Wszystko wszędzie naraz, od jednej katastrofy do drugiej, czyli przebodźcowanie życiem (Kopnęłabym cię, gdybym mogła)

“Kopnęłabym Cię, gdybym mogła” (reż. Mary Bronstein) to kameralna produkcja obsypana nagrodami: Rose Byrne zdobyła już Złoty Glob i Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinale, jest też nominowana do Oscara i nagród BAFTA za rolę pierwszoplanową. Skąd ten fenomen? To jeden z tych filmów, które ogląda się raz i… pewnie nigdy więcej. Przygotujcie się na świetny, acz niesamowicie wymagający seans, który na pewno poruszy, ale i przebodźcuje. 

Na pierwszy rzut oka fabuła nie jest skomplikowana: ot, matka próbująca iść przez życie, które nieustannie podsuwa jej kłody pod nogi. Nic bardziej mylnego. Takiego życiowego seansu, tak prawdziwego, tak niewygodnego i odartego z ładnie opakowanych stereotypów macierzyństwa z Instagrama, dawno nam nie serwowano.

Lindę (Rose Byrne) poznajemy w chwili, gdy sufit – dosłownie – wali jej się na głowę w mieszkaniu. To tylko jedna z wielu cegiełek w rosnącej stercie problemów, z którymi walczy każdego dnia. Codzienność Lindy składa się ze zmagań z tajemniczą chorobą córki, tymczasowego single parentingu (mąż wyjechał do pracy na kilka tygodni), pracy terapeutki, swojej prywatnej terapii oraz próby załatania owej dziury w suficie.

Przez blisko dwie godziny seansu podążamy za Lindą krok w krok. Kamera trzyma się blisko bohaterki. Obserwujemy ją z bliskiego kadru, tak klaustrofobicznego, aż ma się ochotę zrobić krok w tył i oddalić od obrazu, odetchnąć. Wraz z Lindą postrzegamy rzeczywistość bardzo wąsko, tunelowo. Linia czasowa się zaciera. Scena po scenie, poszczególne sceny wyglądają jak jeden przeogromny, koszmarny dzień (a w rzeczywistości są to tygodnie). Przez większość filmu jedynie słyszymy głosy męża i córki, nie widząc ich na ekranie, co podkręca napiętą atmosferę samotności i izolacji.

Linda próbuje utrzymać się na powierzchni życiowych zawirowań niczym tonący człowiek. Nikt jej nie rozumie, ale też nie próbuje naprawdę zrozumieć: terapeuta (rewelacyjny Conan O’Brien!), dozorca hostelu (A$AP Rocky, bardzo udana kreacja, trochę w stylu rozmów barman-klient baru), lekarka w klinice córki. Wszyscy słyszą Lindę, ale nie słuchają jej. Im bardziej próbuje zachować względny balans, tym wszystko jeszcze bardziej wymyka się jej z rąk. Pomiędzy zrozumieniem reakcji tej kobiety (scena z krzykiem w poduszkę), a współczuciem i niepokojem (o jej zdrowie, o bezpieczeństwo jej dziecka) pojawia się pytanie: ile jeszcze można unieść? I jak ogromnie dużo spoczywa na jej barkach! Jej życie to nieustanny bieg od punktu do punktu, od jednego kryzysu do drugiego. Ciągłe poczucie winy, branie odpowiedzialności, ale też nie podążanie za radami innych ludzi, kortyzolowy bieg w hiper napięciu. Linda staje się coraz bardziej pochłonięta swoim światem, gdzieś na granicy jawy, halucynacji i snu. Im bardziej zbliżamy się do kulminacyjnego momentu, tym więcej rzeczy zaczyna wymykać się z rąk aż do równi pochyłej i destrukcyjnych zachowań, regulacji alkoholem i używkami.

Film jest określany jako czarna komedia, lecz zdecydowanie mamy tu przewagę dramatu z kilkoma sarkastycznymi scenami. W oparach absurdu, nasuwa się niecodzienne porównanie, ale aż żal nie wspomnieć tutaj o polskim klasyku “Dzień świra”. Linda doskonale rozumiałaby kultowe „jestem skrajnie zmęczony a przecież jest rano”. 

Jeśli życie przypomina pędzący pociąg, który nie ma hamulców i pędzi na czołowe zderzenie, równie dobrze możemy zacząć się śmiać, odpuszczając. Niech to będzie śmiech przez łzy wraz z refleksją, czy przypadkiem ten film nie dotyka nas tak mocno, bo w każdym z nas jest trochę Lindy?

Ocena: ★★★★★★★★☆☆ Marta Mizińska

Tytuł polski: Kopnęłabym cię, gdybym mogła
Tytuł oryginalny: If I Had Legs I’d Kick You
Produkcja: USA / 2025
Premiera (świat): 24 stycznia 2025 r.
Premiera (Polska): 6 lutego 2026 r.
Reżyseria: Mary Bronstein
Scenariusz: Mary Bronstein
Zdjęcia: Christopher Messina
Obsada:
Rose Byrne (Linda)
A$AP Rocky (James)
Conan O’Brien (terapeuta)
Danielle Macdonald (Caroline)
Ivy Wolk (Diana)
Czas: 113 min.
Dystrybucja kinowa: Best Film

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *