Są filmy, które prowadzą widza za rękę. I są takie, które każą mu błądzić. „Tajny agent” zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Ciekawe, że w tym roku ten podział wybrzmiał wyjątkowo mocno przy okazji rozdania Oscarów. W głównej kategorii pojawiły się aż dwa filmy zagraniczne, które można potraktować jako zupełnie odmienne sposoby myślenia o kinie:: „Wartość sentymentalna” oraz „Tajny agent”. I choć samo to zestawienie było intrygujące, to szybko przestaje mieć znaczenie, ponieważ „Tajny agent” wyprowadza nas w zupełnie inną przestrzeń.

To film, który ogląda się z przedziwną przyjemnością obcowania z ludźmi. Nie z fabułą, nie z intrygą, tylko właśnie z ludźmi. Każda postać, nawet ta najbardziej epizodyczna, ma w sobie coś, co zatrzymuje uwagę. Chce się z nimi pobyć chwilę dłużej, posłuchać, jak rozmawiają, popatrzeć, jak istnieją w kadrze. Tak jest zarówno z rewelacyjną pierwszoplanową rolą Wagnera Moury (Armando), jak i uroczą drugoplanową kreacją Tani Marii (Dona Sebastiana). To rzadkie uczucie, kiedy film nie pędzi do przodu, tylko pozwala się rozgościć.
Jest w tym jakaś zmysłowość podpatrywania świata. Ulice w trakcie karnawału, ludzie tańczący, rozmawiający, kochający się gdzieś na uboczu, ktoś coś sprzedaje, ktoś się kłóci. Film chłonie te momenty i oddaje je widzowi bez pośpiechu. Jakby najważniejsze było samo bycie tam, w środku tego wszystkiego.

W tym sensie to pewien rodzaj hołdu dla dziesiątej muzy, ale zupełnie inny niż możemy zobaczyć w „Lisbon Story” czy „Cinema Paradiso”. Tam kino było wspomnieniem, nostalgią, opowieścią o magii obrazu. Tutaj jest czystą przyjemnością patrzenia. Kino jako doświadczenie, jako rozrywka, jako zanurzenie w świecie. Nic dziwnego, że gdzieś w tle powraca motyw seansów filmowych, a „Szczęki” Spielberga funkcjonują nie jako cytat czy zwykły ozdobnik, lecz jako przypomnienie, czym było kiedyś wspólne przeżywanie kina.

Jednocześnie „Tajny agent” igra z naszymi oczekiwaniami. Jest zbudowany jak film szpiegowski, obiecuje intrygę, napięcie, rozwiązania. Tyle że bardzo często tych obietnic nie spełnia w sposób, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. To, co mogłoby stać się spektakularną sceną, bywa sprowadzone do krótkiego, brutalnego gestu, czasem niemal groteskowego, czasem przypominającego kino epoki, w której rozgrywa się akcja. Innym razem kluczowe wydarzenie znika gdzieś poza kadrem i zostaje jedynie nagłówkiem w gazecie. Nie każdemu może się takie podejście spodobać.
Podział na części sugeruje żelazną konstrukcję, coś, co powinniśmy rozszyfrować. I rzeczywiście, przez chwilę można mieć wrażenie, że to gra na poziomie Paolo Sorrentino. Ale z czasem coraz wyraźniej czuję, że nie chodzi tu o intelektualną łamigłówkę. To raczej zaproszenie do wspólnej zabawy. Nie ironiczne, nie zdystansowane, tylko szczere. Trochę jak moment, kiedy bohaterowie zostają wciągnięci do tańca przez obcych ludzi podczas karnawału. Nie analizujesz tego, tylko dajesz się ponieść.

Ogromną rolę odgrywa tu plastyka obrazu. Ciepłe kolory, z dominującym żółtym, budują świat jednocześnie piękny i niepokojący. Każda scena wydaje się dopracowana, ale pozbawiona ostentacji. Widz początkowo może być zaskoczony, jednak dość szybko oswaja się z pojawiającymi się elementami lekkiego surrealizmu.
Szczególnie zapada w pamięć otwarcie filmu. Bohater tankuje samochód na stacji benzynowej, obok od kilku dni rozkłada się ciało zastrzelonego człowieka. Pracownik stacji tłumaczy to spokojnie, niemal obojętnie – policja ma teraz ważniejsze sprawy, trwa karnawał. W tej jednej scenie zawiera się esencja całego obrazu. Powolna narracja przywodzi na myśl kino Sergio Leone, ale podszyta jest absurdem bliskim Luisowi Buñuelowi. Normalność miesza się tu z czymś głęboko niepokojącym.

Bo „Tajny agent” nie jest jedynie zabawą. Pod powierzchnią tej lekkości nieustannie wyczuwalna jest opresja. System istnieje gdzieś obok, często poza kadrem, a jednak wpływa na wszystko. Nie widzimy go wprost, nie dostajemy wykładu ani jednoznacznego komentarza politycznego, a mimo to jego obecność jest wyraźna. Jakby świat przedstawiony był tylko cienką warstwą, pod którą kryje się coś znacznie cięższego. Skądś przecież biorą się nagrania i dokumenty odsłuchiwane przez pracowników archiwum w scenach rozgrywających się współcześnie. Trudno w tym miejscu nie dostrzec echa filmu „Rozmowa”.
I może właśnie ta formuła sprawia, że ta produkcja zostaje z nami na dłużej. Między przyjemnością patrzenia a niepokojem, którego nie da się do końca nazwać.

Tytuł polski: Tajny agent
Tytuł oryginalny: O agente secreto
Produkcja: Brazylia, Francja, Holandia, Niemcy / 2025 r.
Premiera (świat): 18 maja 2025 r.
Premiera (Polska): 27 marca 2026 r.
Reżyseria: Kleber Mendonça Filho
Scenariusz: Kleber Mendonça Filho
Zdjęcia: Evgenia Alexandrova
Muzyka: Mateus Alves, Tomaz Alves de Souza
Obsada:
Wagner Moura (Marcelo Alves / Armando Solimões / Fernando Solimões)
Maria Fernanda Cândido (Elza / Sara Gerber)
Gabriel Leone (Bobbi / Abdias)
Isabél Zuaa (Tereza Victoria)
Alice Carvalho (Fátima Nascimento)
Czas: 161 min.
Dystrybucja kinowa: Gutek Film
