„Wartość sentymentalna” ma wszystko to, z czym kojarzymy kino skandynawskie: chłód relacji, znaczenie gestów, spojrzeń i pauz ważniejszych, niż wypowiadane dialogi. Głęboko skrywane traumy i skomplikowaną przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć. Ale w tej historii odnajdziemy też przełamanie – rysę, pęknięcie, coś na kształt wady konstrukcyjnej w rodzinnym domu Borgów. To właśnie ten defekt pozwala wydobyć zarówno chłodne tonacje filmu, jak i momenty ciepła oraz nadziei. Jakbyśmy oglądali kino Alexandra Payne’a w północnym, bardziej powściągliwym wydaniu.
Pęknięcie narasta, przez lata się pogłębia, ale budynek wciąż stoi. Zupełnie jak relacje rodzinne: pełne bólu, traum pokoleniowych, pretensji i raniących słów, a jednocześnie podszyte miłością i wzajemnym przywiązaniem. Dom trwa.

W „Wartości sentymentalnej” dom staje się równoprawnym bohaterem filmu. Jest świadkiem emocjonalnego studium relacji rodzinnych – zarówno na poziomie pamięci i dawnych traum, jak i tego, co rozgrywa się tu i teraz. Nawet jego pustka, opuszczenie, przypadkowe mijanie się bohaterów w przestrzeni, pełnią funkcję komentarza do ich relacji. Pojawia się pytanie: czy ten dom (i ta rodzina) są w stanie przetrwać?
Dom zatrzymał się w czasie. Dlatego Gustav Borg (Stellan Skarsgård), uznany reżyser, a jednocześnie ojciec, który przed laty opuścił rodzinę, decyduje się nakręcić w jego wnętrzach swój najnowszy film. Śmierć byłej żony staje się pretekstem do ponownego spotkania z córkami – Norą i Agnes (Renate Reinsve i Inga Ibsdotter Lilleaas), a może nawet do odbudowania relacji z nimi. Sztuka ma stać się formą przebaczenia. Gustav pisze scenariusz, w którym główną rolę miałaby zagrać Nora, młoda, lecz już ceniona aktorka.

Relacje w rodzinie Borgów definiują cisza, niedopowiedzenia i tłumione napięcie emocjonalne. Każdy z bohaterów nosi w sobie własne racje i niezasklepione rany. Duch Ingmara Bergmana wyraźnie unosi się nad tym filmem. Gustav zmaga się z pamięcią o tragicznej śmierci swojej matki – niezrozumiałym samobójstwem, naznaczającym całe jego życie. Opuszczenie rodziny, nieudane małżeństwo, emocjonalna nieobecność wobec córek – wszystko to domaga się rozliczenia.
Film, który chce zrealizować po piętnastoletniej przerwie, ma stać się próbą uzdrowienia pamięci. Być może też rodziny. W przejmującej rozmowie z przyjacielem i wieloletnim producentem, Gustav przyznaje, że czuje nieubłagany upływ czasu. To ostatni moment, by zmierzyć się z tym, co niewypowiedziane. Przyjaciel odpowiada mu niemal po żołniersku: nie ma wyboru. Każdy dotychczasowy film Gustava zawierał cząstkę tego rozliczenia. Wszystkie prowadziły do tego jednego. I wiemy, że nie chodzi tu wyłącznie o kino – chodzi też o jego życie.

Nora zmaga się ze stanami lękowymi. Jej ciało i psychika reagują szybciej, niż słowa. Silna dla młodszej siostry, którą wspierała w dzieciństwie, dziś nie potrafi ani zbudować relacji miłosnej, ani zaakceptować samej siebie. W dorosłym życiu role się odwracają i to młodsza siostra, żyjąca w stabilnej, szczęśliwej rodzinie, przejmuje pozycję opiekunki. Scena szczerej rozmowy sióstr o przeszłości jest wstrząsająca. Wstrząsająca, a zarazem piękna.

Aktorzy stapiają się ze swoimi postaciami w sposób niemal niepokojący. Są tak prawdziwi, że momentami czujemy dyskomfort, jakbyśmy podglądali cudze, zbyt intymne życie. Każda postać nosi w sobie tajemnicę. To prawdziwa uczta aktorska, oparta na niuansach, pauzach i emocjach wyrażanych gestem.
Na tym tle szczególnie wybrzmiewa kreacja Stellana Skarsgårda. Aktor po raz kolejny udowadnia, że należy do absolutnej czołówki europejskiego kina i że jego talent najpełniej objawia się w ciszy. Kino amerykańskie nigdy do końca nie potrafiło go wykorzystać: zbyt często chowało go za kostiumami („Gwiezdnych wojen”), estetyką („Diuny”) czy konwencją („Mamma Mia!”). W „Wartości sentymentalnej” Skarsgård jest nagi emocjonalnie, pozbawiony aktorskich ozdobników. Gdy stoi obok córki i w milczeniu palą wspólnie papierosy, nie pada ani jedno słowo, a mimo to rozgrywa się jeden z najpełniejszych dialogów w całym filmie. Dialog spojrzeń, pauz i niewypowiedzianych słów, których ciężar być może byłby nie do uniesienia, gdyby padły wprost.

Nieprzypadkowo pojawia się tu kontrapunkt „amerykański”. Nora odmawia ojcu. Nie chce z nim pracować, ani nawet przeczytać scenariusza. Jej miejsce zajmuje młoda amerykańska aktorka Rachel Kemp (Elle Fanning), poznana przez Gustava podczas retrospektywy jego twórczości. Otoczona agentami i asystentami, znana, zaangażowana, próbuje wejść w rolę, lecz intuicyjnie czuje, że nie jest ona jej przeznaczona. Fanning doskonale odnajduje się w tej postaci – młodość i pewna naiwność, mieszają się tu z dużą wrażliwością. Kiedy Rachel, podczas prób stolikowych, wypowiada swoją kwestię po angielsku, oddaje całą siebie. Jednakże gdy Nora, na prośbę siostry, czyta ten sam fragment po norwesku, staje się jasne, że „amerykański” styl nie będzie tu właściwą drogą. Rachel również to rozumie. Jej rozmowa z Gustavem o rezygnacji z roli należy do najbardziej przejmujących momentów filmu, a sama Fanning, ze swoją kruchością, udowadnia, że jest wyjątkowo utalentowaną aktorką.

Jednoznaczne określenie tematyki „Wartości sentymentalnej” byłoby spłyceniem tej opowieści. Niewątpliwie jest to film o straumatyzowanych relacjach rodzinnych, ale także o sztuce, jako sposobie radzenia sobie z traumą. Motyw ten, znany choćby z „Hamneta”, otrzymuje tu jednak niejednoznaczną ocenę. Sztuka potrafi leczyć emocje, lecz bywa również destrukcyjna. Widzimy to w oczach Gustava podczas projekcji jego wcześniejszego filmu na retrospektywie. Różnica między jego publiczną postawą, a emocjami w trakcie seansu, jest uderzająca. Sztuka dała mu wolność, ale odebrała spokój. A może zrobił to on sam?
Na szczęście znaczenia te pojawiają się stopniowo, w odpowiedniej dawce ciszy i uważności. Być może momentami brakuje większego tempa, lecz cierpliwość widza zostaje wynagrodzona.

Kiedy pod koniec filmu widzimy całkowity remont domu – nowe meble, sterylną estetykę rodem z katalogu wnętrz – wiemy już, że coś się zmieniło. Dom pozostaje pusty. Być może jest przygotowywany na sprzedaż. Być może nie należy już do Borgów. Jego obecność zanika, jakby ten „bohater” spełnił już swoją rolę. Chwilę później dom powraca, jednak już w innej formie – jako scenografia zbudowana na hali zdjęciowej. Obraz pamięci.
To moment domknięcia metafory domu, jako nośnika traumy i emocji, których nie dało się już dłużej unieść. Podobnie jak filmy Gustava Borga, o których jego przyjaciel mówił, że prowadziły go właśnie do tej chwili. Do jednego obrazu, jednego aktu konfrontacji. Rzeczywistość ustępuje miejsca sztuce, bo tylko ona potrafi pomieścić to, co zbyt bolesne, by przeżyć to jeszcze raz naprawdę.
Jest jeszcze jeden bohater, który przechodzi zaskakującą przemianę. Nora decyduje się przyjąć rolę w filmie ojca.

To może jednak sztuka faktycznie jest lekarstwem na nasze traumy?
P.S. Warto dodać, że tę skomplikowaną, filmową opowieść idealnie dopełnia subtelna, piękna muzyka polskiej kompozytorki, Hani Rani. Nie ilustruje ona emocji wprost, lecz prowadzi je podskórnie, niemal niezauważalnie. Chwilami wydaje się, jakby muzyki w ogóle nie było – co tylko podkreśla, jak precyzyjnie została wkomponowana w film. Warto po seansie sięgnąć po ścieżkę dźwiękową osobno, by w pełni docenić jej znaczenie dla opowieści.

Tytuł polski: Wartość sentymentalna
Tytuł oryginalny: Affeksjonsverdi
Produkcja: Norwegia, Niemcy, Dania, Francja,
Szwecja / 2025 r.
Premiera (świat): 21 maja 2025 r.
Premiera (Polska): 27 lutego 2026 r.
Reżyseria: Joachim Trier
Scenariusz: Joachim Trier, Eskil Vogt
Zdjęcia: Kasper Tuxen
Muzyka: Hania Rani
Obsada:
Renate Reinsve (Nora Borg)
Stellan Skarsgård (Gustav Borg)
Inga Ibsdotter Lilleaas (Agnes Borg Pettersen)
Elle Fanning (Rachel Kemp)
Anders Danielsen Lie (Jakob)
Czas: 133 min.
Dystrybucja kinowa: M2 Films
