Tu są blizny (Chronologia wody)

„W dniu, w którym moja córka urodziła się martwa…” – tak zaczyna się książka „Chronologia wody”. Już to pierwsze zdanie ustawia czytelnika w gotowości. Co może przynieść historia, która otwiera się w taki sposób? Jeśli ktoś zakłada, że to najmocniejszy moment tej opowieści, warto go uprzedzić: to dopiero początek.

„Chronologia wody” jest swoistą spowiedzią autorki, artystycznie przetworzoną autobiografią. Otwarcie sugeruje opowieść o żałobie i stracie, ale szybko okazuje się, że to jedynie wstęp do historii pełnej przemocy, autodestrukcji, uzależnień, doświadczeń molestowania przez ojca i skomplikowanej seksualności. To nie jest książka dla każdego. Dosłowność i intensywność opisywanych doświadczeń, również tych, które autorka zadaje samej sobie, mogą odrzucać albo zwyczajnie przytłaczać. A jednak czytelnik potrafiący wyjść poza dosłowność, odnajdzie tu coś więcej. Zwłaszcza jeśli jest „zaprawiony” w prozie Charlesa Bukowskiego, Henry’ego Millera czy Anaïs Nin, albo sięgał po współczesnych autorów takich jak Michel Houellebecq, Hanya Yanagihara czy Marieke Lucas Rijneveld.

„Zapytaj mnie o moje życie w charakterze seksualnego, upłciowionego ciała, a opowiem ci historie. Niekończące się historie o kobiecie, która była mną i jest nami wszystkimi. Nasze ciała to fizyczna metafora wszystkich ludzkich doświadczeń. To. To mi się przydarzyło. Tutaj zawiodłam. Gdzie oślepłam. Gdzie rozłożyłam nogi. Gdzie gryzłam się w rękę. Gdzie próbowałam z sobą skończyć albo ofiarować siebie jako coś użytecznego, albo zniżyłam się do proszenia o miłość, albo odważyłam się na przyjemność lub ból. Albo po prostu upiłam się i zjebałam. Znowu. Tu są blizny.”

Lidia Yuknavitch zdaje się nie przejmować klasyczną konstrukcją literacką znaną nam z większości książek biograficznych. Jej losy musimy poskładać sobie sami w głowie, ułożyć z rozsypanych fragmentów na linii czasu. Kolejne rozdziały swobodnie przeskakują między dzieciństwem, treningami pływackimi, studiami a dorosłością. Taka forma stawia wymagania nie tylko autorce, lecz także czytelnikowi. Wymaga skupienia i cierpliwości. Jednocześnie widać, że Yuknavitch doskonale operuje krótką formą. Poszczególne fragmenty są zwarte, intensywne, często zachwycają językiem.

To jednak miecz obosieczny. Wiele z tych fragmentów mogłoby funkcjonować jako osobne teksty. Początkowa fascynacja z czasem może ustępować zmęczeniu, gdy zaczynamy patrzeć na całość. Narracja budowana metodą pars pro toto, poprzez detale i wycinki zdarzeń, nie zawsze daje przestrzeń na oddech. Brakuje momentów wyciszenia i rytmu, który prowadziłby przez historię.

Czytelnik i recenzent stają tu przed trudnym zadaniem. Skala doświadczeń i cierpienia sprawia, że ocenianie tej opowieści wymaga ostrożności. To nie jest fikcja, nie analizujemy wymyślonej postaci, lecz czyjeś życie. A jednocześnie mamy do czynienia z wyraźną kreacją. Język bywa poetycki, momentami przesadnie metaforyczny, czasem wręcz ocierający się o pretensjonalność. Autorka swobodnie łączy styl niemal liryczny z potocznym, ignorując tradycyjną interpunkcję. Niekiedy forma zaczyna dominować nad treścią i nie daje czytelnikowi chwili wytchnienia od ekshibicjonistycznych wspomnień.

„Zapytaj mnie o pisanie – a to już jest zaciekle osobista rzecz. Pisanie to mój ogień. To w nim historie rodzą się z miejsca, w którym wydarzyły się we mnie życie i śmierć. Więc kiedy to mówię, to trochę mam ochotę cię ugryźć. Naprawdę mocno.

Szczególnie wymagające może być podejście autorki do cielesności i seksualności. Opisy są bezpośrednie, pozbawione filtrów. Tu nie ma taryfy ulgowej. Często przypominają raczej zapis działań niż próbę ich interpretacji. Pojawiają się sceny skrajne: destrukcyjne relacje, uzależnienia, przekraczanie granic. Mamy więc i szalony, pijacki seks na cmentarzu, trójkąt lesbijski, jak i doświadczenia w BDSM. Ciągi alkoholowe, narkotykowe i załamania psychiczne. Sikanie na środku supermarketu, spowodowanie wypadku po pijaku, odbywanie kary sądowej i aborcje. W tym wszystkim chwilami brakuje refleksji, czegoś, co pozwoliłoby nam złapać dystans. Nie wszystko musi być aż tak obnażone. Z drugiej strony można odczytać to jako konsekwentne pokazanie mechanizmu autodestrukcji. Problem w tym, że fragmentaryczna struktura i ciągłe skoki w czasie utrudniają uchwycenie procesu zmiany.

„Wiesz co robić. Gaz do dechy. Z maniakalnym śmiechem trzydziestosiedmioletniej rozwiedzionej kobiety która powinna być już martwa ale nie jest. Cichy mokry głosik w twojej głowie mówi zjedź na następnym zjeździe i zawieź swoje pijane dupsko do domu a ty widzisz jakbyś patrzyła przez wodę i zjeżdżasz i puszczasz kierownicę jakby twoje ręce odpływały coraz dalej i dalej aż bam zderzasz się czołowo z innym samochodem i twoje poduszki powietrzne pęcznieją jak dwa ogromne tłuste obwisłe cycki i przyjeżdża policja a ty jesteś nawalona jak szpadel i wszystko pachnie trochę prochem strzelniczym i szkocką i jest psze pani proszę wysiąść z auta i psze pani proszę stanąć na jednej nodze…”

A jednak jest w tej prozie coś przyciągającego. Coś, co sprawia, że chcemy brnąć dalej, zanurzać się w tej historii. Może trudno przełożyć ją na uniwersalny język, może nie każdy odnajdzie tu siebie, ale trudno pozostać obojętnym. To opowieść, która mimo chaosu i bólu niesie pewną formę nadziei. Być może prostą: skoro można było się podnieść, to znaczy, że jest to możliwe.

„Ta książka? Ona jest dla ciebie. To woda, przez którą utorowałam szlak. I bynajmniej nie mówię tu z dupy. Wejdź. Woda cię utrzyma.”

Mimo wszystkich zastrzeżeń „Chronologia wody” zostaje w głowie. Nie jako uporządkowana historia, lecz jako doświadczenie.

Ps: Na marginesie warto dodać, że książka doczekała się ekranizacji. Film wyreżyserowała Kristen Stewart, a jego premiera odbyła się na festiwalu Cannes Film Festival. To kolejny dowód, że ta opowieść, choć wymagająca, wciąż rezonuje.

Ocena: ★★★★★★★☆☆☆ Jakub Kossakowski

Tytuł polski: Chronologia wody
Tytuł oryginalny: The Chronology of Water: A Memoir
Autor: Lidia Yuknavitch
Data 1. wydania: 1 kwietnia 2011 r.
Data wydania polskiego: 18 marca 2026 r.
Gatunek: literatura piękna
Wydawca: Wydawnictwo Czarne
Tłumacz: Kaja Gucio
Oprawa: miękka
Stron: 312

Ekranizacja: Chronologia wody, reż. Kristen Stewart, USA 2025.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *