Akcja, akcja i nic więcej (Witajcie w Hope)
Być może twórcom „Witajcie w Hope” marzyło się stworzenie własnego, oryginalnego stylu. Być może chcieli zabawić się w Tarantino w wersji science fiction. Efekt jest jednak marny.
Być może twórcom „Witajcie w Hope” marzyło się stworzenie własnego, oryginalnego stylu. Być może chcieli zabawić się w Tarantino w wersji science fiction. Efekt jest jednak marny.
Hayakawa pokazuje prozę życia, chociaż w sposób jak najbardziej poetycki. Film jest prosty w odbiorze, nie do końca smutny i skierowany do widzów o wysublimowanym guście.
Film intryguje i wciąga, napięcie narasta w nim z każdą chwilą, zagadki się mnożą, a o to właśnie w thrillerze chodzi.
Postacie z mrocznego wymiaru zamieniają życie głównej bohaterki w dramat. Dramatem jest też niestety poziom filmu.
Film zapewne ma ambicje być wysokich lotów dziełem horrorystyczno-erotyczno-komediowym z moralnym przesłaniem, reżyserce i scenarzystce Jane Schoenbrun jednak się to nie udaje.
Niedoskonali bohaterowie ratujący swój niedoskonały świat wzbudzają w odbiorcy sympatię, zachęcającą do kibicowania im w ofiarnej walce z bestiami.
Supergirl pojawiała się w filmach i licznych komiksach, czasem w roli głównej, czasem jako postać towarzysząca swemu stryjecznemu bratu. W filmie wchodzącym właśnie do kin jest bohaterką absolutnie pierwszoplanową.
Rewelacyjne wyniki badań oglądalności serialu wróżą ogromny sukces komercyjny jego filmowej wersji. Raczej nie będzie to jednak sukces zasłużony.
Miłośnicy gry mogą sprawdzić, jak na kinowym ekranie prezentują się postacie, w które wcielają się, siedząc przed komputerem. Zwolennikom innych gatunków filmowych i gier komputerowych chyba nie warto „Mortal Kombat” polecać.
Reżyser Morgan Matthews do tej pory specjalizował się głównie w filmach dokumentalnych, otrzymywał za nie liczne nagrody. Dramatem „500 mil” pokazuje, że świetnie radzi sobie również z fabułą.