Noc, w której on wrócił do domu (Michael Myers, cz. 1)

Biała maska, kuchenny nóż i melodia, której wystarczy kilka dźwięków, by wywołać ciarki na plecach. Michael Myers od blisko pół wieku udowadnia, że prawdziwe zło nie potrzebuje ani skomplikowanej motywacji, ani szczególnie wyszukanych narzędzi. Wystarczy, że stoi po drugiej stronie ulicy. I patrzy.

Halloween to dla wielu przede wszystkim święto zabawy, przebierańców, wydrążonych dyń i dzieci domagających się cukierków. Jednak od 1978 roku ten barwny, nieco upiorny folklor ma również znacznie mroczniejsze oblicze. Wszystko za sprawą Johna Carpentera, który niewielkim kosztem stworzył jednego z najbardziej rozpoznawalnych morderców w historii kina.

Michael Myers nie jest typowym filmowym psychopatą. Nie wygłasza złowrogich monologów, nie tłumaczy swoich zbrodni i nie próbuje przekonać kogokolwiek do własnej filozofii. Nie musi. Jego siłą jest milczenie, niemal mechaniczna konsekwencja i niepokojąca nieprzewidywalność. Skryty za pozbawioną wyrazu maską, stał się uosobieniem zła, którego nie sposób zrozumieć. A czego nie rozumiemy, tego boimy się najbardziej.

Z czasem twórcy kolejnych odsłon próbowali jednak zajrzeć pod tę maskę. Dopisywali Myersowi rodzinne tajemnice, psychologiczne traumy, a nawet nadprzyrodzone pochodzenie jego morderczych instynktów. Nie wszystkie pomysły okazały się szczęśliwe. Seria przechodziła wzloty i upadki, kilkakrotnie zmieniała bieg wydarzeń, a nawet zaczynała własną historię od nowa. Jedno pozostało niezmienne: kiedy nad Haddonfield zapada październikowa noc, lepiej dokładnie zamknąć drzwi.

Przyjrzyjmy się zatem wszystkim trzynastu filmom, które przez kolejne dekady budowały legendę Michaela Myersa. Legendę pisaną krwią, strachem i nieśmiertelnym motywem muzycznym.

„Halloween” (1978)

Haddonfield w stanie Illinois. W noc Halloween 1963 roku sześcioletni Michael Myers morduje nożem kuchennym swoją starszą siostrę Judith. Trafia do szpitala psychiatrycznego Smith’s Grove, gdzie przez następnych piętnaście lat pozostaje pod opieką doktora Samuela Loomisa (Donald Pleasence). Psychiatra z czasem nabiera przekonania, że jego pacjent nie jest zwykłym, zaburzonym człowiekiem, lecz wcieleniem czystego zła. W 1978 roku Myers ucieka z ośrodka i powraca do rodzinnego Haddonfield. Jego uwagę przykuwa nastoletnia Laurie Strode (Jamie Lee Curtis). Nadchodzi Halloween, a wraz z nim noc, której mieszkańcy miasteczka długo nie zapomną…

Film Johna Carpentera to nie tylko fundament jednej z najważniejszych horrorowych franczyz, lecz także kamień milowy w historii slashera. Reżyser, wspólnie z Debrą Hill odpowiedzialny za scenariusz, udowodnił, że do stworzenia autentycznego koszmaru nie potrzeba ani ogromnego budżetu, ani hektolitrów sztucznej krwi. Potrzeba za to wyczucia, cierpliwości i umiejętności grania na nerwach widza.

Carpenter perfekcyjnie operuje napięciem. Długie ujęcia, pozornie spokojne przedmieścia, postać pojawiająca się gdzieś na drugim planie i charakterystyczne spojrzenie kamery z perspektywy mordercy sprawiają, że zagrożenie wydaje się obecne niemal bez przerwy. Nawet kiedy na ekranie nie dzieje się nic szczególnego, podświadomie czekamy, aż zza rogu wyłoni się biała maska. Do tego dochodzi znakomita, minimalistyczna muzyka skomponowana przez samego Carpentera. Kilka dźwięków wystarczyło, by stworzyć jeden z najbardziej rozpoznawalnych tematów w historii kina grozy.

„Halloween” stał się ogromnym sukcesem komercyjnym i wyznaczył kierunek, którym przez następne lata podążały dziesiątki naśladowców. Co najważniejsze, Myers pozostawał tajemnicą. Nie potrzebował rozbudowanej biografii, bo jego największym atutem było właśnie to, że nie sposób wyjaśnić jego postępowania.

Niestety, Hollywood nie lubi pozostawiać tajemnic w spokoju. Zwłaszcza kiedy można na nich zarobić.

„Halloween II” (1981)

Michael Myers (Dick Warlock) przeżywa konfrontację z Laurie Strode i znika w ciemnościach Haddonfield. Ranna dziewczyna trafia do miejscowego szpitala, nieświadoma tego, że jej prześladowca nadal jest na wolności. Doktor Loomis kontynuuje poszukiwania, a kolejne zabójstwa dowodzą, że koszmar jeszcze się nie skończył. Wkrótce na jaw wychodzi tajemnica wyjaśniająca, dlaczego Myers tak uparcie poluje właśnie na Laurie…

Akcja sequela rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie zakończyła się pierwsza część. Choć tym razem za kamerą stanął Rick Rosenthal, scenariusz ponownie napisali John Carpenter i Debra Hill. Powrócili też Jamie Lee Curtis i Donald Pleasence, dzięki czemu zachowano ciągłość wydarzeń oraz charakterystyczną atmosferę pierwowzoru.

Nie udało się jednak uniknąć wyraźnej zmiany akcentów. „Halloween II” jest brutalniejszy, bardziej dosłowny i mocniej eksponuje kolejne zabójstwa. Tam, gdzie Carpenter wolał sugerować, Rosenthal częściej decyduje się pokazać. Szpitalne korytarze stanowią wprawdzie znakomitą scenerię dla horroru, ale wyszukana przemoc zaczyna momentami zastępować subtelne budowanie napięcia.

Najważniejszą nowością jest ujawnienie rodzinnego związku Michaela z Laurie. Ten scenariuszowy zwrot na długie lata zdefiniował dalsze losy bohaterów, choć jednocześnie odebrał pierwotnej historii część jej niepokojącej niejednoznaczności. Zło otrzymało konkretny cel, a tym samym stało się odrobinę mniej tajemnicze.

Mimo wszystko „Halloween II” pozostaje jedną z bardziej udanych kontynuacji. Przede wszystkim dlatego, że nadal potrafi przestraszyć, a nie tylko zademonstrować zawartość charakteryzatorskiego magazynu.

„Halloween III: Sezon czarownic” (Halloween III: Season of the Witch, 1982)

Firma Silver Shamrock Novelties przygotowuje na Halloween wyjątkową kolekcję masek. Towarzyszy jej nachalna kampania reklamowa zapowiadająca wielką niespodziankę dla dzieci, które zasiądą przed telewizorami w halloweenowy wieczór. Doktor Daniel Challis (Tom Atkins), prowadząc wraz z Ellie Grimbridge (Stacy Nelkin) śledztwo w sprawie tajemniczej śmierci jej ojca, trafia do miejscowości Santa Mira. Tam odkrywa przerażający plan właściciela firmy, Conala Cochrana (Dan O’Herlihy). Stawką jest życie tysięcy niewinnych ludzi…

Trzecia część „Halloween” to jeden z najbardziej osobliwych eksperymentów w historii popularnych horrorowych serii. Michael Myers znika z głównej fabuły, a jego miejsce zajmuje opowieść łącząca grozę, science fiction, okultyzm i satyrę na konsumpcjonizm. Sam Myers pojawia się jedynie pośrednio — w telewizyjnej emisji reklamy oryginalnego filmu.

Pomysł był odważny. Twórcy zamierzali przekształcić „Halloween” w antologię niezależnych historii grozy, których wspólnym mianownikiem byłoby tytułowe święto. Za scenariusz i reżyserię odpowiadał Tommy Lee Wallace, wieloletni współpracownik Carpentera. Problem polegał na tym, że widzowie oczekiwali czegoś zupełnie innego. Dla wielu „Halloween” oznaczało przede wszystkim zamaskowanego mordercę, a nie dowolną opowieść rozgrywającą się pod koniec października. Film spotkał się więc z chłodnym przyjęciem i przez lata uchodził za nieudaną próbę zmiany kierunku serii.

Z perspektywy czasu trudno jednak odmówić mu pomysłowości. Jest dziwaczny, miejscami absurdalny, ale ma własny charakter i potrafi wzbudzić autentyczny niepokój. Ironia polega na tym, że odrzucony niegdyś „Sezon czarownic” zyskał z czasem status produkcji kultowej. Być może jego największym błędem było po prostu to, że nazywał się „Halloween III”. Pod innym szyldem mógłby od początku liczyć na znacznie bardziej przychylne spojrzenie.

Publiczność jednak wydała wyrok: bez Myersa nie ma „Halloween”.

„Halloween 4: Powrót Michaela Myersa” (Halloween 4: The Return of Michael Myers, 1988)

Dziesięć lat po wydarzeniach z pierwszego filmu Michael Myers (George P. Wilbur), pozostający przez lata w stanie śpiączki, zostaje przewieziony do innego ośrodka. Transport kończy się katastrofą, a morderca ponownie wydostaje się na wolność. Jego celem staje się Haddonfield, gdzie mieszka siedmioletnia Jamie Lloyd (Danielle Harris), córka Laurie Strode. Doktor Loomis, który również przeżył wydarzenia sprzed lat, podejmuje kolejną próbę powstrzymania psychopaty.

Sześcioletnia przerwa i niepowodzenie eksperymentu z trzecią częścią sprawiły, że twórcy postanowili wrócić do sprawdzonej receptury. Myers znów zakłada maskę, Loomis ponownie rusza jego śladem, a Halloween nieuchronnie zamienia się w noc rzezi.

Reżyser Dwight H. Little wyraźnie próbował odtworzyć atmosferę oryginału. Powróciły znajome motywy, małomiasteczkowa sceneria i charakterystyczna muzyka. Nie ma tutaj większych rewolucji, ale jest solidnie skonstruowana historia, która przypomina, dlaczego publiczność pokochała ten cykl. Wprowadzenie małej Jamie Lloyd okazało się jednym z ciekawszych pomysłów. Zamiast kolejnej grupy nastolatków otrzymujemy bohaterkę szczególnie bezbronną wobec zagrożenia. Jej obecność podnosi emocjonalną stawkę, a zaskakujący finał dowodzi, że scenarzyści potrafili jeszcze znaleźć sposób na zaskoczenie widza.

„Powrót Michaela Myersa” nie dorównuje dziełu Carpentera, ale nawet nie próbuje udawać czegoś więcej, niż jest. To klasyczny slasher, który zna swoje zadanie i wykonuje je całkiem sprawnie.

Michael Myers powrócił, a wraz z nim nad Haddonfield ponownie zawisło widmo śmierci. Czwarta odsłona udowodniła, że mimo upływu lat zamaskowany morderca wciąż potrafi przyciągać widzów przed ekrany. Pytanie tylko, jak długo można eksploatować ten sam koszmar, zanim strach ustąpi miejsca rutynie?

W kolejnej części przyjrzymy się dalszym losom Michaela Myersa — od „Zemsty” i „Przekleństwa”, przez powrót Laurie Strode, aż po brutalną reinterpretację historii w wykonaniu Roba Zombie’ego. Będą rodzinne tajemnice, scenariuszowe szaleństwa i oczywiście kolejne trupy.

Bo w Haddonfield Halloween nigdy tak naprawdę się nie kończy.

Feliks Rudnicki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *