Déjà vu (Pies 51)                   

Paryż. Niedaleka przyszłość. ALMA (zaawansowana sztuczna inteligencja) wspomaga francuską policję w pracy śledczej, a w praktyce – niemal całkowicie przejmuje nad nią kontrolę. Stolica zostaje podzielona na trzy strefy, pomiędzy którymi poruszanie się wymaga specjalnych pozwoleń. Ten podział nie tylko porządkuje przestrzeń, ale przede wszystkim pogłębia społeczne nierówności. Strefa trzecia to slumsy zamieszkane przez najbiedniejszych, uzależnionych, przestępców i tych, którzy nie potrafili odnaleźć się w systemie. Druga należy do klasy średniej. Pierwsza, najbardziej prestiżowa – zarezerwowana jest dla elit. To świat przyszłości na tyle bliskiej, że bez trudu jesteśmy ją sobie w stanie wyobrazić.

Ten porządek zostaje zakłócony morderstwem. W tajemniczych okolicznościach ginie twórca ALMY, a ślady prowadzą do antysystemowej organizacji terrorystycznej. Do śledztwa zostaje „sparowana” dwójka policjantów: Salie ze Strefy 2 (Adèle Exarchopoulos) oraz podporządkowany jej Zem ze Strefy 3 (Gilles Lellouche). Brzmi jak solidne kino science fiction? Niestety, na usta aż ciśnie się francuskie: déjà vu!

Żyjemy w świecie, w którym sztuczna inteligencja przestała być pieśnią przyszłości. Coraz więcej obszarów życia oddajemy algorytmom – w pracy, instytucjach, a nawet w codziennych domowych czynnościach. Nie wiemy jeszcze, dokąd nas to zaprowadzi, dlatego tym bardziej potrzebujemy dzieł kultury, które pomogłyby nam ten świat opisać, nazwać i wyobrazić go sobie. Jest to potrzebne nawet (a może zwłaszcza) w kinie rozrywkowym. Niestety, „Pies 51” sprawia wrażenie historii napisanej bardziej przez wczesną wersję ChatGPT, niż przez twórców z autorskim pomysłem. Fabuła wygląda tak, jakby wygenerowano ją z kilku haseł i dołączonej listy referencji: „Raport mniejszości”, „Blade Runner”, „Ludzkie dzieci”. Nie powiedziano niczego nowego, nie zaproponowano świeżej perspektywy, nie zaskoczono opowieścią. Nie pomaga nawet przyzwoity budżet, solidna realizacja, ani dobre aktorstwo. Gdyby nie język francuski, nadający całości pewnej elegancji, film bez trudu mógłby zniknąć w odmętach bibliotek VOD.

Paradoksalnie, to właśnie „Raport mniejszości” wciąż pozostaje punktem odniesienia dla kina o przyszłości i AI – mimo że od premiery filmu Spielberga minęło niemal ćwierć wieku! Twórcom „Psa 51” należy jednak oddać, że nie próbowali budować świata w przesadnie futurystycznym stylu. Nie ma tu latających samochodów, celofanowych kostiumów, ani fryzur rodem z wybiegów mody. Przyszłość jest „przyziemna”, wiarygodna. Scenografia i inscenizacja stoją na wysokim poziomie, a pościgi wąskimi uliczkami Paryża robią wrażenie dzięki swej dynamice. Cieszy również ograniczenie efektów komputerowych na rzecz praktycznych rozwiązań. Momentami brakuje jednak „oddechu” – chciałoby się zobaczyć więcej miasta, co prawdopodobnie rozbiło się o budżetowe ograniczenia.

Sercem każdej opowieści są bohaterowie. Policyjny duet z dwóch różnych światów (różnica wieku, płci i pochodzenia) to sprawdzona klisza narracyjna – pod warunkiem, że między postaciami pojawia się chemia. Tu ona faktycznie istnieje, ale twórcy nie uniknęli kilku poważnych potknięć. Relacja Salie i Zema znacznie lepiej sprawdziłaby się, jako więź przyjacielska, a nawet relacja ojciec–córka. Wątek romantyczny wydaje się zbędny i wprowadzony na siłę. Do momentu jego pojawienia się, ich znajomość rozwija się logicznie: od niechęci, przez ostrożne zaufanie, po partnerską współpracę. Gdy nagle pojawia się miłość, widz może mieć problem z określeniem, kiedy i dlaczego właściwie się narodziła.

Oczywiście każde z bohaterów nosi w sobie wewnętrzną skazę, traumę czy brzemię przeszłości. I znów – są to schematy, które znamy aż za dobrze. W tym przypadku są one wyjątkowo mało oryginalne. Ciekawiej byłoby zostawić postaciom nieco tajemnicy. Gdyby nie solidne aktorstwo i specyfika języka francuskiego, klisze byłyby jeszcze bardziej odczuwalne. Jest bowiem coś w kinie europejskim (szczególnie poza kręgiem anglosaskim), co sprawia, że nawet banały brzmią w nim bardziej wiarygodnie. W języku angielskim, byłyby nie do zniesienia.

Niestety, reszta obsady nie ma szansy na obronę swoich postaci. Role: ministra sprawiedliwości, lekarki społeczniczki czy komendanta policji, wypadają blado i jednowymiarowo. Mają jedynie „użytkową” funkcję w opowieści. 

A co z głównym tematem filmu czyli sztuczną inteligencją? AI przejmuje oczywiście kontrolę, władza próbuje tuszować prawdę, a w tle działa tajemniczy ruch oporu rodem z „V jak Vendetta”. Wszystko to już widzieliśmy – i to wielokrotnie, a nawet w lepszym wydaniu. Nie zaproponowano nowej perspektywy ani refleksji, odpowiadających współczesnym realiom, w których AI faktycznie stała się narzędziem codziennego użytku.

Zakończenie filmu łatwo przewidzieć, a finał dodatkowo przynosi kilka kuriozalnych decyzji, włącznie z wykorzystaniem znanego utworu muzycznego w scenie, która zamiast wzruszać czy podnosić na duchu, wywołuje konsternację. Efekt jest komiczny, kiczowaty i zupełnie niezamierzony. Przesłanie o konieczności sprzeciwu wobec opresji, sprowadzone do pochwały anarchii, wypada co najmniej naiwnie.

Czy warto poświęcić czas na „Psa 51”? Jeśli obniżymy oczekiwania i potraktujemy film wyłącznie jako kino akcji, nie będzie to całkowicie stracony seans.

Szkoda tylko, że film trzeba traktować wyłącznie jako rozrywkę, bo mógł być czymś znacznie więcej.

Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆ Jakub Kossakowski

Tytuł polski: Pies 51
Tytuł oryginalny: Chien 51
Produkcja: Francja, 2025 r.
Premiera (świat): 6 września 2025 r.
Premiera (Polska): 2 stycznia 2026 r.
Reżyseria: Cédric Jimenez
Scenariusz: Cédric Jimenez, Olivier Demangel
Muzyka: Guillaume Roussel
Obsada:
Gilles Lellouche (Zem)
Adèle Exarchopoulos (Salia)
Louis Garrel (John Mafram)
Romain Duris (Théo Rimarval)
Valeria Bruni Tedeschi (Irina)
Czas: 100 min.
Dystrybucja kinowa: Kino Świat

Na podstawie: Laurent Gaudé, „Chien 51” (powieść)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *