W życiu nie ma nic trwałego (Tron: Ares)

Film „Tron: Ares” w reżyserii Joachima Rønninga podejmuje temat, który dziś wybrzmiewa wyjątkowo mocno. Opowieść o przenikaniu świata wirtualnego do rzeczywistości, o sztucznej inteligencji i technologicznej rywalizacji nie jest już tylko domeną science fiction – to niemal kronika naszych czasów.

Co istotne, to kolejny rozdział uniwersum zapoczątkowanego przez „Tron” i rozwiniętego w „Tron: Dziedzictwo”, ale tym razem odwracający perspektywę: to nie człowiek trafia do cyfrowego świata, lecz cyfrowy byt próbuje zaistnieć w naszym. W dobie gwałtownego rozwoju AI pytanie nie brzmi już „czy”, ale „jak daleko to zajdzie?”. I co ważniejsze – kto będzie miał nad tym kontrolę? „Tron: Ares” próbuje zmierzyć się z tymi pytaniami, choć nie zawsze daje na nie jednoznaczne odpowiedzi.

W centrum historii znajduje się bezwzględna rywalizacja korporacji, które chcą przejąć kontrolę nad przyszłością. W tym świecie powstaje Ares – zaawansowana sztuczna inteligencja zamknięta w ludzkim ciele. Idealny żołnierz: silny, inteligentny, lojalny. A przede wszystkim – wymienialny. Problem w tym, że jego istnienie jest dramatycznie ograniczone: po 29 minutach zaczyna się rozpadać. Klucz do wszystkiego stanowi więc „kod trwałości” – coś, co mogłoby uczynić go czymś więcej niż tylko narzędziem.

To właśnie tutaj film zahacza o klasyczne pytania science fiction. Ares, podobnie jak bohaterowie takich produkcji jak „Mickey 17”, zaczyna kwestionować własną naturę. Czym właściwie jest? Programem? Narzędziem? A może czymś więcej? Gdy pojawiają się emocje – a przynajmniej ich namiastka – granica między człowiekiem a maszyną zaczyna się niebezpiecznie zacierać. Tu pojawia się kolejne pytanie: czy uczucia mogą być błędem w kodzie, czy raczej jego najwyższą formą?

Narracja rozgrywa się równolegle w dwóch rzeczywistościach: fizycznej i cyfrowej. Ta druga jest intensywna, przeładowana bodźcami, niemal przytłaczająca. Świat wirtualny przypomina pulsującą sieć energii, w której programy przybierają ludzkie formy, a ruch i światło zastępują tradycyjne prawa fizyki. Jednocześnie pojawia się intrygująca koncepcja digitalizacji człowieka – przeniesienia świadomości na serwer, do złożonego świata, w którym ładunki energii przemieszczają się, a programy mają ludzką postać.

Pod względem audiowizualnym „Tron: Ares” to prawdziwy pokaz możliwości współczesnego kina. Efekty specjalne są wszechobecne, momentami wręcz dominujące, ale tworzą spójny i rozpoznawalny styl. Ogromną rolę odgrywa tu muzyka zespołu Nine Inch Nails – pulsująca, elektroniczna, hipnotyzująca. To ona buduje napięcie i nadaje filmowi charakterystyczny rytm. Przywołuje skojarzenia z estetyką gier komputerowych z lat 80., co wprowadza nutę nostalgii. Kostiumy i charakteryzacja również zasługują na uznanie – neonowa stylistyka świata „Trona” wciąż potrafi robić wrażenie.

Największym problemem filmu okazuje się jednak warstwa aktorska. Jared Leto jako Ares wypada… zbyt mechanicznie. Owszem, gra sztuczną inteligencję, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że brakuje tu jakiejkolwiek głębi. Paradoksalnie – nawet jak na robota (aktor otrzymał za tę rolę nominację do Złotej Maliny). Reszta obsady również nie wybija się ponad przeciętność. Pojawienie się takich nazwisk jak Gillian Anderson czy Jeff Bridges budzi nadzieję na coś więcej, ale ich role są niestety marginalne. Szkoda, bo to właśnie oni mogliby nadać tej historii większą emocjonalną wagę. Nawiasem mówiąc Bridges gra tu Kevina Flynna – co jest bezpośrednim łącznikiem z poprzednimi filmami serii.

Dwutorowa narracja, choć ambitna, okazuje się momentami ciężarem. Sceny rozgrywające się w świecie wirtualnym – mimo wizualnej atrakcyjności – potrafią spowalniać tempo opowieści. Nadmiar bodźców, efektów i cyfrowego chaosu prowadzi do zmęczenia, zamiast budować napięcie. Film chwilami sprawia wrażenie bardziej demonstracji technologii niż spójnej historii. A przecież to właśnie opowieść powinna być tu najważniejsza.

Nie oznacza to jednak, że „Tron: Ares” nie ma momentów, które zapadają w pamięć. Sekwencja pościgu na futurystycznych motocyklach to czysta adrenalina i wizualny popis. Pojedynek z Ateną wnosi do filmu potrzebną dynamikę i emocje. Finał natomiast – widowiskowy, głośny, niemal apokaliptyczny – chwilami przywodzi na myśl serię Transformers. Technologia wymyka się spod kontroli, a widz zostaje postawiony przed pytaniem: czy to jeszcze postęp, czy już zagrożenie?

Wydanie Blu-ray „Tron: Ares” prezentuje bardzo dobry poziom techniczny. Obraz zapisano w formacie 1080p High Definition, co pozwala w pełni docenić kontrastową estetykę filmu i bogactwo detali świata cyfrowego. Warstwa dźwiękowa również robi dobre wrażenie (znajdziemy tu m.in. Dolby Digital 5.1, w tym polski dubbing) i dobrze sprawdza się w scenach akcji. Na płycie znalazł się także zestaw dodatków, który może zainteresować fanów uniwersum. Wśród materiałów bonusowych znajdziemy m.in. kulisy powstawania filmu, segment poświęcony efektownym motocyklom świetlnym, rozmowy z obsadą, a także krótkie materiały dotyczące dziedzictwa serii „Tron” i sceny niewykorzystane.

„Tron: Ares” nie jest filmem wybitnym, ale z pewnością jest filmem intrygującym. Dla widzów zainteresowanych tematyką technologii, sztucznej inteligencji i przyszłości może stanowić ciekawy punkt wyjścia do refleksji. Bo ostatecznie nie chodzi tu tylko o maszyny. Chodzi o nas. O to, co stworzymy – i czy będziemy w stanie nad tym zapanować. Technologia w rękach jednych stanie się narzędziem rozwoju, w rękach innych – bronią zdolną zniszczyć wszystko.

A „kod trwałości”? Być może to tylko iluzja. Bo jeśli film coś sugeruje, to właśnie to, że… w życiu naprawdę nie ma nic trwałego.

Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆ Radosław Sztaba

Recenzja powstała dzięki współpracy z Galapagos – dystrybutorem filmu na Blu-ray.

Tytuł polski: Tron: Ares
Tytuł oryginalny: Tron: Ares
Produkcja: Kanada, Nowa Zelandia, USA / 2025 r.
Premiera (świat): 6 października 2025 r.
Premiera (Polska): 10 października 2025 r.
Reżyseria: Joachim Rønning
Scenariusz: Jesse Wigutow
Zdjęcia: Jeff Cronenweth
Muzyka: Trent Reznor, Atticus Ross, Nine Inch Nails
Obsada:
Jared Leto (Ares)
Greta Lee (Eve Kim)
Jeff Bridges (Kevin Flynn)
Evan Peters (Julian Dillinger)
Jodie Turner-Smith (Athena)
Czas: 119 min.
Dystrybucja kinowa: Disney
Dystrybucja na Blu-ray w Polsce: Galapagos
Data wydania na Blu-ray: 2026 r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *