Alice mówi prawdę. Przynajmniej tak twierdzi. Problem w tym, że w sądzie sama prawda rzadko wystarcza – potrzeba dokumentów, twardych dowodów i szczegółowych analiz. Jak w takim razie mówić o przemocy w miejscu, gdzie każde słowo jest podawane w wątpliwość?
Reżyserski debiut Arnauda Dufeysa i Charlotte Devillers stawia sobie za cel postawienie widza w stresującej sytuacji już od pierwszych scen. Otwierający kadr sprawia wrażenie, jakbyśmy mieli stać się świadkami pościgu lub intensywnego starcia. Okazuje się jednak, że zamiast bohaterów kina sensacyjnego obserwujemy zmęczoną życiem Alice Piron (Myriem Akheddiou), która desperacko próbuje chronić swoje dzieci przed ich ojcem (Laurent Capelluto) oraz poradzić sobie z przedłużającym się postępowaniem sądowym.

Akcja filmu skupia się na bardzo krótkim wycinku całej historii i w większości rozgrywa się w jednym pomieszczeniu. Widoczne na ekranie postaci są ograniczone wyłącznie do tych niezbędnych, a minimalistyczna scenografia nie odwraca uwagi od rozgrywających się wydarzeń. Fabuła podąża zgodnie ze strukturą rozprawy: przedstawiane są argumenty prawników, zeznania obu rodziców oraz relacje ze specjalnych przesłuchań syna i córki. Każdy uczestnik procesu ma wyznaczony czas, w którym może się odzywać, więc dialogi ustępują miejsca emocjonalnym monologom. Całość uzupełniają sceny sprzed i po wydarzeniach w budynku sądu, jednak stanowią one jedynie niewielką część całego metrażu.
Ten zabieg jest bezpośrednim odniesieniem do tytułu filmu, który jednocześnie zadaje widzom to kluczowe pytanie: czy faktycznie wierzymy głównej bohaterce? Twórcy celowo rezygnują z retrospekcji, które mogłyby dać odbiorcy stuprocentową pewność co do winy ojca. Zamiast tego widz jest postawiony w roli sędziego, zmuszony do wytworzenia swojej opinii wyłącznie na podstawie historii prezentowanych przez bohaterów. Prowadzi to do analizy nie tylko słów, lecz także drobnych gestów, reakcji czy pauz w wypowiedziach. To właśnie ten element filmu okazuje się najbardziej udany, ponieważ w interesujący sposób urozmaica wyjątkowo prostą linię fabularną.

Twórcom dzieła nie można także zarzucić żadnych niedopatrzeń w kwestiach technicznych. Warto zwrócić uwagę na niestandardowy format obrazu, który, podobnie jak reszta przytoczonych zagrywek reżyserskich, stawia bohaterów i ich słowa w centrum każdego ujęcia. Kwadratowe kadry ułatwiają skupienie się na bohaterach i ich mimice zamiast na nieistotnej scenografii.
Gra aktorska większości obsady jest poprawna, z fantastycznym popisem umiejętności Myriem Akheddiou w głównej roli. Jak zwykle przy tego typu filmach należy również wyróżnić młodszych aktorów, którzy musieli zmierzyć się z bardzo ciężkim scenariuszem. Wiarygodne odegranie ofiary przemocy seksualnej stanowi ogromne wyzwanie dla dorosłego, a tym bardziej dla młodego chłopca.
Czy „Wierzymy ci” wprowadza coś nowego do świata kinematografii? Niespecjalnie. Niemniej jednak jest to bardzo sprawnie zrealizowany obraz, który porusza wciąż aktualne tematy molestowania w rodzinie oraz trudności, z jakimi mierzą się osoby zderzające się z systemem sprawiedliwości. Nie każde dzieło musi być nowatorskie i niesztampowe – czasem wystarczy, że jest po prostu dobre. Również i w tym przypadku najzwyklejsze słowo „dobry” zdaje się być najbardziej odpowiednim określeniem.

Tytuł polski: Wierzymy ci
Tytuł oryginalny: On vous croit
Produkcja: Belgia / 2025 r.
Premiera (świat): 17 lutego 2025 r.
Premiera (Polska): 13 marca 2026 r.
Reżyseria: Arnaud Dufeys, Charlotte Devillers
Scenariusz: Arnaud Dufeys, Charlotte Devillers
Zdjęcia: Pépin Struye
Muzyka: Lolita Del Pino
Obsada:
Myriem Akheddiou (Alice Piron)
Laurent Capelluto (M. Goossens)
Natali Broods (sędzina)
Ulysse Goffin (Etienne Goossens)
Adèle Pinckaers (Lila Goossens)
Czas: 78 min.
Dystrybucja kinowa: Aurora Films
