Hollywood wciąż nie znalazło na niego sposobu (Paulo Coelho)

Brazylijczyk sprzedał setki milionów książek, stworzył jeden z największych literackich fenomenów ostatnich dekad i dorobił się armii zarówno wielbicieli, jak i szyderców. Jest jednak coś zaskakującego: choć jego proza wydaje się wręcz stworzona do kina, ekranowa historia Coelho pozostaje zadziwiająco skromna. To może się wkrótce zmienić.

Paulo Coelho należy do tych pisarzy, których nazwisko dawno oderwało się od samych książek. „Coelho” stało się niemal osobną kategorią popkultury: dla jednych synonimem duchowej literatury pomagającej poukładać życie, dla innych niewyczerpanym źródłem sentencji nadających się na kubki i internetowe memy. Można się z niego podśmiewać, można przewracać oczami na kolejne opowieści o przeznaczeniu i znakach od wszechświata, ale liczby zostawiają niewiele miejsca na dyskusję. Jego książki sprzedały się w ponad 320 mln egzemplarzy, trafiły do przeszło 170 krajów i zostały przełożone na dziesiątki języków. Sam „Alchemik” („O Alquimista”) przekroczył 85 mln sprzedanych egzemplarzy.

Co ciekawe, życiorys Coelho jest znacznie mniej „pocztówkowy” niż jego późniejszy wizerunek pogodnego mistrza duchowych aforyzmów. Urodzony 24 sierpnia 1947 roku w Rio de Janeiro przyszły pisarz od młodości chciał tworzyć, czego nie akceptowała jego rodzina. Jako nastolatek był kilkukrotnie umieszczany przez rodziców w szpitalu psychiatrycznym. Później porzucił studia prawnicze, związał się z kontrkulturą, podróżował, pracował jako dziennikarz i człowiek teatru, a przede wszystkim pisał teksty piosenek. Z brazylijskim rockmanem Raulem Seixasem stworzył ich dziesiątki. W latach 70. jego działalność kontrkulturowa zwróciła też uwagę rządzącej Brazylią dyktatury wojskowej – Coelho został zatrzymany, a doświadczenia tego okresu zdecydowanie nie przypominają wygładzonego życiorysu autora poradników motywacyjnych.

Przełom przyszedł później i miał formę podróży. W 1986 roku Coelho przeszedł Drogę św. Jakuba do Santiago de Compostela. To właśnie z tego doświadczenia wyrósł „Pielgrzym” („O Diário de um Mago”), wydany w 1987 roku. Rok później ukazał się „Alchemik” („O Alquimista”) i rozpoczęła się historia, której skali początkowo prawdopodobnie nie przewidywał nawet sam autor. Charakterystyczna mieszanka przypowieści, mistycyzmu, prostego języka i przekonania, że człowiek powinien odważyć się pójść za własnym przeznaczeniem, okazała się zaskakująco uniwersalna.

A skoro literatura Coelho jest pełna podróży, wielkich uczuć, kryzysów, egzotycznych miejsc i bohaterów przechodzących wewnętrzną przemianę, można byłoby pomyśleć, że Hollywood rzuci się na nią natychmiast. Nic podobnego. Najbardziej znaną anglojęzyczną ekranizacją jego prozy pozostaje „Weronika postanawia umrzeć” („Veronika Decides to Die”) z 2009 roku. Sarah Michelle Gellar zagrała kobietę, która po nieudanej próbie samobójczej trafia do szpitala i dowiaduje się, że zostało jej niewiele czasu. Film Emily Young miał materiał na przejmujący dramat psychologiczny, w obsadzie znaleźli się również m.in. David Thewlis i Melissa Leo, ale produkcja nie stała się wielkim kinowym wydarzeniem. W Polsce trafiła do kin 2 października 2009 roku.

To zresztą nie była pierwsza Weronika na ekranie. Cztery lata wcześniej powstała japońska adaptacja „Veronika wa Shinu Koto ni Shita”, a filmografia oparta na twórczości Brazylijczyka obejmuje też projekty związane m.in. z „Czarownicą z Portobello” („A Bruxa de Portobello”) i „Bridą” („Brida”). Jednak największy przebój pisarza wciąż nie doczekał się ekranizacji na miarę własnego literackiego mitu. „Alchemik” przez lata pozostawał jednym z tych hollywoodzkich tytułów, o których mówiło się częściej, niż rzeczywiście je realizowano. Choć tym razem projekt ekranizacji, rozwijany przez Legendary Entertainment, TriStar Pictures i PalmStar Media, wydaje się bardziej konkretny niż wcześniejsze, wielokrotnie porzucane próby. Niemniej jednak od planów do realizacji droga wciąż daleka.

Być może problem jest wpisany w samą naturę jego książek. Coelho nie sprzedaje czytelnikowi przede wszystkim akcji. Sprzedaje poczucie, że za przypadkowym spotkaniem może kryć się znak, że podróż ma drugie dno, a człowiek znajduje odpowiedzi wtedy, gdy wreszcie zaczyna zadawać sobie właściwe pytania. Na papierze można zaakceptować pasterza rozmawiającego o własnej legendzie czy bohatera szukającego duchowego przewodnika. W kinie bardzo łatwo zamienić podobne idee w serię patetycznych monologów na tle zachodu słońca. Być może właśnie dlatego najpopularniejszy współczesny pisarz brazylijski okazał się znacznie trudniejszy do zekranizowania, niż sugerują jego gigantyczne nakłady.

Teraz pojawiła się jednak szansa na kolejny rozdział tej historii. Netflix pracuje nad ekranizacją „Pielgrzyma” („O Diário de um Mago”). Zdjęcia ruszyły w Hiszpanii, a w rolę młodszego Paulo wciela się Johnny Massaro. Jego tajemniczego przewodnika Petrusa gra Rodrigo Santoro, znany m.in. z „300” („300”) i serialu „Westworld” („Westworld”). Reżyseruje Vicente Amorim. Netflix zapowiada połączenie kina drogi, duchowej przygody i charakterystycznego dla Coelho pierwiastka magicznego. Brzmi jak materiał, który wreszcie może potraktować jego twórczość nie jak zbiór złotych myśli, ale jak opowieść o człowieku w drodze.

Tym ciekawsze jest to, że sam Coelho już wcześniej został bohaterem filmu. Biograficzny „Paulo Coelho. Niesamowita historia” („Não Pare na Pista: A Melhor História de Paulo Coelho”) z 2014 roku przypominał, że zanim Brazylijczyk został starszym panem od „słuchania własnego serca”, zdążył być hippisem, buntownikiem, autorem rockowych tekstów i człowiekiem wchodzącym w konflikt zarówno z rodziną, jak i politycznym systemem swojego kraju. Właśnie ta mniej wygodna część biografii wydaje się dziś najbardziej filmowa.

Prywatnie od dekad związany jest z artystką Christiną Oiticicą. Ich relacja również wielokrotnie przenikała do jego twórczości, podobnie jak fascynacja podróżami, duchowością, symboliką religijną i ezoteryką. Coelho często pisze tak, jakby cała jego bibliografia była jednym wielkim dziennikiem prowadzonym pod postacią kolejnych powieści. Nawet „Hipis” („Hippie”) wykorzystuje doświadczenia jego młodości i podróży przez Europę oraz Azję, a „Walkirie” („As Valkírias”) wyrastają bezpośrednio z osobistych przeżyć autora i jego żony.

24 sierpnia 2026 roku Paulo Coelho kończy 79 lat. Trudno powiedzieć, czy kino kiedykolwiek stworzy własnego „Alchemika” równie potężnego jak ten, którego czytelnicy od dekad noszą w głowach. Jedno jest pewne: niewielu żyjących autorów może pochwalić się sytuacją, w której ich najsłynniejsza książka sprzedała się w dziesiątkach milionów egzemplarzy, a jej wielka ekranizacja wciąż pozostaje czymś w rodzaju filmowego Świętego Graala. Być może to nawet odpowiednie dla Coelho. W końcu w jego świecie najważniejszy skarb prawie zawsze okazuje się tym, którego najdłużej nie można znaleźć.

Źródło: Netflix / Penguin Random House. Zdjęcie główne: Paulo Coelho (2008) / fot. nrkbeta, CC BY-SA 2.0, via Flickr.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *