Cyfrowy kac (Baw się dobrze i przeżyj)
Wstępny pomysł na film jest. Obsada jest. Budżet najwyraźniej też był. Brakuje tylko odpowiedzi na kluczowe pytanie, o co tu właściwie chodzi.
Wstępny pomysł na film jest. Obsada jest. Budżet najwyraźniej też był. Brakuje tylko odpowiedzi na kluczowe pytanie, o co tu właściwie chodzi.
To nie jest zła produkcja, brakuje jej jednak tego „czegoś”, co pozwoliłoby zatrzymać ją w pamięci na dłużej. To eleganckie kino, które ostatecznie pozostawia nas z pewnym poczuciem niedosytu.
Czy „Wierzymy ci” wprowadza coś nowego do świata kinematografii? Niespecjalnie. Niemniej jednak jest to bardzo sprawnie zrealizowany obraz, który porusza wciąż aktualne tematy molestowania w rodzinie.
Ładny obrazek pustych i zakłamanych związków. Uosobienie nic nieznaczących słów. Wszystko by się pokazać, by utrzymać sztuczną kreację. Żywe trupy, zachowujące pozory życia. Jak niewiele trzeba by się ten twór rozsypał.
Film inspirowany jest prawdziwą historią sprzed kilkunastu lat, kiedy to dopalacze – wówczas legalne – seryjnie zabijały młodych ludzi. O sprawie trąbiły media, interweniował sam premier. Był to początek delegalizacji dopalaczy w Polsce.
Jeśli ktoś spodziewa się erotycznego, dusznego dramatu w stylu Bertolucciego, wyjdzie z kina zdziwiony. Jeśli jednak szuka gęstego, chłodnego thrillera psychologicznego (z fantastycznymi francuskimi wnętrzami!), będzie zachwycony.
To film przede wszystkim dla widzów, którzy lubią nieprzewidywalne historie i otwarte interpretacje. Może też zainteresować tych, którzy chcą zetknąć się z inną kulturą i spojrzeniem na rzeczywistość.
Najnowszy film Maggie Gyllenhaal ma w sobie wszystko – potwory, gangsterzy, detektywi i emancypantki funkcjonują w ramach jednej intrygi, dodatkowo okraszonej romansem i popisami tanecznymi. Jedynym, czego brakuje tej ambitnej historii jest spójność.
Ghostface wraca… i znów ma ochotę dać Sidney Prescott niezły wycisk. Twórcy „Krzyku 7” serwują nam krwawe widowisko i powrót do znajomych twarzy, ale czasami zdają się zapominać, że biała maska nie wystarczy, aby przywrócić dawną iskrę.
„Glorious Summer” przypomina, że pełnia nie rodzi się z komfortu. Do pełni życia potrzebne jest poczucie sprawczości: możliwość wyboru, nawet jeśli prowadzi on w chłód, w niepewność i doświadczenia, które nie są wygodne.