Rakietka, piłeczka i marzenia: Wielki Marty wciąga do lat 50 (Wielki Marty)
Scenografia wręcz zasysa do filmowej rzeczywistości Nowego Jorku lat pięćdziesiątych, a emocje scen sportowych ani na jotę nie ustępują prawdziwym mistrzostwom.
Scenografia wręcz zasysa do filmowej rzeczywistości Nowego Jorku lat pięćdziesiątych, a emocje scen sportowych ani na jotę nie ustępują prawdziwym mistrzostwom.
„Doprowadź mnie do szaleństwa”. Pod takim właśnie hasłem trwa promocja najnowszej ekranizacji „Wichrowych wzgórz” w Anglii i USA. Czy film faktycznie ma tę moc? Oj, ma! Tylko nie wiem czy o taki rodzaj szaleństwa chodziło jego twórcom.
Groza „Dźwięku śmierci” polega nie na widoku kolejnych obmierzłych potworów, choć w niektórych scenach się one pojawiają (śmierć przybiera ich makabryczną postać). Charakter horroru nadają filmowi inne cechy – tajemniczość, napięcie i atmosfera niepokoju.
Nie jest to film wysokobudżetowy ani formalnie wybitny – ma dość prostą fabułę, brak tu efektów specjalnych czy szczególnie wyszukanej gry aktorskiej. A jednak ma w sobie coś, co sprawia, że chce się oglądać dalej.
„Wartość sentymentalna” ma wszystko to, z czym kojarzymy kino skandynawskie: chłód relacji, znaczenie gestów, spojrzeń i pauz ważniejszych, niż wypowiadane dialogi. Głęboko skrywane traumy i skomplikowaną przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć.
„Pomoc domowa” to propozycja godna uwagi dla miłośników thrillerów psychologicznych, którzy cenią sobie nieoczywiste rozwiązania fabularne oraz stopniowo budowane napięcie. To film dopracowany, świadomy swojej konwencji i konsekwentny w przekazie.
To książka o życiu przeżywanym na uboczu wielkiej historii, o bólu, który nie znajduje ukojenia, lecz zostaje oswojony. Johnson pokazuje, że sens istnienia czasem tkwi w trwaniu, w pamięci i w zgodzie na to, co nieodwracalne.
„Samotnik” przypomina nieco „Leona zawodowca” – mamy tu bohaterkę w podobnym wieku, która po śmierci ostatniej bliskiej osoby nie ma się gdzie podziać i którą przygarnia facet specjalizujący się w zabijaniu.
To jeden z tych filmów, które ogląda się raz i… pewnie nigdy więcej. Przygotujcie się na świetny, acz niesamowicie wymagający seans, który na pewno poruszy, ale i przebodźcuje.
Dla tych, którzy w kinie szukają emocji i prawdy, a nie taniej sensacji, „Hamnet” może okazać się jednym z najważniejszych seansów tego roku. To nie jest film o Williamie Szekspirze. To filmowy poemat o radzeniu sobie ze stratą.