Rozpad świata, rozpad filmu (Gwiazdozbiór psa)

Coś niedobrego dzieje się z Ridleyem Scottem. W zasadzie od „Marsjanina” jego kolejne filmy coraz częściej spotykają się z chłodnym przyjęciem. „Napoleon” i „Gladiator II” zebrały od krytyków sporo negatywnych ocen, „Ostatni pojedynek” został przyjęty znacznie lepiej, ale poniósł dotkliwą porażkę finansową. Nie chciałbym sprowadzać tych problemów do czystego „ageizmu”, chociaż trudno całkowicie pominąć fakt, że Scott ma dziś 88 lat. Być może jest jednak coś w tym, co pojawiło się w przestrzeni publicznej. John Mathieson, wieloletni operator Scotta, nazwał jego sposób pracy „leniwym” i zarzucał mu pośpiech oraz coraz mniejszą dbałość o szczegóły.

Tempo pracy Scotta na pewno robi wrażenie. Reżyser wprowadza do kin film za filmem i trudno odmówić mu olbrzymiego doświadczenia. Za każdym razem inscenizacja, plastyka obrazu i rozmach robią wrażenie. Niestety coraz częściej potyka się o coś, co stanowi serce filmu, czyli o historię. Na pewno nie pomaga w tym wszystkim ego reżysera, ponieważ każdy, kto choć raz miał okazję zobaczyć z nim wywiad, przekonał się, że określenie jego charakteru jako „trudny” jest zwykłym eufemizmem.

No dobrze, ale nie jest to czas i miejsce na analizę sylwetki i dorobku reżysera. Ridley Scott stworzył tyle kultowych i dobrych filmów, że mógłby obdzielić nimi nie dwóch, ale nawet trzech reżyserów. Te, które nie wyszły? Zostawmy je na inną analizę. Przyjrzyjmy się jego najnowszemu dokonaniu. Od niedawna w naszych kinach możemy zobaczyć „Gwiazdozbiór psa”. Do jakiej kategorii możemy dopisać ten obraz? Niestety do tej ostatniej, czarnej serii porażek.

„Gwiazdozbiór psa” wpisuje się w gatunek filmów postapo. Opowiada o świecie, w którym większość ludzi zginęła w wyniku pandemii. Na odizolowanym lotnisku w Kolorado żyje pilot Hig (Jacob Elordi) wraz ze swoim wiernym psem Jasperem, owczarkiem niemieckim, oraz wyjątkowo gderliwym i antyspołecznym preppersem Bangleyem (Josh Brolin). Ich monotonna codzienność to zdobywanie żywności, obserwowanie okolicy i obrona przed zagrożeniami. To zawieszenie zostaje przerwane wraz z odebraniem przez Higa tajemniczego sygnału z oddalonego lotniska. Pilot postanawia wyruszyć na wyprawę, by przekonać się, czy znajdzie innych ocalałych, a co za tym idzie, sens, by dalej żyć w zdewastowanym i niebezpiecznym świecie.

Mamy więc do czynienia z klasycznym kinem drogi. „Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Jak łatwo się domyślić, cel podróży nie ma aż takiego znaczenia jak sama podróż. To w jej trakcie bohater powinien się zmieniać. Oczywiste wydaje się też, że jego dążenie jest jedynie mrzonką. Lotnisko jest prawdziwe, mieszkańcy również, ale jak to zwykle bywa, nie są oni zbyt gościnni i przyjaźni. I właśnie tutaj zaczyna się największy problem filmu.

Historia jest wyjątkowo nierówna. Nie można odmówić jej piękna ani wiarygodnej scenografii. Świat bez ludzi opanowała w większości natura. Opuszczone miasta wyglądają dobrze, ale nie jest to też coś, czego wcześniej nie widzieliśmy. Po „Jestem legendą” czy serialach „The Walking Dead” i „The Last of Us” widz nie jest już niczym szczególnie zaskoczony. Łatwo też przewidzieć, że ci, którzy przeżyli, byli zmuszeni do walki o ograniczone zasoby. Większość spotkań z ocalałymi kończy się użyciem broni.

Niemniej obraz ma pewien swój urok w powolnej narracji. Przeloty Higa nad terenami Kolorado, nieśpieszne tempo i komunikacja, w której dialog nie ma aż takiego znaczenia, tworzą atmosferę bardziej melancholijnego filmu o samotności niż klasycznego postapo. I właśnie w tych momentach „Gwiazdozbiór psa” jest najciekawszy. Scott pozwala oglądać pusty świat i obserwować człowieka próbującego jeszcze znaleźć w nim miejsce dla siebie.

Niestety Jacob Elordi nie unosi swojej roli. Po raz kolejny gra samotnego, pełnego goryczy i melancholii mężczyznę. Powinniśmy mu kibicować, ale pozostaje nam obojętny. Nawet tragiczna śmierć jego psa nie wywołuje takich emocji, jakich moglibyśmy oczekiwać. Zwłaszcza po retrospekcjach, gdzie widzimy Jaspera jako szczeniaka oraz Higa z ciężarną żoną.

Retrospekcje mają tłumaczyć stratę i ból bohatera, jego wieczną żałobę i brak sensu życia, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że są przede wszystkim kołem ratunkowym dla fabuły. Śmierć Jaspera staje się bowiem wygodnym punktem zwrotnym. Pies był ostatnim łącznikiem Higa z utraconym światem. Kiedy go zabraknie, bohater może wreszcie opuścić lotnisko i ruszyć na poszukiwanie społeczności, od której odebrał wiadomość.

Na szczęście są dużo ciekawsze postaci. Bangley jako nieufny prepper samą swoją charyzmą przyciąga wzrok. Widać tu doświadczenie Josha Brolina. Z niewielu środków jest w stanie zbudować coś interesującego. Podobnie Pops (Guy Pearce), czyli farmer napotkany po przymusowym lądowaniu i podczas przerwy na naprawę samolotu. Mamy doświadczonego, twardego człowieka, dla którego nie ma nic ważniejszego niż ochrona jego dorosłej córki Cimy (Margaret Qualley).

Czas potrzebny na naprawę samolotu, a w szczególności na oczyszczenie terenu z drzew i stworzenie pasa startowego, staje się okazją do nawiązania bliskości, również miłosnej. Nie jest to idealna para, momentami brakuje między nimi chemii, ale aktorzy znajdują sposób na zbudowanie wiarygodnej relacji. Każde z nich niesie brzemię utraconego partnera, dlatego ich relacja wykracza poza banalny romantyczny schemat. Margaret Qualley na szczęście pokazuje tutaj nieco inne oblicze. Nie jest już narwaną, szaloną kobietą, nie uświadczymy też jej charakterystycznego grymasu zagryzania wargi.

I gdyby ta nieśpieszność i kameralność zostały zachowane, być może mielibyśmy historię o czymś nieuchwytnym, o próbie powrotu do pewnej normalności. Niestety w pewnym momencie Scott raptownie przechodzi do filmu akcji. Jeszcze atak złowrogiego „plemienia” na osamotnionego Bangley’a i pokazanie jego prepperskiego przygotowania w akcji mają pewien sens. To w końcu człowiek, który od początku wierzy, że przetrwanie wymaga bezwzględności. Ale kolejny atak, tym razem grupy stylizowanej na dziką hordę, jest już groteskowy. Scott sięga po najbardziej zużyte klisze postapo, a przy okazji nadaje przeciwnikom niemal karykaturalny charakter.

Oczywiście musiało przecież do tego dojść właśnie w momencie, w którym samolot jest już gotowy do lotu. Nie pozostaje więc nic innego, jak ruszyć w jedyne możliwe miejsce i spróbować odszukać autorów przechwyconej wiadomości.

I tu pojawia się największe kuriozum filmu. Ostatni akt to czyste nieporozumienie. Lotnisko istnieje i wygląda jak wyjęte z najlepszych czasów lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Retro styl, dziwni goście i zachowania. Allison Janney w roli psychopatycznej stewardesy i szefowej lotniska wygląda, jakby trafiła tutaj z zupełnie innego filmu. I właściwie tak jest. „Gwiazdozbiór psa” nagle porzuca wcześniejszą melancholię i zamienia się w groteskowy horror.

Sam pomysł nie jest nawet zły. Lotnisko ma być pozorną enklawą cywilizacji, za nią kryje się coś znacznie bardziej przerażającego. Problemem jest sposób, w jaki Scott to podaje. Motyw kanibalizmu, dziwaczne kostiumy, zachowanie mieszkańców i przerysowana postać Janney sprawiają, że zamiast poczucia grozy pojawia się niedowierzanie. Nie oglądamy już konsekwencji świata, który oglądaliśmy przez wcześniejsze dwie godziny. Oglądamy inny film.

To szczególnie boli, ponieważ „Gwiazdozbiór psa” mógł pójść w zupełnie inną stronę. Wystarczy przypomnieć sobie „Drogę”. Tam również mamy świat po katastrofie, przemoc i ludzi przekraczających granice, których wcześniej nie potrafiliby sobie wyobrazić. Ale Cormac McCarthy, a później John Hillcoat, nie potrzebowali groteski, żeby pokazać, jak niewiele może zostać z człowieka. Wystarczyło konsekwentnie prowadzić ten sam ton.

Powrót do Bangley’a i późniejsze przeniesienie się do społeczności mennonitów pogłębiają jedynie mizerność projektu. Film w końcu znajduje rozwiązanie niemal pod ręką. Ta wspólnota daje Higowi szansę na odbudowanie czegoś na kształt normalności. Problem w tym, że zanim tam docieramy, Scott zdążył rozbić własną opowieść na kilka różnych opowieści.

Mamy więc piękne zdjęcia, ciekawą scenografię i inscenizację, solidny materiał wyjściowy i świetną obsadę drugiego planu. Jest też kilka naprawdę udanych momentów. Brakuje jednak najważniejszego: historii, która potrafiłaby te elementy połączyć.

I kolejna porażka Scotta.

Ocena: ★★★★★☆☆☆☆☆ Jakub Kossakowski

Za seans dziękujemy Cinema City.

Tytuł polski: Gwiazdozbiór Psa
Tytuł oryginalny: The Dog Stars
Produkcja: USA, Wielka Brytania / 2026
Premiera (świat): 26 sierpnia 2026 r.
Premiera (Polska): 28 sierpnia 2026 r.
Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz: Mark L. Smith, Christopher Wilkinson
Zdjęcia: Erik Messerschmidt
Muzyka: Harry Gregson-Williams
Obsada:
Jacob Elordi (Hig)
Margaret Qualley (Cima)
Josh Brolin (Bangley)
Guy Pearce
Benedict Wong
Czas: 100 min.
Dystrybucja kinowa: Disney

Na podstawie: Peter Heller, Gwiazdozbiór Psa” (powieść)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *