(Nie) da się wejść dwa razy do tej samej rzeki (Vaiana)

Od kiedy tylko na początku marca 2010 roku na ekrany światowych kin weszła „Alicja w Krainie Czarów” Tima Burtona i przebiła magiczną granicę miliarda dolarów przychodu z globalnego box office’u, ta aktorska ekranizacja klasycznej animacji Walta Disneya z 1951 roku rozpaliła wyobraźnię włodarzy studia Myszki Miki, którzy od tej chwili postawili na tworzenie filmów live-action zainspirowanych swymi rysunkowymi pierwowzorami. Czasem były to produkcje luźno oparte na animowanych odpowiednikach, jak „Czarownica” z 2014 roku opowiadająca alternatywną historię Śpiącej Królewny z perspektywy wróżki Diaboliny, czy „Cruella” z 2021 roku będąca prequelem „101 dalmatyńczyków” odsłaniająca początki fascynacji czarno-białymi psami przez jedną z najbardziej charakterystycznych antagonistek w historii kina. Innym razem twórcy proponowali dokładne kopie klasyków sprzed lat, jak „Król lew” z 2019 roku powielający nie tylko scenariusz, ale i wszystkie kadry z legendarnej animacji, czy „Mała syrenka” z 2023 roku raczej niewiele zmieniająca wydźwięk oryginalnej opowieści, choć w przypadku starszych dzieł konieczne było dostosowanie nowych wersji do współczesnej publiczności – te próby jednak zazwyczaj okazywały się wtopami, bo zarówno „Dumbo” z 2019 roku, „Pinokio” z 2022 roku, jak i „Śnieżka” z 2025 roku zaliczane są dziś do jednych z najgorszych remake’ów wyprodukowanych przez korporacyjnego giganta.

Niekiedy jednak filmowcom udawało się znaleźć balans pomiędzy tymi różnymi podejściami – „Piękna i bestia” z 2017 roku nie tylko zachwycała swą warstwą wizualną, ale i pogłębiała portrety psychologiczne postaci przy okazji tłumacząc kilka nielogicznych rozwiązań z bajki, a „Lilo i Stitch” z 2025 roku bazował na rozpoznawalności marki, stawiając na egzotyczne lokacje i nowe twarze w obsadzie. We wszystkich tych filmach Disney mógł liczyć jednak na swój niezawodny składnik – nostalgię, która miała za zadanie przyciągnąć przed telebimy nie tylko młodszą widownię, ale i starszych odbiorców, wychowanych niegdyś na animowanym pierwowzorze. Być może to dlatego zapowiedź stworzenia aktorskiej wersji „Vaiany” z 2016 roku tak spolaryzowała internet i to jeszcze na półtora roku przed planowaną kontynuacją jej komputerowego sequela – oryginalna opowieść o polinezyjskiej córce wodza sprzed dekady to przecież wciąż świeża pozycja w katalogu wytwórni, która wcale nie potrzebowała nowszej interpretacji, więc zapowiedziana przez Dwayne’a Johnsona w kwietniu 2023 roku produkcja była dla wielu fanów spóźnionym żartem z okazji Prima Aprilis. Dla jednych odpowiedź była jasna – „The Rock” chce wystąpić jako Maui w odsłonie live-action dopóki pozwala mu na to jeszcze jego wiek i jednocześnie podratować swoją podupadającą karierę aktorską, dla innych to znak, że studio Myszki Miki wyczerpuje już swój zasób bajek do możliwych reimaginacji.

O czym zatem opowiada „Vaiana”? Animacja w reżyserii Rona Clementsa i Johna Muskera (twórców „Małej syrenki”, „Planety skarbów”, czy „Księżniczki i żaby”) była inspirowana mitami polinezyjskimi i miała za zadanie przybliżyć całemu zachodniemu światu zapomnianą nieco kulturę tego obszaru. Poznajemy historię młodej dziewczyny Vaiany – córki przywódcy plemienia z wyspy Motunui, której zagraża nadchodząca katastrofa ekologiczna. Dziewczyna czując zew przygody wyrusza na poszukiwanie mitycznej relikwii należącej niegdyś do Te Fiti – potężnej bogini, za sprawą której rodziło się życie, jednak po stracie kamiennego serca zmieniła się w siejącego spustoszenie ognistego demona Te Ka – by z pomocą półboga wiatru i morza z powrotem zaprowadzić harmonię na świecie. Jeśli zatem dobrze znacie animowaną produkcję, to jej aktorski remake nie będzie większym zaskoczeniem – odświeżona wersja w zasadzie podąża ściśle za scenariuszem bajki sprzed dekady: fabuła wciąż obraca się wokół (zdawać by się mogło coraz pilniejszej) potrzeby ochrony środowiska, wizualnie inspirowano się natomiast oryginalnymi projektami sprzed dekady, które ciekawie się ogląda w fizycznej formie (kostiumy o strukturze tape, czyli materiału z bitej kory ze stemplowanymi wzorami, łodzie pirogi oraz dwukadłubowe tongiaki, wioska Vaiany odwołująca się do historycznych szkiców, wieńce kwiatowe lei, czy tatuaże z tradycyjnymi wzorami plemiennymi pe’a).

Na reżyserskim krześle za kamerą aktorskiej „Vaiany” zasiadł Thomas Kail, którego przeszłe doświadczenie solidnie przygotowało go do tej nowej dla niego roli, gdyż disnejowski remake to zarazem jego wielkoekranowy debiut za sterami pełnometrażowego obrazu – amerykański twórca doskonale zrozumiał prawidła rządzące musicalem, gdyż w swojej dotychczasowej karierze nadzorował tak głośne broadwayowskie widowiska teatralne z muzyką Lina-Manuela Mirandy, jak „In The Heights” z 2008 roku przedstawiający życie latynoskiej społeczności w Nowym Jorku, czy „Hamilton” z 2015 roku zainspirowany biografią ojca założyciela Stanów Zjednoczonych (za ten ostatni zgarnął nawet w 2016 roku nagrodę Tony w kategorii najlepsza reżyseria). Debiutujący filmowiec trzyma się jednak bezpiecznego kursu i nigdy nie pozwala „Vaianie” wypłynąć na nieznane wody, co paradoksalnie po dziesięciu latach pozwala wielu fanom animacji z 2016 roku dopiero teraz w pełni zrozumieć pewne motywy (np. związane z poszukiwaniem własnej tożsamości, odnajdywaniem swojej odwagi, czy odpowiedzialnością za innych). Wiele kadrów i dialogów z oryginału zostało niemal identycznie odtworzonych, jednak w tym przypadku postawiono na prawdziwe lokacje i aż trudno uwierzyć, że sceny w plenerze powstały na farmie w stanie Georgia, w USA. Warto też dodać, że efekty CGI stoją na wysokim poziomie, a przy designie zwierząt postanowiono zrezygnować z hiperrealizmu.

Do tytułowej roli studio Disneya ponownie postawiło na nieznaną, a zarazem świeżą twarz, kontynuując w ten sposób niedawny trend obsadzania żeńskich protagonistek na wielkim ekranie głównie debiutantkami (Halle Bailey miała na koncie jedynie serial i występy cameo, Rachel Zegler w momencie castingu tylko musical „West Side Story”, który nie miał jeszcze swej premiery, a Sydney Agudong krótkie metraże i telewizyjne epizody). Catherine Laga’aia również nie może pochwalić się żadnym doświadczeniem w kinowym medium, bo „Vaiana” to jej pierwsza wielka kreacja – i trzeba przyznać, że znakomicie sprawdza się w swojej roli. Ta australijska aktorka o samoańskich korzeniach to też najmłodsza disnejowska księżniczka w filmie live-action, dzięki czemu dziewiętnastolatce udaje się przemycić wiele naturalności i autentyczności do swej interpretacji, co w przeszłości nie zawsze było standardem (wystarczy wspomnieć sztuczną Emmę Watson i wymuszoną Liu Yifei). Dla nikogo zaskoczeniem nie będzie casting Dwayne’a Johnsona jako Maui’ego – pomimo wielu kontrowersji związanych z wyglądem bohatera w remake’u (m.in. kombinezonem protetycznym oraz peruką), „The Rock” daje poprawny występ, choć nie oferuje zupełnie niczego nowego w jego aktorskiej inkarnacji. Na dalszym planie zobaczymy Frankie Adams i Johna Tui jako rodziców Vaiany, a w babcię Talę wciela się Rena Owen, która tworzy razem z Catherine emocjonalną relację.

Amerykański wrestler, aktor, futbolista i raper o afrykańskim pochodzeniu wcielający się w charakterystycznego półboga to nie jedyne powracające nazwisko, gdyż ścieżkę dźwiękową do musicalu stworzył duet muzyków znany z pierwszego filmu – piosenki są dziełem Lina-Manuela Mirandy (którego wcześniejsze zobowiązania związane z „Mufasą” uniemożliwiły udział w sequelu), natomiast za instrumentalny score odpowiada Mark Mancina od początku związany z tą franczyzą. Na trackliście znajdziemy wszystkie znane nam piosenki w nowych aranżacjach, ale też i nowość – oryginalny utwór „Along The Way” wykonywany przez obie aktorki wcielające się w Vaianę: Catherine Laga’aię oraz Auli’i Cravalho. Jak wspomina sam zdobywca dwóch nagród Grammy: „Powrót do świata „Vaiany” i napisanie piosenki sprawiły mi ogromną radość, głosy Auli’i i Catherine pięknie się ze sobą łączą, a pisanie dla Dwayne’a w roli Mauiego to czysta przyjemność. Jestem wdzięczny, że razem mogliśmy stworzyć coś wyjątkowego dla tej wersji historii naszej nawigatorki”. Mancina odkurza swój soundtrack, ponownie łącząc tubylcze chóry z orkiestralnym tłem, a wokal Catherine nadaje klasycznym piosenkom świeżego oddechu. Polski dubbing także daje radę, choć w „ożywionej Vaianie” usłyszymy zupełnie inne głosy, niż te znane nam z animacji – Weronikę Bochat-Piotrowską zastąpiła Martyna Juszczyk, a za Igora Kwiatkowskiego przemawia teraz Leszek Lichota.

Jeszcze do niedawna jednymi z największych animowanych przebojów w katalogu wytwórni Disneya z nowożytnej ery pozostawały takie komputerowe produkcje, jak „Zaplątani” z 2010 roku, czy „Kraina lodu” z 2013 roku, jednak od kiedy „Vaiana: Skarb oceanu” zadebiutowała na platformie streamingowej Disney+, animacja w reżyserii Rona Clementsa i Johna Muskera zaczęła szybko bić rekordy popularności, w krótkim czasie stając się hitem numer jeden – do dzisiaj pozostaje zresztą najchętniej oglądaną bajką w internetowym serwisie ze stajni Myszki Miki z łącznie ponad 1,5 miliardem odtworzonych godzin. Studio szybko zleciło kontynuację w postaci serialu, ale na początku 2024 roku sequel awansował do rangi pełnoprawnego filmu „Vaiana 2”, stając się na jesieni najbardziej dochodową animacją CGI w historii kina. Nikogo nie powinno zatem dziwić, że zarówno Disney, jak i sam „The Rock” postanowili skorzystać na niesłabnącej popularności serii i zaproponować fanom franczyzy jej aktorski odpowiednik. Czy wersja live-action była jednak im potrzebna po zaledwie dekadzie od premiery pierwszej „Vaiany”? Absolutnie nie – przesłanie pozostaje niezmienne, a zarówno fabuła, jak i muzyka, scenografia, czy kostiumy tylko przypominają o sukcesie jej komputerowego oryginału. Ale czy seans filmu będzie dobrą propozycją dla całej rodziny na nadchodzące jesienne wieczory? Zdecydowanie tak – to w końcu wciąż lekka oraz przyjemna rozrywka, wierna komputerowej animacji, choć z kilkoma kosmetycznymi zmianami: piękne krajobrazy oraz urzekający głos Catherine Laga’aia przypadną do gustu starszym odbiorcom, a efekty CGI zrobią wrażenie na najmłodszych fanach bajki. I choć wyniki finansowe najświeższej reimaginacji potwierdzają, że nie da się dwa razy wejść do tej samej rzeki i powtórzyć sukcesu kasowego sprzed dekady, to wytwórnia Disneya wciąż inwestuje w produkcje live-action szukając kompromisu – za półtora roku do kin trafi kolejny remake z aktualnego kanonu animacji studia: „Zaplątani” już na etapie castingu zebrali pomyślne opinie fandomu, a ujęcia z planu tylko rozpalają nadzieje zwolenników aktorskich filmów. Czyżby Disney po latach w końcu znalazł złoty środek?

Kilka słów o wydaniu Blu-ray – obraz na dysku został zapisany w formacie 2.35:1 i dzięki kamerom Arri Alexa oraz Red jest ostry jak żyletka: efekty CGI stoją na wysokim poziomie, kolory są soczyście nasycone, a detale garderoby, czy rekwizytów są wyraźnie zauważalne. Oryginalna ścieżka dźwiękowa została zapisana w formacie DTS-HD Master Audio 7.1, natomiast polski dubbing otrzymujemy standardowo jako Dolby Digital 5.1 – obie ścieżki oferują dynamiczny score oraz wiarygodne efekty dźwiękowe, a dialogi są zawsze czyste. Oprócz samego filmu na płycie znajdziemy również całkiem pokaźny zestaw materiałów dodatkowych trwających prawie godzinę, które zgromadzono w jednej zbiorczej sekcji „Za rafą – kulisy powstawania filmu Vaiana” (53:57). Na samym wstępie obejrzymy „Początek wyprawy” (7:55), dokumentujący pierwsze momenty uchwycone na planie produkcji oraz wspomnienia ekipy i obsady dotyczące oryginalnej animacji. Kolejne filmiki koncentrują się już na wybranych aspektach filmu: „W poszukiwaniu Vaiany” (4:38) przedstawia widzom debiutującą na wielkim ekranie aktorkę Catherine Laga’aię, „Półbóg Maui” (3:12) to bliższe spojrzenie na rolę Dwayne’a Johnsona, „Siła wspólnoty” (4:01) poświęcony został z kolei obsadzie drugoplanowej, „Narodziny wyspy” (9:26) ukazuje jak powstawała malownicza wioska głównej bohaterki, „W jednym rytmie” (6:57) omawia układy taneczne w słowach choreografki, „Historia zapisana w strojach” (6:36) przygląda się miejscowej garderobie, „Muzyka w filmie” (7:09) to przekrój przez najbardziej znane piosenki z soundtracku, a na sam koniec zobaczymy krótkie podsumowanie dokumentu w klipie „Mana – duch, który nas prowadzi” (4:12). Istnieje również możliwość odtworzenia filmu w wersji karaoke „Śpiewaj razem z nami”, a także bezpośredni dostęp do wybranych utworów jako „Wybór piosenek”. Statyczne menu główne dostępne jest w polskiej wersji językowej.

Recenzja powstała dzięki współpracy z Galapagos. Recenzowane wydanie zakupicie pod tym linkiem.

Ocena: ★★★★★★★☆☆☆ Arkadiusz Kajling

Tytuł polski: Vaiana
Tytuł oryginalny: Moana
Produkcja: USA
Premiera (świat): 8 lipca 2026 r.
Premiera (Polska): 10 lipca 2026 r.
Premiera DVD/Blu-ray (Polska): 12 października 2026 r.
Reżyseria: Thomas Kail
Scenariusz: Jared Bush
Zdjęcia: Óscar Faura
Muzyka: Mark Mancina
Obsada:
Catherine Laga’aia (Vaiana)
Dwayne Johnson (Maui)
John Tui (Wódz Tui)
Frankie Adams (Sina)
Rena Owen (babcia Tala)
Czas: 115 minut
Dystrybucja kinowa: Disney
Dystrybucja DVD/Blu-ray: Galapagos

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *