Niezręcznie, zabawnie, boleśnie (Zaproszenie)
Wśród morza rubasznych komedii i wzruszających dramatów o gasnących namiętnościach, najnowsza propozycja Olivii Wilde stara się połączyć te gatunki w spójną całość.
Wśród morza rubasznych komedii i wzruszających dramatów o gasnących namiętnościach, najnowsza propozycja Olivii Wilde stara się połączyć te gatunki w spójną całość.
„Werdykt” kreuje nową rzeczywistość, w której nieżyjący już oskarżony dostał kredyt zaufania i możliwość ponownego spojrzenia na całą sprawę. Nie da się zaprzeczyć: jest to dość nietuzinkowy pomysł na film. Ale czy udany?
Z pozoru fabuła ma wszystko, co potrzeba: rasową bohaterkę kina akcji, błyskotliwe spiski przeciwko mafiosom i piękne widoki tropikalnych wysp. Niestety, brakuje jej duszy i oryginalności.
W tej kameralnej historii z prawdziwym włoskim rollercosterem emocji mamy tajemnice ukrywane latami, tłumione uczucia i niebezpieczne pragnienia.
Miłośnicy gry mogą sprawdzić, jak na kinowym ekranie prezentują się postacie, w które wcielają się, siedząc przed komputerem. Zwolennikom innych gatunków filmowych i gier komputerowych chyba nie warto „Mortal Kombat” polecać.
Są filmy, które prowadzą widza za rękę. I są takie, które każą mu błądzić. „Tajny agent” zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Reżyser Morgan Matthews do tej pory specjalizował się głównie w filmach dokumentalnych, otrzymywał za nie liczne nagrody. Dramatem „500 mil” pokazuje, że świetnie radzi sobie również z fabułą.
Michael Jackson w utworze „Man in the Mirror” śpiewał, że jeśli chcesz uczynić świat lepszym miejscem, spójrz najpierw na siebie. Pytanie, czy twórcy filmu „Michael” mieli odwagę spojrzeć w to lustro naprawdę?
Ogołocone z niewinności, pod którą nie mogą się już skryć. Nastolatki z ciążowymi brzuchami. W ich głowach miliony myśli, wątpliwości i lęk. W odbiciu lustra nowe sylwetki. Sparaliżowane, choć to właśnie teraz najmocniej potrzebują swych ciał.
Nie wszystko gra tu idealnie, ale to wciąż brawurowo poprowadzona intryga, naprawdę (!) zabawna, momentami zaskakująca obserwacja o naszych wyborach, moralności i o tym, jak bardzo lubimy wierzyć w wygodne wersje ludzi, których kochamy.