Kameralnie, bezpiecznie i dość swojsko. Aż przypominają mi się czasy ze szkolnej ławki. „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” wówczas byłby projektem szóstkowym. Zdobywając tytuł celujący za celującą poprawność, w zderzeniu z prawdziwie dobrym kinem wypada bardziej blado. Choć przewidywalny, nie można mu ująć cennej przystępności. Naprawdę przyjemny w swym jednorazowym odbiorze, pod wieczornym kocykiem, przy wieczornym kakałku.
Całkiem smutny obraz dzisiejszych ludzi wyłożony przy filmowym stole. Raz naplują ci w twarz, a innym razem sam ich oplujesz. Niewidzialna ślina okleja wasze bacznie aranżowane sylwetki. Wieloletnia przyjaźń i długie stażem zaufanie? W czymkolwiek, gdziekolwiek tkwiła ich wartość, okazała się być daleką od prawdy. Podmuch jednego niefortunnego spotkania wystarczył by posypał się latami niezachwiany domek z kart. Nieuchronne objawienie ujrzało światło dzienne, a właściwie światło niebieskie pod osłoną nocy.

Głupia, przez wszystkich zarzekana na nieszkodliwą zabawę, gra. Na niej opiera się cała fabuła. Myślę, że to prostota jest sednem sukcesu tego filmu. Z tej prostoty bowiem wynikła bezbronność bohaterów. Nie mieli gdzie i jak uciec. Bezbłędnie odgrywane dotychczas kwestie przegrały pojedynek z gorliwie skrywanymi tajemnicami. Nieistniejącymi ponoć sekretami. I siedząc, jak małpy w cyrku, byli zmuszeni je odsłonić.
Chciałabym wierzyć, że to naiwność sprowadziła ich do miejsca, w którym się znaleźli. Trudno dać mi wiarę w panujące na ekranie niedowierzanie. Gdyż w tych relacjach miesiącami cicho panoszyły się zgoda i wygoda. A ludzie z celowo zamkniętymi oczami, nie widzą celowo, a połkną wszystko. Spokojnie więc zajadasz swoje gnocchi, i nie łapiesz, że koleś który mówi do ciebie „myszeczko” jest certyfikowanym myszołowem.

Ładny obrazek pustych i zakłamanych związków. Uosobienie nic nieznaczących słów. Wszystko by się pokazać, by utrzymać sztuczną kreację. Żywe trupy, zachowujące pozory życia. Jak niewiele trzeba by się ten twór rozsypał.
Całkiem zgrabna opowieść, nieprzeciągnięta, ale też na to reżyser nie mógł sobie pozwolić. Bo choć kameralna koncepcja buduje intymność, jednocześnie mocno zawęża pole narracyjne. W pakiecie z półtoragodzinnym seansem dostajemy dojrzewający w nas wstręt do bylejakości życia. A kłująca w oczy nijakość pozostawia swój niesmak. I być może takie właśnie było przeznaczenie tego filmu. Jeśli tak, to genialne zagranie. Aż mam chęć na bilet w jedną stronę, tylko po to, by uciec od tej płytkości i trywialności.

Role bardzo wyważone, a gra aktorska adekwatna do konwencji. Na bardzo dobrym poziomie zagrane dramaty prawdziwych i zwykłych ludzi. Trochę taki Big Brother, a trochę czułam jakbym siedziała przy tym stole razem z nimi. Razem z nimi śmiała się z ich żartów i razem z nimi przeżywała każde kolejne załamanie nerwowe. A moją ulubioną bohaterką została pani psycholog. I żeby było jasne, nie jest to pozycja zaszczytna.
Śmieszny, lekki, poprawny i na szczęście krótki na tyle, bym nie zdążyła się nim znudzić.

Tytuł polski: Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie
Tytuł oryginalny: Perfetti sconosciuti
Produkcja: Włochy / 2016 r.
Premiera (świat): 2 lutego 2016 r.
Premiera (Polska): 25 lipca 2016 r.
Reedycja kinowa (Polska): 10 kwietnia 2026 r.
Reżyseria: Paolo Genovese
Scenariusz: Paolo Genovese, Filippo Bologna, Paolo Costella, Paola Mammini, Rolando Ravello
Zdjęcia: Fabrizio Lucci
Muzyka: Maurizio Filardo
Obsada:
Marco Giallini (Rocco)
Kasia Smutniak (Eva)
Alba Rohrwacher (Bianca)
Valerio Mastandrea (Lele)
Edoardo Leo (Cosimo)
Czas: 96 min.
Dystrybucja kinowa: Aurora Films
