Duchy dawnych lat (Krzyk 7)

Ghostface wraca… i znów ma ochotę dać Sidney Prescott niezły wycisk. Twórcy „Krzyku 7” serwują nam krwawe widowisko i powrót do znajomych twarzy, ale czasami zdają się zapominać, że biała maska nie wystarczy, aby przywrócić dawną iskrę.

Powrót do Woodsboro miał być triumfalnym zmartwychwstaniem jednej z najbardziej rozpoznawalnych serii horrorów ostatnich dekad. Według doniesień z przedpremierowych pokazów „Krzyk 7” rozpoczął swoją kinową drogę imponująco – finansowo przebił nawet rekord, należący dotąd do poprzedniej części. „Krzyk” wciąż działa jak magnes, a sama zapowiedź kolejnego spotkania z Ghostfacem wystarcza, by przyciągnąć rzesze widzów przed ekran. Trudniej jednak obronić film, kiedy emocje związane z powrotem opadną, a widz zaczyna przyglądać się temu, co naprawdę kryje się „pod maską” tej produkcji.

Początek zapowiada się całkiem obiecująco. Bohaterowie wracają do Woodsboro, a dokładniej do słynnego domu Stu Machera – miejsca, w którym rozegrał się finał pierwszej części. Dziś posiadłość funkcjonuje jako osobliwe muzeum, które można wynająć na weekend niczym atrakcję dla fanów true crime. To pomysł przewrotny i w pewnym sensie trafnie oddający ducha współczesnej popkultury, która potrafi zamieniać nawet najbardziej makabryczne wydarzenia w atrakcje turystyczne.

Później akcja przenosi się do Pine Grove, gdzie Prescott stara się utrzymać pozory spokojnego, poukładanego życia. Prowadzi niewielką kawiarnię, jest żoną policjanta i matką siedemnastoletniej Tatum, nazwanej tak na cześć dawnej przyjaciółki Sidney, jednej z ofiar pierwszej serii zabójstw. Choć bohaterka ułożyła sobie życie na nowo, widmo dawnych wydarzeń wciąż daje o sobie znać. Motyw matki, która próbuje chronić dziecko przed światem, a zarazem przed własnymi traumami, byłby całkiem interesujący, ale niestety to tylko zapowiedź, która nieco rozczarowuje widza.

Problem polega na tym, że cała opowieść sprawia wrażenie sklejonej z wielu pomysłów, które nie zawsze do siebie pasują. Niektóre wątki pojawiają się nagle i równie szybko znikają, inne wracają po czasie, jakby ktoś w ostatniej chwili przypomniał sobie, że trzeba jeszcze coś dopowiedzieć. Twórcy próbują żonglować nostalgią, nowymi bohaterami i kolejnymi tropami prowadzącymi do zabójcy, ale nie zawsze udaje im się utrzymać równowagę.

Jednym z elementów, który miał wnieść do serii powiew świeżości, jest motyw technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji i deepfake’ów. Podszywanie się pod różne osoby, manipulowanie obrazem czy podsuwanie fałszywych dowodów mogłoby skutecznie podkopać zaufanie między bohaterami i zamienić historię w paranoiczną grę pozorów. Niestety w filmie temat ten został potraktowany po macoszemu. Wątek pojawia się w dialogach i pojedynczych scenach, ale nigdy nie staje się osią całej intrygi.

Sceny, które powinny pulsować napięciem stają się coraz bardziej ślamazarne i rozciągają się bez wyraźnej eskalacji emocji. Zabawa w kotka i myszkę między bohaterami a Ghostfacem często sprowadza się do powtarzalnego schematu: telefon, krótki pościg, chwilowa ucieczka. Co gorsza, niektóre decyzje postaci są na tyle nielogiczne, że zamiast potęgować grozę, wywołują raczej delikatny uśmiech.

Największe rozczarowanie przynosi finał. W najlepszych odsłonach serii moment zdjęcia maski był kulminacją całej intrygi – chwilą, w której wszystkie elementy układanki nagle tworzyły spójną całość. Tym razem ujawnienie tożsamości zabójcy wypada słabo i trochę groteskowo: motywacje są nieprzekonujące, a sama konstrukcja fabuły sprawia wrażenie zbyt chaotycznej, by wywołać prawdziwy dreszcz emocji.

Pod względem czysto realizacyjnym film jest jednak solidny. Twórcy pamiętają, że w tej serii ważne są widowiskowe sceny śmierci, więc nie szczędzą widzom krwawych atrakcji. Ghostface wciąż działa z charakterystyczną brutalnością, a niektóre morderstwa są „pomysłowe” i efektownie zainscenizowane. Problem w tym, że nawet najbardziej spektakularna makabra nie zastąpi dobrze skonstruowanej historii.

„Krzyk 7” to mimo wszystko dość sprawnie zrealizowany slasher, który przypomina, jak kultową marką wciąż pozostaje ta saga. Film ma swój urok, ale jednocześnie okazuje się zaskakująco zachowawczy. Twórcy trzymają się sprawdzonych schematów, nie potrafiąc tchnąć w nie świeżej energii. Do tej pory „Krzyk”, w najlepszym wydaniu, nie tylko opowiadał historię o mordercy w masce, ale też bawił konwencją horroru, wyśmiewał hollywoodzkie schematy i z lekkością komentował popkulturę. Tutaj zamiast zadziorności, ironii i błyskotliwych obserwacji z pazurem dostajemy raczej ciąg nie zawsze udanych odniesień do dawnych części. Na razie pozostaje więc czekać na kolejną odsłonę i mieć nadzieję, że tytułowy krzyk znów zabrzmi tak donośnie, jak kiedyś.

Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆ Klaudia Makowska

Tytuł polski: Krzyk 7
Tytuł oryginalny: Scream 7
Produkcja: USA / 2026 r.
Premiera (świat): 25 lutego 2026 r.
Premiera (Polska): 27 lutego 2026 r.
Reżyseria: Kevin Williamson
Scenariusz: Guy Busick
Zdjęcia: Ramsey Nickell
Muzyka: Marco Beltrami
Obsada:
Neve Campbell (Sidney Prescott)
Courteney Cox (Gale Weathers)
Isabel May (Tatum Prescott)
Jasmin Savoy Brown (Mindy Meeks-Martin)
Mason Gooding (Chad Meeks-Martin)
Czas: 114 min.
Dystrybucja kinowa: Forum Film Poland

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *