Na początku tego roku ukrywający się pod ksywką MIKA artysta o charakterystycznej barwie głosu wydał swój siódmy studyjny album „Hyperlove” definiując nowe dla siebie brzmienie przy użyciu analogowych sprzętów i romansując ze światem X muzy – brytyjski piosenkarz libańskiego pochodzenia postanowił nadać dość specyficznej filmowej aury całemu swojemu wydawnictwu nie tylko lirycznie, ale i wizualnie zapraszając do współpracy Johna Watersa, kultowego reżysera takich kampowych produkcji, jak „Różowe flamingi”, czy „Lakier do włosów”. Jednak to główny singiel „Modern Times” silnie zainspirowany komediodramatem „Dzisiejsze czasy” z 1936 roku, w którym Charlie Chaplin odnosił się do wszechobecnego procesu technicyzacji wyznaczył estetykę zarówno dla teledysku w wizji Ruperta Höllera, jak i całej późniejszej trasy koncertowej – film nie tylko po raz ostatni wykorzystywał ikoniczny wizerunek trampa w meloniku i z laseczką, ale i zamykał niemy okres twórczości w dorobku komika. Mijająca w tym roku 90. rocznica od premiery tego przełomowego dzieła to świetny moment by przybliżyć sylwetkę ikony kina, określanego mianem „człowieka orkiestry”.
Osobliwą postać odgrywaną przez Charliego Chaplina kojarzy zapewne dziś każdy miłośnik kinematografii, szczególnie podgatunku o bardziej komediowym zabarwieniu, jednak życie przyszłego gwiazdora nie było usłane różami i już od czasów dzieciństwa obfitowało w wiele traumatycznych doświadczeń – wkrótce po narodzinach chłopca rodzice rozwiedli się, a kilka lat później ojciec zmarł z powodu alkoholizmu, natomiast matka przeszła poważne załamanie nerwowe, po którym została umieszczona w szpitalu psychiatrycznym. To właśnie wówczas zaczęła się przygoda małego Charlesa ze światem kina, który jawił się jako forma ucieczki przed smutną rzeczywistością. W „Dziwnej przygodzie Mabel” z 1914 roku dzięki wrodzonej zdolności do improwizacji po raz pierwszy zaprezentował postać włóczęgi, którą wymyślił na poczekaniu dobierając najbardziej niedopasowane ubrania – sylwetka trampa z wąsikiem stała się jego znakiem rozpoznawczym, a niedługo potem już na czele własnego studia filmowego United Artists zajął się również produkcją, reżyserią i komponowaniem muzyki do swoich obrazów, które nierzadko powstawały spontanicznie i bez wcześniejszych scenariuszy.

Gdy pod koniec lat 20. ubiegłego wieku Hollywood przestawiało się na „talkies”, a publika zachwycała się „Śpiewakiem jazzbandu”, w którym pojawiły się wstawki śpiewane przez Ala Jolsona, Charlie Chaplin należał wówczas do wojujących przeciwników wzbogacania obrazu filmowego o kwestie mówione, argumentując, że liczne dialogi spowolniłoby akcję. Z czasem zaczął jednak rozumieć, że kino nieme staje się reliktem przeszłości i zdecydował się pójść z duchem czasu, co pozwoliło mu w pełni zaprezentować swoje umiejętności kompozytorskie. W październiku 2019 roku, by uczcić 130. rocznicę urodzin tej niekwestionowanej legendy popkultury, francuska Philharmonie de Paris postanowiła zorganizować wyjątkową wystawę, która celebrowałaby jego liczne filmowe dokonania patrząc przez soczewkę autorskiej ścieżki dźwiękowej – ekspozycja o nazwie „L’homme orchestre” zabierała odwiedzających w podróż przez życie artysty od wczesnych lat dziecięcych, aż po ostatnie lata kariery za pomocą wielu zachowanych zdjęć, rzadkich dokumentów, klipów z niemych produkcji oraz towarzyszącej im muzyki, którą komponował osobiście od czasu „Świateł wielkiego miasta” z 1931 roku.
Choć wystawa została zamknięta pod koniec stycznia 2020 roku, muzeum zdecydowało się wydać katalog w dwóch językach: francuskim oraz angielskim, by dotrzeć ze swoją realizacją do szerszego grona odbiorców. Międzynarodowa edycja pod nazwą „The Sound of Charlie Chaplin” została opublikowana przez kultowe wydawnictwo Abrams – założone w 1949 roku było pierwszą taką oficyną w USA specjalizującą się w bogato ilustrowanych pozycjach na amerykańskim rynku, proponując swoim czytelnikom szeroki wybór albumów poświęconych m.in. sztuce, fotografii, modzie, projektowaniu wnętrz, czy szeroko pojętej popkulturze. Tom ukazał się w twardej oprawie o wymiarach ok. 26 cm na 23 cm oraz grubości 2 cm i zawiera 216 stron wydrukowanych na kredowym, dobrym gatunkowo papierze – powiększony format woluminu świetnie sprawdza się w fizycznym obcowaniu z publikacją: całość jest niezwykle lekka i wygodnie układa się w dłoniach pozwalając na spokojne czytanie tekstu pisanego, czy delektowanie się wysokiej jakości fotografiami. Istnieje także możliwość rozłożenia albumu na płasko w celu ekspozycji poszczególnych stron na półce w domowej biblioteczce.

Katalog został podzielony na 25 rozdziałów, które następnie posegregowano na 4 sekcje dla komfortu przyswajania informacji: po krótkim wprowadzeniu autorstwa kuratora wystawy i dyrektorów muzeum przechodzimy do pierwszej części, która przedstawia w skrócie biografię Chaplina i jego naturalne przejście z desek sal koncertowych do świata kina, które wówczas znajdowało się dopiero w powijakach. Dowiadujemy się, że muzyka towarzyszyła małemu Charliemu praktycznie od dnia narodzin za sprawą działających w scenicznej branży obojga rodziców, a dzięki tej wczesnej fascynacji otaczającym go dźwiękiem finalnie on sam został multiinstrumentalistą – grał na wiolonczeli, skrzypcach oraz fortepianie, a jego soundtracki do filmów z satyryczną treścią i wartką akcją nierzadko zawierały intencjonalne nawiązania do amerykańskiego wodewilu i prężnie rozwijającego się wówczas gatunku jazzu. Wraz z wprowadzeniem na ekrany postaci włóczęgi, Chaplin mający już poczucie rytmu wyniesione z domu, zaczął widzieć ścisłe powiązanie obrazu z tłem muzycznym – każdy jego film był wynikiem misternej pracy, w której najmniejszy gag był zgrany z dźwiękiem co do sekundy.
Druga część katalogu poświęcona jest najbardziej rozpoznawalnej postaci, którą wykreował w 1914 roku – co ciekawe, już zaledwie 4 lata później niepodrabialny „kaczy” chód włóczęgi i jego atrybuty, jak mały wąsik, kapelusz, laska, luźne spodnie i za duże buty, były już dobrze znane widzom na całym świecie dzięki 60 produkcjom, które stworzył w owym czasie. Kilka rozdziałów znacznie szerzej opisuje nazwany od nazwiska twórcy „styl chaplinesque”, oparty na subtelnej mimice, ekspresyjnych ruchach i komizmie sytuacyjnym, a także towarzyszącym im tle dźwiękowym. To właśnie tytułowej muzyce filmowej poświęcona została najbardziej obszerna część wydawnictwa, która maluje portret artysty zafascynowanego komponowaniem oryginalnego score’u w równym stopniu, co kreowaniem ruchomego obrazu – zanim dźwięk zawitał w kinematografii, Charlie Chaplin miał pełną swobodę nad wyborem utworów, które ilustrowały jego slapstickowe propozycje, po technicznej rewolucji w świecie filmu sam objął całkowitą muzyczną kontrolę nad swymi dziełami, szukając inspiracji w rozmaitych źródłach: od klasycznego repertuaru, poprzez dawne piosnki z dzieciństwa, aż po współczesne gatunki.

Ważnym dodatkiem jest podsumowanie i ocena osiągnięć Charliego Chaplina z perspektywy czasu, przepuszczona przez pryzmat współczesnej popkultury – ostatnia cześć zainspirowana została finalnym 6-minutowym monologiem z filmu „Dyktator” z 1940 roku (pamiętne słowa „Musisz przemawiać!”) oraz zawierająca kilka wnikliwych esejów od osób zaangażowanych w zaznajamianie nowych pokoleń z bogatą schedą komika, w tym badaczki jego życiorysu Cecilii Cenciarelli, czy zarządzającej oficjalną stroną internetową artysty i opiekującą się jego spuścizną Kate Guyonvarch. Przede wszystkim sekcja ta oddaje głos samemu Chaplinowi, który na dwóch stronach dokładnie tłumaczy dlaczego przez 10 lat faworyzował nieme kino i wyraził nadzieję na wielki powrót tego gatunku na srebrne ekrany z uwagi na ciągły popyt na medium, które jest uniwersalne w swej funkcjonalności. Nieocenionym wkładem są zdjęcia przeróżnej maści, które pozwalają nam się zatopić w klimacie dawnej epoki: prócz fotografii z planów filmowych znajdziemy też barwne plakaty koncertowe i postery, fotki z rodzinnego archiwum, kadry z czarno-białych produkcji, wycinki scenariuszy oraz skany listów.
Rok 2027 będzie dla kinematografii czasem szczególnym, bowiem to właśnie 6. października tego roku będzie mijać dokładnie 100 lat od premiery kinowej „Śpiewaka jazzbandu” – filmu, który zakończył erę kina niemego, a wytwórnia Warner Bros otrzymała za niego honorowego Oscara za wkład w rozwój techniki filmowej. Chociaż zapis dźwięku na taśmie bezsprzecznie zrewolucjonizował kino, to wiele gwiazd poprzedniej ery nie zdołało się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości – sam Chaplin był długo przekonany, że X muza to sztuka pantomimy, jednak szybko zrozumiał, że zmiany są nieuniknione i wyznaczają nowy kierunek na polu rozrywki, na czele którego postanowił stanąć: jego finalne nieme dzieło „Dzisiejsze czasy” z 1936 roku nieprzypadkowo odnosi się do otaczającego bohatera granego przez komika po raz ostatni w roli trampa ewolucji mechanizacji, której nie da się już zatrzymać. Album „The Sound of Charlie Chaplin” rzuca zupełnie nowe światło na jedną z najbardziej ikonicznych postaci w historii kina, wykazując ścisłe powiązanie pomiędzy licznymi talentami komika z naciskiem na jego fascynację sferą dźwięku, przekonując nas o prawdziwości słów jego ciotki: „Jeżeli Charlie poświęci się aktorstwu, to świat muzyki będzie miał o jednego geniusza mniej”.
Recenzja powstała dzięki współpracy z księgarnią artystyczną Bookoff. Książkę „The Sound of Charlie Chaplin” można zakupić pod tym linkiem.

Tytuł angielski: The Sound of Charlie Chaplin
Tytuł oryginalny: Charlie Chaplin: L’homme-orchestre
Autor: Kate Guyonvarch, Mathilde Thibault-Starzyk
Data 1. wydania: 11 października 2019 r.
Data wydania angielskiego: 14 kwietnia 2020 r.
Gatunek: film
Wydawca: Abrams
Oprawa: Twarda
Stron: 216
