Śnienie (Sny o słoniach)     

Werner Herzog to szaman światowego kina. Od pół wieku niestrudzenie podąża za swoimi bohaterami (marzycielami, outsiderami i szaleńcami) aż na krańce świata. W literaturze filmoznawczej uknuto nawet specjalne określenie, nazywając takie postaci „bohaterami herzogowskimi”. Konsekwencja tematyczna to tak naprawdę ciągłe przeglądanie się w lustrze przez samego reżysera. O Herzogu krążą legendy – od wprowadzania swoich aktorów w stan hipnozy po mierzenie z broni do Klausa Kinskiego. Kiedyś dzielił pracę między filmami fabularnymi a dokumentalnymi, od dłuższego czasu skupia się jednak przede wszystkim na tej drugiej działalności.

Nie zawsze tworzy historie wybitne, ale nigdy nie pozostawia widza obojętnym. Nie znam innego reżysera, który potrafiłby z taką pasją, mistycyzmem i precyzją wciągnąć widza w opowieść o prehistorycznych malowidłach naskalnych („Jaskinia zapomnianych snów”) czy, filmując płonące szyby naftowe, powiedzieć tak dużo o człowieku („Rekolekcje na temat mroku”).

Herzog nigdy nie był dokumentalistą zainteresowanym wyłącznie faktami. Wielokrotnie powtarzał, że bardziej niż reporterska dokładność interesuje go „prawda ekstatyczna” – głębsza prawda o człowieku ukryta pod powierzchnią wydarzeń.

Na nasze ekrany właśnie trafił jego najnowszy obraz zrealizowany we współpracy z National Geographic – „Sny o słoniach”. Polski tytuł dobrze oddaje ideę filmu, nakierowując widza na jego bohaterów, ale nie oddaje w pełni tajemnicy tej historii. Oryginalne „Ghost Elephants”, czyli „Słonie-Duchy”, niesie w sobie więcej niejednoznaczności i przede wszystkim duchowości.

Jak często u Herzoga, najważniejsze okazuje się nie odnalezienie odpowiedzi, lecz sama droga prowadząca do niej. I tu na scenę wchodzi kolejny marzyciel z herzogowskiego panteonu – Steve Boyes, naukowiec i badacz słoni, od trzydziestu lat próbujący odnaleźć i zbadać „Słonie-Duchy”, największych przedstawicieli tego gatunku. Herzog towarzyszy mu w wyprawie do Angoli, na jedne z ostatnich terenów tak słabo poznanych przez człowieka. Reżyser kilkukrotnie przypomina, że płaskowyż, na który się udają, jest wielkości Anglii i nazywany bywa „wodopojem Afryki”. To tutaj biorą początek jedne z najważniejszych rzek kontynentu. Natura splata się z historią, religią i losem człowieka.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Boyes jest kolejnym bohaterem herzogowskim. Tak jak Fitzcarraldo próbował przeciągnąć statek przez górę, a Aguirre odnaleźć El Dorado, tak on od lat podąża za czymś, co być może powinno pozostać nieuchwytne. W pewnym sensie staje się też alter ego samego reżysera.

Wyprawa naukowa łączy wszystkie te elementy. Film rozwija się w pozornie swobodny sposób, zszywając naukę, mitologię, historię i osobiste obsesje bohaterów. Z równym skupieniem przygląda się Boyesowi, jak i buszmeńskim tropicielom. Miesza surrealne sekwencje przepięknie sfilmowanych słoni zanurzonych w wodzie, afrykańskie mity o pochodzeniu człowieka, refleksje nad nauką oraz opowieść o ludzkim okrucieństwie. Tylko Herzog potrafi tak prowadzić narrację, nie gubiąc przy tym jej sensu. Niejeden reżyser poległby w tym pozornym chaosie.

Sam Herzog od początku swojej kariery dokumentalnej staje się de facto jednym z bohaterów własnych filmów. Tylko marzyciele i szaleńcy potrafią zrozumieć drugiego marzyciela i szaleńca. Tym razem nie zobaczymy go na ekranie, ale usłyszymy jego charakterystyczny głos i spokojny komentarz wypowiadany z niepowtarzalnym niemieckim akcentem.

Herzog, zadając pytania swoim bohaterom, nie ukrywa, że podsuwa im gotowe tezy. Rozmowa ze Stevem Boyesem nie dotyczy kariery naukowej czy życia prywatnego. Od początku drąży jeden temat: czy warto spełnić swoje największe marzenie, czy może lepiej pozostać przy samym śnieniu? Na tak postawione pytanie Boyes odpowiada bardziej jak poeta niż naukowiec. Wręcz obawia się sukcesu. Boi się, że jeśli wyprawa zakończy się powodzeniem, wielka tajemnica zamieni się w kolejny raport badawczy, kolejną publikację, kolejny wpis w katalogu wiedzy.

Patrząc na Boyesa, zaczynamy kibicować mu nie w sukcesie, lecz właśnie w porażce. Sukces oznaczałby bowiem koniec snu, który przez trzydzieści lat nadawał sens jego życiu.

Widać to już w sekwencji otwierającej film. Monumentalny, trzynastotonowy okaz „Słonia-Ducha” stoi w muzeum niczym relikt utraconego świata. Boyes patrzy na niego z autentycznym wzruszeniem. Na angolskim płaskowyżu spotyka go jednak coś zupełnie innego – strach przed spełnieniem marzenia i jego nieuchronnym strywializowaniem.

Nie bez powodu Herzog przywołuje historie o rzezi słoni dokonywanej przez myśliwych, naukowców i kolekcjonerów. Obrazy muzealnych magazynów pełnych kości i szkieletów mieszają się z archiwalnymi materiałami przedstawiającymi masowe zabijanie zwierząt. Niekończące się pola szczątków przypominają raczej cmentarzysko dawnych marzeń o poznawaniu świata niż triumf nauki.

Spełnienie marzenia okazuje się równoznaczne z jego zabiciem.

Przeszłość i przyszłość nieustannie się tutaj przenikają. W składzie ekspedycji naukowcy wyposażeni w nowoczesny sprzęt do pobierania DNA współistnieją z ostatnimi prawdziwymi tropicielami słoni – Buszmenami. Instrukcja pobierania materiału genetycznego sąsiaduje z pokazem przygotowywania trucizny do strzał. Nowoczesność i pradawna wiedza funkcjonują obok siebie, jakby należały do tego samego porządku.

Wyprawa ostatecznie osiąga swój cel, ale daleko temu do duchowego objawienia. Foto-pułapki, specjalistyczne kamery i profesjonalny sprzęt zawodzą. Najcenniejsze nagranie okazuje się przypadkowym materiałem z telefonu komórkowego. Specjalna strzała pobiera próbkę genetyczną od słonia. Nie wyrządza mu krzywdy, ale symbolicznie dokonuje czegoś znacznie ważniejszego. To strzał, który zabija śnienie.

Rozmowy o technologii i swoisty epilog filmu, gdy Boyes trafia do laboratorium z pobranymi próbkami, należą do najbardziej smutnych momentów tej historii. Naukowcy z fascynacją prezentują możliwości nowoczesnych komputerów analizujących materiał genetyczny.

„Za kilka miesięcy będziemy wiedzieli o nich wszystko” – słyszymy.

Boyes się uśmiecha. Widać ekscytację. A jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że wraz z odpowiedzią utracił pytanie, które prowadziło go przez całe życie. Właśnie tutaj Herzog odsłania prawdziwy temat filmu.

Nie jest to dokument przyrodniczy. To raczej filozoficzna przypowieść o człowieku, jego obsesjach i potrzebie tajemnicy. O tym, że czasem bardziej potrzebujemy marzeń niż ich spełnienia.

Na marginesie tej historii, gdzieś w buszmeńskiej wiosce, pojawia się starzec budujący prosty instrument. Herzog sam przyznaje w komentarzu, że nie potrafił oprzeć się tej dygresji. I być może właśnie w niej kryje się odpowiedź. Kiedy nauka ostatecznie odbiera światu tajemnicę, pozostaje jeszcze sztuka. Jedyna przestrzeń, w której marzenia nie muszą zostać spełnione, by zachować sens.

Ocena: ★★★★★★★☆☆☆ Jakub Kossakowski

Za seans dziękujemy Kinotece.

Tytuł polski: Sny o słoniach
Tytuł oryginalny: Ghost Elephants
Produkcja: USA / 2025
Premiera (świat): 28 sierpnia 2025 r.
Premiera (Polska): 12 czerwca 2026 r.
Reżyseria: Werner Herzog
Scenariusz: Werner Herzog
Zdjęcia: Rafael Leyva, Roger Horrocks, Eric Averdung
Muzyka: Ernst Reijseger
Obsada:
Werner Herzog (narrator)
Steve Boyes (on sam)
Czas: 98 min.
Dystrybucja kinowa: Against Gravity

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *