W ukryciu (Dom dobry)
„Dom dobry” to film ważny – nie tylko ze względu na poruszaną tematykę, ale także przyjętą formę. Jest trudny, bolesny, szczególnie dla kobiet, ale warto go obejrzeć nawet wtedy, gdy nie jest się fanem kina Smarzowskiego.
„Dom dobry” to film ważny – nie tylko ze względu na poruszaną tematykę, ale także przyjętą formę. Jest trudny, bolesny, szczególnie dla kobiet, ale warto go obejrzeć nawet wtedy, gdy nie jest się fanem kina Smarzowskiego.
„Pies 51” sprawia wrażenie historii napisanej bardziej przez wczesną wersję ChatGPT, niż przez twórców z autorskim pomysłem. Fabuła wygląda tak, jakby wygenerowano ją z kilku haseł i dołączonej listy referencji: „Raport mniejszości”, „Blade Runner”, „Ludzkie dzieci”.
Dramat Fleifela może tęgo widzem wstrząsnąć. O losach migrantów niby mówi się sporo, ale moc ekranu jest nie do przecenienia – nieraz dopiero obrazy filmowe pozwalają Europejczykom zdać sobie sprawę z realiów życia na co dzień całkowicie im obcego.
Naprawdę warto wybrać się na „Wielką Warszawską” do kina. To film uczciwy, emocjonalny, świetnie zagrany i doskonale zrealizowany. Kino rozrywkowe w najlepszym wydaniu: z pazurem, sercem i bohaterami, o których chce się pamiętać.
„Cichą noc…” polecić można widzom lubiącym zrelaksować się (choć nie wiem, czy w przypadku horroru to na pewno właściwe słowo) przy nie do końca mądrych filmach. Może ona stanowić alternatywę dla dzieł wysokiego lotu i chwilową odskocznię od nich.
Najnowszy film Milaniego, okrzyknięty przez włoskich krytyków komedią roku, odsłania mniej znane oblicze la dolce vita. Kameralne i autentyczne, kino Milaniego może stanowić świąteczną propozycję dla widzów, którzy poszukują historii z prawdziwymi emocjami.
„Rufus” zabiera najmłodszych w barwną podróż. To opowieść o małym wężu, który panicznie boi się wody, i o strachu, którego nie da się pokonać inaczej niż znajdując w sobie odwagę do postawienia pierwszego, choćby bardzo niepewnego kroku.
Film hipnotyczny wizualnie, nastrojowy, z kilkoma mocnymi pomysłami. Jako horror jednak rozczarowuje, jako dramat religijny nie porusza, jako reinterpretacja apokryfu pozostaje ostrożny i zachowawczy. Piękny w formie, lecz niepełny w treści.
Film Lynne Ramsay to coś więcej niż studium depresji poporodowej. Sam problem bohaterki to zresztą coś znacznie więcej niż depresja poporodowa, co łatwo stwierdzić nawet bez specjalistycznej wiedzy z zakresu psychiatrii.
W poczekalni życia pozagrobowego sprzedawcy kuszą całą gamą możliwości spędzenia życia po śmierci. Możesz wybrać dowolny pakiet – o ile zrobisz to w ciągu siedmiu dni. „Eternity. Wybieram ciebie” to przewrotna historia o miłości, która musi zmierzyć się z… wiecznością.