jest oszczędny, surowy i pozbawiony ozdobników. Daje się w nim wyraźnie odczuć doświadczenie autora – wielokrotnie nagradzanego prozaika, dwukrotnie nominowanego do Nagrody Pulitzera. Pisze krótkimi, klarownymi scenami, praktycznie pozbawionymi dialogów, które często urywają się nagle, pozostawiając czytelnika z niedopowiedzeniem i ciszą. Nie tłumaczy emocji bohatera wprost – raczej pozwala im wybrzmieć w gestach, obrazach i rytmie codziennych czynności. Ta prostota jest jednak pozorna. Za lakonicznym językiem kryje się ogromna wrażliwość i precyzja w oddawaniu ludzkiego doświadczenia: żałoby, samotności, trwania mimo wszystko. Johnson ufa czytelnikowi, nie prowadzi go za rękę, lecz zaprasza do współodczuwania.

Jest w tej krótkiej historii także sporo symboliki oraz elementów pozazmysłowych. Klątwa chińskiego robotnika, duch Gladys nawiedzający Grainiera czy motyw wilczego dziecka to nie tyle dosłowne ingerencje nadprzyrodzone, ile przejawy wewnętrznych lęków, poczucia winy i ogromnej tęsknoty. Autor zaciera granicę między rzeczywistością a wyobrażeniem, sugerując, że to, co niewidzialne, bywa równie realne jak fizyczne doświadczenie straty. Te elementy nie burzą realizmu – przeciwnie, pogłębiają jej emocjonalny i egzystencjalny wymiar.

Miał ją już w zasięgu ręki. Już nie Kate warknęła, szeknęła, kłapnęła, kiedy ojciec pochylił się nad nią, potem jej oczy zaszkliły się i tak zgasła w sobie, że był pewien, iż gdy jej dotknął, oddała ostatnie tchnienie. Żyła jednak, patrzyła na niego.

Warto wspomnieć o filmowej adaptacji „Snów o pociągach” w reżyserii Clinta Bentleya, docenionej przez widzów i krytyków. Film próbuje uchwycić ten sam nastrój ciszy i kontemplacji, jednak siłą rzeczy przesuwa akcenty. Tam, gdzie książka operuje skrótem, film dopowiada obrazem, muzyką i dłuższą obserwacją krajobrazu. Samotność Grainiera w wersji ekranowej (w tej roli znakomity Joel Edgerton) staje się bardziej zewnętrzna, widzialna – las, przestrzeń i surowa przyroda dominują nad wewnętrznym monologiem, który w książce rozgrywa się niemal bez słów. Adaptacja zachowuje ducha pierwowzoru, ale traci część jego literackiej ciszy – tej szczególnej intymności, którą daje tylko tekst.

Jest taki moment, w którym Grainier mimowolnie podsumowuje swoje życie. Okazją do tego jest podniebna przejażdżka samolotem – jedna z atrakcji lokalnego jarmarku. To właśnie wtedy przed oczami przelatują mu sceny z życia, krótkie, urywane, pozbawione patosu, jakby oglądane z dystansu, który daje wysokość i świadomość nieuchronnego końca. Ten epizod staje się symbolicznym zawieszeniem między ziemią a niebem, przeszłością i teraźniejszością – chwilą, w której Grainier nie szuka już odpowiedzi, lecz przygląda się temu, co było, z cichą akceptacją i spokojem.

Zobaczył ten moment, kiedy w letnią noc pił z Gladys i Kate tynkturę od Hooda w ich chatce, a potem inną chatę, której nigdy dotąd nie wspominał, miejsca z zapomnianego dzieciństwa, ogromne, złocące się pole pszenicy, powietrze falujące w upale nad drogą, obejmujące go ramiona, głos nucącej kobiety, odpowiedzi na wszystkie tajemnice życia.

„Sny o pociągach” to opowieść, która nie krzyczy i nie domaga się uwagi, a mimo to zostaje w czytelniku na długo. To książka o życiu przeżywanym na uboczu wielkiej historii, o bólu, który nie znajduje ukojenia, lecz zostaje oswojony. Johnson pokazuje, że sens istnienia nie zawsze objawia się w zmianie czy nadziei – czasem tkwi w trwaniu, w pamięci i w zgodzie na to, co nieodwracalne. To lektura cicha, ale głęboko poruszająca. Taka, do której wraca się myślami – jak do snu, który nie daje do końca o sobie zapomnieć.

Ocena: ★★★★★★★★☆☆ Radosław Sztaba

Recenzja powstała dzięki współpracy z Wydawnictwem Czarne. Książkę „Sny o pociągach” można zakupić pod tym linkiem.

Tytuł polski: Sny o pociągach
Tytuł oryginalny: Train Dreams
Autor: Denis Johnson
Data 1. wydania: 22 maja 2012 r.
Data wydania polskiego: 5 listopada 2025 r.
Gatunek: literatura piękna
Wydawca: Wydawnictwo Czarne
Tłumacz: Tomasz S. Gałązka
Oprawa: twarda
Stron: 112

Ekranizacja: Sny o pociągach, reż. Clint Bentley, USA 2025.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *