Żeńska odmiana Supermana została wykreowana już w latach pięćdziesiątych. Supergirl pojawiała się w filmach (również animowanych) i licznych komiksach, czasem w roli głównej, czasem jako postać towarzysząca swemu stryjecznemu bratu i zarazem bardziej znanemu męskiemu odpowiednikowi. W filmie wchodzącym właśnie do kin jest bohaterką absolutnie pierwszoplanową.
Nazywa się Kara i właśnie kończy dwadzieścia trzy lata, ale pomimo bycia superdziewczyną wciąż żyje jak zagubiona nastolatka. Włóczy się po kosmosie bez celu, nie ogarnia życia, tonie w bałaganie (metaforycznym i dosłownym), czas spędza na alkoholizowaniu się w pubach. Byłaby sama jak palec, gdyby nie jej superkuzyn Kal-El (David Corenswet, grał Supermana także w ostatniej „męskiej” wersji filmu), z którym rozmawia przez kamerę, oraz pies – jedyny przyjaciel, którego ma przy sobie. Lenistwo nie pozwala jej jednak nawet go wyprowadzać – piesek załatwia się na gazetę. Choć w dniu urodzin Kara obiecuje sobie, że nowy rok jej życia będzie jej najlepszym rokiem, nic nie wskazuje na to, by mogła nabrać zapału do zrealizowania swojego postanowienia.

Z marazmu wyrywa ją Ruthye (Eve Ridley), dziewczyna młodsza od niej, choć momentami sprawiająca wrażenie znacznie dojrzalszej. Jej głównym celem jest pomszczenie rodziny i zabicie Krema (Matthias Schoenaerts), najgorszego łajdaka w całym kosmosie. Pałająca żądzą zemsty i świadoma supermocy Kary, prosi ją o pomoc. Ta oczywiście z początku jest niechętna (nie może obyć się bez sztampy) i zmienia zdanie dopiero wtedy, gdy Krem zatruwa strzałą jej ukochanego psa (widać tu analogię do głównego wątku z „Jak dogryźć mafii”). Razem ruszają za Kremem w szaloną pogoń po wszechświecie. Po pewnym czasie dołącza do nich Lobo (Jason Momoa), niebezpieczny twardziel, też mający swój interes w dorwaniu ściganego.
Film opiera się na efektach specjalnych, zdominowały go niestety totalnie. Ich obfitość momentami męczy. Twórcy (reżyser Craig Gillespie i scenarzystka Ana Nogueira) postawili przede wszystkim na show, na drugi plan spychając wątek przygodowy, fabułę i charakter postaci. Bohaterowie niby mają jakąś osobowość, mają swoją historię i osobisty dramat (dotyczy to zarówno Ruthye, jak i Kary), ale główne ich cechy to po prostu dobro albo zło, a ich losy mimo wszystko też nie są skomplikowane. W tle roi się od zamieszkujących kosmos potworów, im dziwniejszych, tym – w założeniu reżysera – śmieszniejszych i fajniejszych. Jest to oczywiście założenie błędne.

W aktorstwie Milly Alcock, grającej tytułową postać, widać wyraźne braki, powinna popracować przede wszystkim nad mimiką i sposobem mówienia. Nawet Eve Ridley, będąca w końcu aktorką dziecięcą, wypada od niej lepiej.
Kara, jak wspomniałem, żyje jak nastolatka i film o niej (choć nie z tego powodu) jest właśnie dla nastolatków. Można by powiedzieć, że nawet dla dzieci, gdyby nie mnogość drastycznych scen. W końcu komiksy i kreskówki o Supermanie najchętniej czytały/oglądały właśnie dzieciaki. Sam jako chłopiec oglądałem serial rysunkowy przedstawiający jego przygody. Wówczas prawdopodobnie „Supergirl” zrobiłaby na mnie wrażenie, dzisiaj, gdy patrzę na filmy bardziej krytycznym okiem, zdecydowanie nie przypadła mi do gustu. Zagorzali fani Supermana i Supergirl mogą mieć inne zdanie, ale nawet oni chyba dostrzegą minusy najnowszego filmu o niesamowitej dziewczynie.

Tytuł polski: Supergirl
Tytuł oryginalny: Supergirl
Produkcja: USA / 2026
Premiera (świat): 24 czerwca 2026 r.
Premiera (Polska): 26 czerwca 2026 r.
Reżyseria: Craig Gillespie
Scenariusz: Ana Nogueira
Zdjęcia: Rob Hardy
Muzyka: Claudia Sarne
Obsada:
Milly Alcock (Supergirl / Kara Zor-El)
Jason Momoa (Lobo)
Matthias Schoenaerts (Krem)
Eve Ridley (Ruthye Marye Knoll)
David Krumholtz (Zor-El)
Czas: 110 min.
Dystrybucja kinowa: Warner Bros. Entertainment Polska Sp. z o. o.
