Tu są blizny (Chronologia wody)
„W dniu, w którym moja córka urodziła się martwa…” – tak zaczyna się książka „Chronologia wody”. Już to pierwsze zdanie ustawia czytelnika w gotowości. Co może przynieść historia, która otwiera się w taki sposób?
„W dniu, w którym moja córka urodziła się martwa…” – tak zaczyna się książka „Chronologia wody”. Już to pierwsze zdanie ustawia czytelnika w gotowości. Co może przynieść historia, która otwiera się w taki sposób?
Ogołocone z niewinności, pod którą nie mogą się już skryć. Nastolatki z ciążowymi brzuchami. W ich głowach miliony myśli, wątpliwości i lęk. W odbiciu lustra nowe sylwetki. Sparaliżowane, choć to właśnie teraz najmocniej potrzebują swych ciał.
Nie wszystko gra tu idealnie, ale to wciąż brawurowo poprowadzona intryga, naprawdę (!) zabawna, momentami zaskakująca obserwacja o naszych wyborach, moralności i o tym, jak bardzo lubimy wierzyć w wygodne wersje ludzi, których kochamy.
„Arco” nominowany był w tym roku do Oscara w kategorii „Najlepszy długometrażowy film animowany”. Czy słusznie? Trudno powiedzieć. Do miana filmu znakomitego trochę mu brakuje. Na pewno jednak należą mu się ciepłe słowa.
To praca wymagająca, momentami trudna. Nie daje prostych odpowiedzi. Zamiast tego zostawia czytelnika z pytaniami – o naturę strategii, o sens planowania w świecie pełnym chaosu, o to, czy można nauczyć się na błędach historii. I w tym tkwi jej siła.
„Tron: Ares” nie jest filmem wybitnym, ale z pewnością jest filmem intrygującym. Dla widzów zainteresowanych tematyką technologii, sztucznej inteligencji i przyszłości może stanowić ciekawy punkt wyjścia do refleksji.
Jeżeli film ma nauczyć widzów tolerancji i oswoić ich z kwestią LGBTQ+, to efekt jest odwrotny od zamierzonego. W historii kina opowiadającego o osobach nieheteronormatywnych były filmy znacznie lepsze.
Czy „Projekt Hail Mary” zasługuje na nagrody? Niekoniecznie. Czy zapisze się w historii kinematografii? Być może, choć raczej nie na pierwszych stronach. Jego siła tkwi gdzie indziej. To film, po którym wychodzi się z kina po prostu… w lepszym nastroju.
Przy spojrzeniu na całość obrazu, niestety, najbliżej do konkluzji, że nie jest to najbardziej udany film (choć da się wyróżnić naprawdę sprawnie wykonane aspekty). Niemniej jednak widać w nim serce i chęć opowiedzenia emocjonalnej, wciągającej historii.
Wstępny pomysł na film jest. Obsada jest. Budżet najwyraźniej też był. Brakuje tylko odpowiedzi na kluczowe pytanie, o co tu właściwie chodzi.