Film na pewno nie jest adresowany do zwolenników szybkiego tempa akcji. Rozczarowałby też tych, którzy lubią, gdy na ekranie dużo się dzieje. Bo „Renoir”, choć nie widzimy w nim zbyt wielu malowniczych pejzaży, jest filmem obrazów. Wszystko rozgrywa się w nim spokojnie i niespiesznie, niektóre sceny są wręcz kręcone jakby w zwolnionym tempie.
Wspomniane obrazy przedstawiają Japonię sprzed prawie czterdziestu lat – już wtedy nowoczesną i rozwiniętą, a przecież zupełnie inną niż teraz. Nie widzimy tu jednak biznesowych dzielnic Tokio ze strzelistymi biurowcami i tłumami spieszących do pracy ludzi. Film ukazuje to właśnie miasto, ale zupełnie inną jego część – spokojniejszą, skromniejszą i jakby bardziej ludzką.
Powolna akcja zsynchronizowana jest ze smutnym losem bohaterów – ojciec rodziny (Lily Franky) jest w ostatnim stadium raka, jego żona (Hikari Ishida) nie radzi sobie z tą sytuacją. W pracy wyżywa się na podwładnych, szef wysyła ją na szkolenie z komunikacji bez przemocy. Już wtedy takie kursy istniały i miały się dobrze, zwłaszcza w krajach zaawansowanych cywilizacyjnie i gospodarczo. Jak pokazuje film, nie każdy się na nich odnajdywał, i tak zresztą jest chyba do dziś.

Główną bohaterką jest jednak córka wyżej wymienionych postaci – jedenastoletnia Fuki (Yui Suzuki). Nie jest ona typową nastolatką, żyje głównie w swoim wewnętrznym świecie, nie integruje się z rówieśnikami, ma tylko jedną przyjaciółkę. Interesuje się magią, hipnozą, przesyłaniem energii przez dotyk, a nawet dramatycznymi historiami wojennymi. Fantazjuje na temat własnej śmierci i pisze o niej w szkolnych wypracowaniach, przez co nauczyciele wzywają matkę na rozmowy. Nawiązuje znajomość z podejrzanym dorosłym facetem, ewidentnie mającym wobec niej niecne zamiary. Zbliżająca się nieubłaganie śmierć ojca bardziej fascynuje ją niż smuci.
Mamy zatem poruszony temat alienacji, inności, eskapizmu, wyparcia życiowych trudności, a także potrzeby akceptacji niosącej za sobą ryzyko bycia skrzywdzonym. To problemy, z jakimi wrażliwe dzieciaki zmagały się i w Japonii w latach osiemdziesiątych, i we współczesnej Polsce, i chyba zawsze i wszędzie. Podobnie jest z innymi problemami poruszonymi w filmie – zawsze i wszędzie ludzie zmagali się z chorobami, śmiercią, bólem po stracie czy brakiem wsparcia w obliczu życiowego kryzysu.

Patrząc na rok urodzenia Chie Hayakawy, reżyserki i scenarzystki filmu, nie trudno domyślić się, że do nakręcenia go zainspirowały ją jej własne przeżycia i że Fuki jest jej alter ego. Reżyserka mówi zresztą wprost o osobistym wymiarze dzieła.
Hayakawa pokazuje prozę życia, chociaż w sposób jak najbardziej poetycki. Film jest prosty w odbiorze, nie do końca smutny i skierowany do widzów o wysublimowanym guście. Bardzo korzystnie wypada Yui Suzuki – widać, że rola inteligentnej, kreatywnej, obdarzonej bogatą wyobraźnią, a jednocześnie nieco naiwnej nastolatki doskonale jej pasuje. Młoda Japonka nie ma doświadczenia aktorskiego, „Renoir” to jej filmowy debiut, więc może jej dobra gra jest wynikiem wrodzonych zdolności. Niewykluczone, że zobaczymy ją w innych filmach, być może już w niedalekiej przyszłości. Warto śledzić też kolejne dokonania Hayakawy, gdyż jest to reżyserka z oryginalnym spojrzeniem na rzeczywistość, pokazująca ją ze szczególną wrażliwością, dokładnością i odpowiednim wyczuciem.

Tytuł polski: Renoir
Tytuł oryginalny: Runowâru
Produkcja: Francja, Japonia / 2025
Premiera (świat): 17 maja 2025 r.
Premiera (Polska): 9 października 2026 r.
Reżyseria: Chie Hayakawa
Scenariusz: Chie Hayakawa
Zdjęcia: Hideho Urata
Muzyka: Rémi Boubal
Obsada:
Yui Suzuki (Fuki Okita)
Hikari Ishida (Utako Okita)
Lily Franky (Keiji Okita)
Ayumu Nakajima (Toru Omaezaki)
Yûmi Kawai (Kuriko Kita)
Czas: 120 min.
Dystrybucja kinowa: Aurora Films
