Są reżyserzy, których filmy można rozpoznać po kilku kadrach – po sposobie prowadzenia kamery, rytmie dialogów czy szczególnej wrażliwości na ludzkie słabości. Do tego wąskiego grona bez wątpienia należy Paul Thomas Anderson. Twórca „Aż poleje się krew”, „Mistrza” czy „Licorice Pizza” od lat buduje kino jednocześnie intymne i monumentalne: skupione na bohaterach, a zarazem pełne odwagi i eksperymentów. Jego filmy rzadko poddają się łatwej klasyfikacji gatunkowej – zamiast tego tworzą własne, osobne światy. „Jedna bitwa po drugiej” wpisuje się w tę autorską tradycję, choć robi to w sposób zaskakujący.
Anderson sięga tu po formę bliższą widowisku, nie rezygnując jednak z tego, co zawsze było w jego kinie najważniejsze: niejednoznacznych bohaterów, napięć między ideą a rzeczywistością i historii, w których dociekliwy widz znajdzie drugie dno. W centrum historii, opowiedzianej w „Jednej bitwie po drugiej”, znajduje się Leonardo DiCaprio – aktor, który od lat udowadnia, że potrafi odnaleźć się w niemal każdym filmowym świecie. Niezależnie od tego, czy wciela się w charyzmatycznych liderów („Wilk z Wall Street”), ludzi na krawędzi obsesji („Wyspa tajemnic”), postacie zagubione w chaosie wydarzeń („Pewnego razu… w Hollywood”) lub napędzanych wolą przetrwania i zemsty („Zjawa”), zawsze nadaje swoim rolom wyjątkową intensywność i wiarygodność. W „Jednej bitwie po drugiej” ponownie pokazuje pełnię swojego aktorskiego warsztatu, tworząc postać złożoną i nieoczywistą, idealnie wpisującą się w charakterystyczny świat Andersona, mimo że była to pierwsza okazja do współpracy obu twórców.

Fabuła filmu skupia się na Bobie Fergusonie (Leonardo DiCaprio) – dawnym liderze rewolucjonistów, który zmuszony do ukrywania się, próbuje żyć z dala od świata i własnej przeszłości. Jego spokój okazuje się jednak złudny: po szesnastu latach powraca bezwzględny wróg, pułkownik Steven Lockjaw (Sean Penn), a córka Boba, Willa (Chase Infiniti), znika w tajemniczych okolicznościach. Zmuszony do działania były bombiarz wyrusza na jej poszukiwanie, konfrontując się z konsekwencjami dawnych decyzji. W tej pełnej napięcia podróży pojawiają się sojusznicy – wśród nich sensei Sergio (Benicio del Toro). Dawna rewolucja powraca niczym echo i przypomina, że przeszłość nigdy nie znika naprawdę.
Leonardo DiCaprio nie jest tu bohaterem z krwi i kości. Jego Bob Ferguson to człowiek kruchy, zmęczony i zagubiony – w oczach aktora często widać strach, niepewność i skłonność do podporządkowania się silniejszym osobowościom. Jednocześnie DiCaprio potrafi subtelnie pokazać drugą stronę tej postaci: odwagę, determinację i głęboko ukrytą wrażliwość, szczególnie w scenach z córką Willą oraz jej matką Perfidią (Teyana Taylor). Momentami świadomie przerysowuje swoją postać, wprowadzając do filmu nieco komicznych akcentów.
Choć film w dużej mierze opiera się na charyzmie i brawurze Leonarda DiCaprio to na ekranie nie brakuje także innych znakomitych kreacji. Na szczególne wyróżnienie zasługuje Sean Penn, który pracował już z Andersonem przy nominowanym do Oscara „Licorice Pizza”. Aktor zagrał tam epizodyczną, ale bardzo charakterystyczną rolę Jacka Holdena – starzejącej się gwiazdy filmowej. W „Jednej bitwie po drugiej” kradnie kilka scen swoją ekranową energią. Penn tworzy tu postać wyrazistą i bezkompromisową – człowieka twardo dążącego do celu, skupionego przede wszystkim na własnym interesie i gotowego zrobić wiele, by go obronić. Jego bohater przyciąga uwagę widza już od pierwszych chwil obecności na ekranie.

Solidnie wypadają inne postaci drugoplanowe: Benicio del Toro i Teyana Taylor – idealnie odnajdują się w świecie moralnych szarości, jaki kreśli Anderson. Miłym zaskoczeniem okazuje się natomiast 25-letnia Chase Infiniti – młoda aktorka wnosi do filmu świeżość i naturalność, pokazując, że potrafi dotrzymać kroku znacznie bardziej doświadczonym partnerom z planu.
Anderson prowadzi tę historię w sposób charakterystyczny dla swojego kina – nie tyle budując klasyczną opowieść o zwycięstwie lub porażce, ile stopniowo odsłaniając mechanizmy rządzące ludźmi uwikłanymi w konflikty większe od nich samych. „Jedna bitwa po drugiej” staje się dzięki temu nie tylko opowieścią o konkretnych wydarzeniach, lecz także refleksją nad naturą walki – tej politycznej, ideologicznej i bardzo osobistej. Nie oznacza to jednak, że film jest pozbawiony drobnych mankamentów – momentami odczuć można jego rozbudowaną długość (161 minut!), a natłok wątków i stylistycznych tonów sprawia, że opowieść bywa chwilami nierówna i rozwleczona.

Siłą filmu pozostaje jednak nie tylko scenariusz i aktorstwo, ale również warstwa czysto filmowego rzemiosła. Anderson od lat otacza się twórcami, którzy doskonale rozumieją jego styl, a w „Jednej bitwie po drugiej” ponownie widać tę twórczą chemię. Zdjęcia Andersona i Michaela Baumana prowadzone są z charakterystyczną płynnością – kamera często podąża za bohaterami, budując napięcie i wciągając widza w sam środek wydarzeń. Równie ważny okazuje się montaż Andy’ego Jurgensena, który utrzymuje dynamiczne tempo opowieści. Na osobne wyróżnienie zasługuje także muzyka Jonny’ego Greenwooda – nietypowa, w dużej mierze instrumentalna i momentami wręcz ascetyczna, buduje atmosferę napięcia i wewnętrznego niepokoju bohaterów. Z wymienionymi twórcami Anderson pracował już wcześniej m.in. przy filmie „Licorice Pizza”.
Film zapada w pamięć również dzięki kilku znakomicie zrealizowanym sekwencjom, które pokazują, jak świetnie Anderson operuje napięciem. Reżyser nie spieszy się z prowadzeniem akcji – pozwala scenom rozwijać się powoli, budując atmosferę krok po kroku, aż do momentu kulminacji. Dzięki temu nawet długie fragmenty pozbawione dialogów potrafią trzymać widza w napięciu. Jedną z najbardziej widowiskowych scen jest uliczny pościg, który dzięki dynamice i sposobowi prowadzenia kamery przywodzi na myśl szalone eskapady znane z gier z serii „Grand Theft Auto”. Z kolei pod koniec filmu pojawia się sekwencja przypominająca klasyczny „Pojedynek na szosie” – długa, nerwowa konfrontacja na drodze, w której napięcie rośnie z każdą kolejną minutą.

Samo wydanie Blu-ray jest dość skromne pod względem materiałów dodatkowych – na płycie nie znajdziemy wywiadów, materiałów z planu czy komentarza twórców. Menu oferuje jednak podstawowe opcje, takie jak wybór scen, języka oraz ścieżki dźwiękowej, dzięki czemu można wygodnie poruszać się po filmie i dopasować seans do własnych preferencji. Najważniejszym atutem wydania pozostaje oczywiście jakość obrazu. Transfer prezentuje się bardzo dobrze, pozwalając w pełni docenić zdjęcia i wizualny styl filmu, z którego słynie Anderson.
„Jedna bitwa po drugiej” to film jednocześnie efektowny i pełen charakterystycznej dla Andersona psychologicznej głębi – widowisko, które nie zapomina o swoich bohaterach i emocjach, jakie nimi kierują. Jeśli ktoś spodziewa się wyłącznie czystej akcji, może być zaskoczony, ale właśnie w tym tkwi siła kina Andersona. „Jedna bitwa po drugiej” pokazuje, że reżyser wciąż potrafi wygrywać najważniejsze starcie – o uwagę i emocje widza.
Recenzja powstała dzięki współpracy z Galapagos – dystrybutorem filmu na Blu-ray.

Tytuł polski: Jedna bitwa po drugiej
Tytuł oryginalny: One Battle After Another
Produkcja: USA / 2025 r.
Premiera (świat): 8 września 2025 r.
Premiera (Polska): 26 września 2025 r.
Reżyseria: Paul Thomas Anderson
Scenariusz: Paul Thomas Anderson
Zdjęcia: Paul Thomas Anderson, Michael Bauman
Muzyka: Jonny Greenwood
Obsada:
Leonardo DiCaprio (Bob Ferguson)
Sean Penn (pułkownik Steven J. Lockjaw)
Benicio del Toro (sensei Sergio St. Carlos)
Teyana Taylor (Perfidia)
Chase Infiniti (Willa)
Czas: 161 min.
Dystrybucja kinowa: Warner Bros. Entertainment Polska Sp. z o. o.
Dystrybucja na Blu-ray w Polsce: Galapagos
Data wydania na Blu-ray: 2026 r.
Na podstawie: Thomas Pynchon, „Vineland”, 2025 r. (powieść)
