Na „Lalkę” Macieja Kawalskiego czekano długo. Zanim jednak film trafi do kin, jego premiera została już niejako wpisana w większe wydarzenie: dzień po przedpremierowym pokazie prasowym zadebiutowała na Netfliksie serialowa wersja powieści Pawła Maślony, podczas gdy kinowa adaptacja dopiero 30 września rozpocznie swoją drogę na dużym ekranie. Porównanie obu wersji zostawiłbym jednak na osobny tekst.
Po przedpremierowym seansie ciekawsze wydaje mi się pytanie, czy można dzisiaj zrobić „Lalkę” klasyczną, nie robiąc jej przy tym anachronicznej. Maciej Kawalski odpowiada na nie w sposób dość przewrotny: nie próbuje udowodnić, że klasykę trzeba koniecznie przepisać na nowo.
Nie ma tu formalnej rewolucji ani ostentacyjnego uwspółcześniania. Jest za to tradycja dużego kina kostiumowego, świadoma inscenizacja i kilka nowych akcentów w spojrzeniu na bohaterów. I właśnie ta pozorna zachowawczość okazuje się jedną z największych zalet filmu.
Najciekawiej widać to w postaci Izabeli Łęckiej (Kamila Urzędowska). W poprzednich ekranizacjach łatwo było uczynić z niej przede wszystkim tytułową „lalkę”: piękną, próżną, skupioną na sobie i niemal bezrefleksyjnie wykorzystującą uczucia Wokulskiego. Kawalski pozwala jej być kimś więcej. Izabela ma emocje, wątpliwości i własny lęk przed światem, w którym przyszło jej żyć. Jej decyzje stają się bardziej zrozumiałe, kiedy spojrzymy na nie przez pryzmat epoki, a nie współczesnych kategorii.

„Lalka” jest przecież także opowieścią o świecie, w którym małżeństwo niekoniecznie było prywatną sprawą dwojga ludzi. Status społeczny, pieniądze, nazwisko, majątek i oczekiwania rodziny potrafiły decydować o ludzkim losie znacznie bardziej niż uczucia. Kobieta mogła być elementem społecznej i ekonomicznej układanki, a jej wybór odbywał się w ramach bardzo wąskiego pola możliwości. Film tego świata nie usprawiedliwia, ale pokazuje go w sposób bardziej złożony.
Podobnie dzieje się z Wokulskim (Marcin Dorociński). Nie jest on wyłącznie szlachetnym człowiekiem skrzywdzonym przez kapryśną arystokratkę. Sam próbuje zdobyć Izabelę również za pomocą pieniędzy i uzyskanej pozycji. Jego miłość ma więc także wymiar obsesji i pewnej presji. Dorociński dobrze mieści w tej postaci oba pierwiastki: siłę człowieka, który wiele w życiu przeszedł, i ogromną podatność na zranienie.

Kawalski mocno ufa przy tym aktorom i inscenizacji. Dłuższe ujęcia, zmiany skali, ruch aktorów i tworzenie nowych kompozycji w obrębie jednego kadru sprawiają, że film ma w sobie coś z klasycznego kina. Kamera nie jest nieustannie przyklejona do twarzy bohatera, a scena nie musi być cięta co kilka sekund. Dzięki temu „Lalka” bardziej przypomina kino niż rozbudowany serial. To może wydawać się oczywiste, ale dziś wcale takie nie jest.
Widać również ambicję produkcyjną. Warszawa nie została ograniczona do kilku wygodnych lokalizacji. Krakowskie Przedmieście żyje, przestrzeń miasta ma własną dramaturgię, a Łazienki i pałacowe wnętrza nie wyglądają jak dekoracje, które trzeba nieustannie ukrywać przed kamerą. Piotr Sobociński Jr. fotografuje ten świat efektownie, ale bez ostentacji. Zdjęcia są współczesne, a jednocześnie nie rozbijają kostiumowej formy.
Dobrze wypadają także scenografia Katarzyny Sobańskiej, Marcela Sławińskiego i Anny Mocny oraz kostiumy Katarzyny Lewińskiej, współtworzone z Tomaszem Ossolińskim. Nie ma w nich poczucia teatralnej dekoracyjności. Ubrania wyglądają jak rzeczy należące do konkretnych ludzi, a nie wypożyczone kostiumy.

Ogromną siłą pozostaje jednak obsada. Dorociński bardzo dobrze unosi ciężar roli Wokulskiego, a Kamila Urzędowska tworzy Izabelę znacznie bardziej ludzką niż w wielu wcześniejszych interpretacjach. Większość aktorów trzyma właściwy ton, choć nie wszystkie role są równie przekonujące.
Największe oczekiwania budzi oczywiście Marek Kondrat jako Ignacy Rzecki. Sam fakt, że po wielu latach wrócił do aktorstwa właśnie dla tej roli, podnosi poprzeczkę. Kondrat jest bardzo dobry, momentami znakomity, ale pozostaje pewien niedosyt. Rzecki potrzebuje czegoś więcej, pewnej aktorskiej wyjątkowości, która uczyniłaby go emocjonalnym centrum historii. Bronisław Pawlik w serialowej ekranizacji Ryszarda Bera pozostaje tu punktem odniesienia niemal niemożliwym do przeskoczenia.

Paradoksalnie emocjonalne centrum opowieści przejmuje ktoś inny. Maja Komorowska jako Prezesowa Zasławska jest znakomita. Jej historia niespełnionej miłości staje się czymś więcej niż pobocznym wątkiem. Jest właściwie zwierciadłem historii Wokulskiego, opowieścią o uczuciu, które również zostało zabite przez świat, konwenanse i ludzkie decyzje. To właśnie w jej obecności film najmocniej dotyka tego, co w powieści Prusa wykracza poza historię społeczno-obyczajową.
Świetna jest Krystyna Janda jako hrabina Joanna Karolowa. W relacji z Andrzejem Sewerynem, wcielającym się w Tomasza Łęckiego, aktorka znajduje właściwy balans, podczas gdy Seweryn jest bardziej przerysowany. Grają rodzeństwo, a wiedza, że kiedyś byli małżeństwem, dodaje tylko smaku tej relacji. Maciej Stuhr jako doktor Szuman chwilami również gra odrobinę mocniej, niż wymagałaby tego realistyczna tonacja całości. Za to Andrzej Chyra jako profesor Geist, choć pojawia się epizodycznie, zostawia bardzo mocne wrażenie.

Wątek Geista jest zresztą jednym z ciekawszych problemów adaptacji. W powieści nauka i wynalazek nie są jedynie dodatkiem do historii miłosnej. To element myślenia o przyszłości, modernizacji i możliwości zmiany świata. Film radzi sobie z tym całkiem dobrze, ale mam poczucie, że twórcy nie pozwolili temu wątkowi wybrzmieć do końca. Możliwość, że Wokulski, gdyby jego życie potoczyło się inaczej, mógłby skierować swój potencjał w stronę nauki i przyszłości kraju, pozostaje raczej sygnałem niż pełnoprawnym tematem.
Najwięcej wątpliwości budzi zakończenie. Finał powieści Prusa jest słynny właśnie dzięki swojej niejednoznaczności. Film próbuje tę niepewność przełamać. Pierwsza scena z torami jest mocna i bardzo kinowa, ale później pojawia się kolejna próba samobójcza, związana z miejscem ważnym dla Prezesowej i jej utraconej miłości.

I tutaj pojawia się pytanie: po co? Drugi finał nie tylko osłabia siłę pierwszego, ale jeszcze raz przesuwa ciężar emocjonalny w stronę historii Prezesowej. Zamiast pozostawić los Wokulskiego w zawieszeniu, film próbuje go dopowiedzieć. W rezultacie dostajemy zakończenie bardziej jednoznaczne, ale niekoniecznie mocniejsze.
Podobny brak ryzyka pojawia się w muzyce Łukasza Targosza. Jest piękna i dobrze napisana, ale często mówi widzowi dokładnie to, co obraz już zdążył powiedzieć. Przy tak klasycznej inscenizacji można było pozwolić sobie na odrobinę większej powściągliwości.
Montaż Przemysława Chruścielewskiego jest natomiast bardzo sprawny. Film ma tempo mimo 2 godzin i 45 minut, choć kilkanaście minut można byłoby spokojnie wyjąć. Najłatwiej zacząć od zakończenia, które właśnie przez swoją podwójność wydaje się niepotrzebnie rozbudowane.
Ostatecznie „Lalka” Kawalskiego jest filmem bardziej klasycznym niż można było się spodziewać po współczesnej adaptacji tak dobrze znanej powieści. I właśnie dlatego działa. Nie próbuje za wszelką cenę udowodnić, że Prusa trzeba zdekonstruować. Nie przepisuje historii Wokulskiego na współczesne potrzeby ani nie robi z Izabeli postaci, którą należy osądzić według dzisiejszych standardów. Przygląda się ich światu i pozwala mu istnieć na własnych zasadach.

Nie wszystko jest tu równie mocne. Film bywa zbyt zachowawczy, muzyka zbyt ilustracyjna, kilka aktorskich tonów jest przesuniętych za mocno, a podwójne zakończenie wydaje się niepotrzebnym dopowiedzeniem. Rzecki Kondrata nie osiąga dla mnie poziomu, którego oczekiwałbym od tej postaci, choć pozostaje bardzo dobrą kreacją. Wątek Geista mógłby mieć większą wagę, a całość mogłaby być krótsza.
Ale jest to opowieść, która ma własną skalę, dobrze rozumie kino i przede wszystkim nie boi się klasycznej inscenizacji. Kawalski zrobił „Lalkę” bez rewolucji. Być może właśnie dlatego udało mu się zrobić coś trudniejszego: film, niepróbujący być bardziej współczesny od swojej epoki, a jednocześnie niesprawiający wrażenia muzealnego.

Tytuł oryginalny: Lalka
Produkcja: Polska / 2026
Premiera (świat): 30 września 2026 r.
Premiera (Polska): 30 września 2026 r.
Reżyseria: Maciej Kawalski
Scenariusz: Maciej Kawalski, Piotr Sobociński Jr., Łukasz Światowiec
Zdjęcia: Piotr Sobociński Jr.
Muzyka: Łukasz Targosz
Obsada:
Marcin Dorociński (Stanisław Wokulski)
Kamila Urzędowska (Izabela Łęcka)
Marek Kondrat (Ignacy Rzecki)
Maja Komorowska (Prezesowa Zasławska)
Agata Kulesza (pani Meliton)
Czas: 162 min.
Dystrybucja kinowa: Kino Świat
Na podstawie: Bolesław Prus, „Lalka” (powieść)
