Oglądamy filmy, by nie czuć się samotnym
„Czytamy po to, by nie czuć się samotnym”. To słynne zdanie pojawia się w filmie „Cienista dolina”. Można je łatwo sparafrazować: oglądamy filmy, by nie czuć się samotnym.
„Czytamy po to, by nie czuć się samotnym”. To słynne zdanie pojawia się w filmie „Cienista dolina”. Można je łatwo sparafrazować: oglądamy filmy, by nie czuć się samotnym.
Pięćdziesiąt lat temu do kin trafił „Taksówkarz” Martina Scorsese – film, który… nie chce się zestarzeć. Wiele znacznie „młodszych” produkcji dawno trafiło już do lamusa, a dzieło amerykańskiego reżysera wciąż robi ogromne wrażenie na widzach.
„Nędznicy” Hoopera pozostają więc filmem ambitnym, choć nierównym. Zachwycają fragmentami: rolą Hathaway, symbolicznym gestem z Wilkinsonem, siłą dziecięcych kreacji, techniczną precyzją realizacji oraz imponującą scenografią.
Hollywood uwielbia przenosić książkowe bestsellery na ekran. A jeszcze bardziej kocha te, które… wcześniej zostały już zekranizowane (najlepiej w języku innym, niż angielski).
Del Toro opowiada „Frankensteina” z empatią, ale empatia nie zawsze prowadzi do prawdy. Czasem wygładza to, co powinno pozostać niepokojące. Jego świat jest piękny, ale mniej dotkliwy emocjonalnie.
Cofnijmy się na chwilę w czasie do Stanów Zjednoczonych lat osiemdziesiątych. Dlaczego? Ponieważ fascynująca jest dziś lektura recenzji czołowych amerykańskich krytyków, napisanych tuż po premierze tego jednego, konkretnego filmu.