Z muzyką we krwi (Wysokie i niskie tony)

Dwaj mężczyźni, dwa światy, jedna pasja. Złocone sale koncertowe zderzają się z prowincjonalną orkiestrą dętą, gdy choroba uznanego dyrygenta zmusza go do poszukiwania brata, o istnieniu którego nie wiedział.

Thibaut Desormeaux mdleje podczas próby. Diagnoza brzmi jak wyrok: białaczka. Szanse na znalezienie dawcy szpiku są znikome, zwłaszcza że nawet siostra nie mogła pomóc, bo… nie jest z nim spokrewniona. Okazuje się, że w dzieciństwie został adoptowany, co całkowicie zmienia jego spojrzenie na dotychczasowe życie. Równocześnie dowiaduje się, że gdzieś we Francji mieszka jego biologiczny brat, który może okazać się jego jedyną nadzieją w walce o zdrowie.

Spotkanie, do którego dochodzi, szybko prowadzi do zderzenia dwóch różnych światów. Thibaut – genialny dyrygent, bywalec paryskich sal koncertowych – poznaje Jimmy’ego Lecocqa, pracownika szkolnej stołówki w małym miasteczku i amatorskiego puzonistę w lokalnej orkiestrze dętej. Z perspektywy widza, pomimo że punkt wyjścia tej historii jest intrygujący, seria zbiegów okoliczności wydaje się jednak nieprawdopodobna.

Relacje między braćmi są początkowo niezręczne i pełne napięć, a spotkanie dalekie jest od sentymentalnej idylli rodem z kina familijnego. Jest to raczej seria nieporozumień i wzajemnych uprzedzeń. Twórcy zręcznie pokazują przepaść społeczną pomiędzy środowiskami, w których żyli: jeden dorastał w dostatku wśród elity intelektualnej, drugi od młodości pracował fizycznie w fabryce w Walincourt, aby zdobyć środki finansowe na zaspokojenie podstawowych potrzeb rodziny. Widoczna jest pomiędzy nimi świadomość niesprawiedliwości i winy, wynikających z uprzywilejowania jednego z nich. Film nie epatuje moralizatorstwem, raczej spokojnie ukazuje, jak bardzo środowisko, w którym dorastamy, kształtuje nasze ambicje, marzenia i poczucie własnej wartości.

Muzyka jest w filmie czymś więcej niż tylko tłem – można nawet powiedzieć, że staje się jednym z jego bohaterów. To ona spaja trudną relację braci i pozwala im porozumieć się tam, gdzie słowa zawodzą. Pomimo skrajnie odmiennego wychowania odnajdują wspólny język właśnie w dźwiękach. Niewiele jest języków równie uniwersalnych.

Niestety, im dalej, tym film staje się nadmiernie wielowątkowy. Wątek społeczny – widmo zamknięcia fabryki, protesty pracowników, niepewność jutra – zostaje jedynie zarysowany i szybko schodzi na dalszy plan. Romans Jimmy’ego z Sabriną, koleżanką z orkiestry, sprawia wrażenie narracyjnego wypełniacza, a choroba Thibauta w pewnym momencie traci dramaturgiczny ciężar. Finał jest efektowny, ale wyraźnie pospieszny. Wywołuje emocje, ale nie porusza aż tak jak można by oczekiwać. Pozostawia lekki niedosyt.

„Wysokie i niskie tony” to film uroczy, ciepły i prosty, ale momentami powierzchowny i konwencjonalny. Niektóre wątki wyraźnie proszą się o pogłębienie. Duet Lavernhe’a i Lottina wypada przekonująco, nawet jeśli same postaci pozostawiają mieszane uczucia i bywają za mało wyraziste. Nie jest to arcydzieło, ale i tak film spełnia warunki solidnego kina: wątek rodzinny, subtelny komentarz społeczny i – przede wszystkim – muzyka, przeżywana inaczej w fabryce, a inaczej pod złoconymi sufitami filharmonii.

Ocena: ★★★★★★☆☆☆☆ Klaudia Makowska

Tytuł polski: Wysokie i niskie tony
Tytuł oryginalny: En fanfare
Produkcja: Francja / 2024 r.
Premiera (świat): 19 maja 2024 r.
Premiera (Polska): 9 stycznia 2026 r.
Reżyseria: Emmanuel Courcol
Scenariusz: Emmanuel Courcol, Irène Muscari
Obsada:
Benjamin Lavernhe (Thibaut Desormeaux)
Pierre Lottin (Jimmy Lecocq)
Sarah Suco (Sabrina)
Jacques Bonnaffé (Gilbert Woszniak)
Clémence Massart-Weit (Claudine)
Czas: 103 min.
Dystrybucja kinowa: Aurora Films

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *