Książka była lepsza?
Najlepsze ekranizacje nie są najbardziej wierne, są najbardziej filmowe. Rozumieją, że kino nie powinno tłumaczyć literatury na obrazy, lecz odnaleźć dla niej własny język.
Najlepsze ekranizacje nie są najbardziej wierne, są najbardziej filmowe. Rozumieją, że kino nie powinno tłumaczyć literatury na obrazy, lecz odnaleźć dla niej własny język.
„Seksmisja” bardzo się zestarzała. I nie chodzi nawet o scenografię, efekty specjalne czy inscenizację, choć oczywiście one także noszą już ślady czasu. Problemem okazały się przede wszystkim żarty.
Spektakularny trailer zapowiadał wielką aktorską ucztę. Wydawało się, że Meryl Streep przeszła samą siebie, a widzowie otrzymają kolejny, po „Królowej” i „Jak zostać królem”, znakomity obraz z kręgu brytyjskiej polityki. No właśnie, wydawało się.
Ćwierć wieku to dobry moment, by spojrzeć na „Pianistę” świeżym okiem. Czy film nadal działa równie mocno? I czy rzeczywiście zasłużył na wszystkie nagrody? Warto też wrócić do kontrowersji oraz zarzutów, które pojawiały się po premierze.
Są filmy, które prowadzą widza za rękę. I są takie, które każą mu błądzić. „Tajny agent” zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Michael Jackson w utworze „Man in the Mirror” śpiewał, że jeśli chcesz uczynić świat lepszym miejscem, spójrz najpierw na siebie. Pytanie, czy twórcy filmu „Michael” mieli odwagę spojrzeć w to lustro naprawdę?
„W dniu, w którym moja córka urodziła się martwa…” – tak zaczyna się książka „Chronologia wody”. Już to pierwsze zdanie ustawia czytelnika w gotowości. Co może przynieść historia, która otwiera się w taki sposób?
Allen pokazuje, że każda epoka tęskni za inną. Każda ma swoje ograniczenia i swoje rozczarowania. I że prawdziwe życie zawsze dzieje się tu i teraz, choć tak często próbujemy od niego uciec. To uderza szczególnie mocno dzisiaj.
Film może być wszystkim: sztuką, rozrywką, ucieczką, intelektualnym wyzwaniem. Szukamy w nim siebie, swoich emocji, swoich doświadczeń. Tak naprawdę czekamy na coś znacznie prostszego. Na moment. Na tę jedną scenę, jeden gest, jedno spojrzenie.
Po latach to nie nagrody okazują się najważniejsze. „Róża” pozostaje jednym z najmocniejszych filmów polskiego kina ostatnich dekad. Nie zestarzała się, nie straciła swojej intensywności. Wciąż boli, wciąż zmusza do patrzenia i wciąż nie daje żadnej ulgi.