Nie każdy czarny charakter rodzi się zły (Czarownica)

Dawno, dawno temu, był taki czas, gdy aktorskie produkcje powstałe w oparciu o rysunkowy odpowiednik klasycznej animacji z katalogu Disneya cieszyły się nie tylko popularnością w kinach na całym świecie przynosząc przy tym gigantyczne zyski, ale i również pozytywnymi recenzjami zarówno krytyków, jak i globalnej publiczności…. Brzmi niczym bajka ze snów korporacyjnych włodarzy? Patrząc z dzisiejszej perspektywy na to gdzie bezduszna machina wyzutych z emocji remake’ów zaprawionych solidną dawką nostalgii doprowadziła kultowe studio, ta myśl wydaje się nieprawdopodobna, gdyby nie to, że jest całkiem prawdziwa – bo chociaż „Alicję w Krainie Czarów” z 2010 roku w reżyserii Tima Burtona trudno uznać za pełnoprawną przeróbkę animowanej wersji z 1951 roku, to jej wielki sukces podłożył solidny fundament pod kolejne aktorskie reimaginacje, które wnosiły wówczas powiew świeżości do filmowego uniwersum ze stajni Myszki Miki, która od czasów „Piratów z Karaibów” wciąż szukała kolejnej potencjalnej dochodowej franczyzy. Podchodząc do reinterpretacji baśni o „Śpiącej królewnie” wytwórnia postanowiła postawić na dość niekonwencjonalne podejście i przedstawić całą opowieść z zupełnie nowego, nieznanego punktu widzenia – „Czarownica” z 2014 roku miała za zadanie udowodnić (podobnie jak broadwayowski musical „Wicked”), że nie każdy złoczyńca rodzi się okrutny do szpiku kości, a jego historia została źle zrozumiana.

Choć fabuła filmu w ogólnym zarysie opiera się na bajce „Śpiąca królewna” z 1959 roku, to film ukazuje kolejne wydarzenia z perspektywy jej antagonistki, Diaboliny, którą poznajemy jako najsilniejszą z wróżek zamieszkującą bajkową Knieję – tytułowa bohaterka była niegdyś piękną i dobrą dziewczynką, która żyła w idealnej zgodzie z magicznym otoczeniem do czasu gdy poznała chłopca z pobliskiego królestwa, Stefana. Wkrótce tę dwójkę połączyło znacznie głębsze uczucie, niż tylko przyjaźń, a na szesnaste urodziny Diaboliny młodzieniec podarował ukochanej wyjątkowy prezent: pocałunek prawdziwej miłości. Niestety, z biegiem lat zaczęli oddalać się od siebie: Stefan ulegając ludzkiej chciwości i ambicji skupił wszystkie swe siły, by zdobyć władzę i pieniądze, a Diabolina stała się obrończynią swojej krainy. Gdy młody mężczyzna podstępem kradnie skrzydła swej dawnej przyjaciółki, czarownica pałająca żądzą zemsty, ale i chcąca chronić podległe jej tereny postanawia dać mu nauczkę – kiedy Stefan zostaje królem, a na świat przychodzi jego córka, Diabolina pojawia się na chrzcinach i rzuca na dziewczynkę potężną klątwę: w dniu swoich szesnastych urodzin księżniczka ukłuje się w wrzeciono i zaśnie wiecznym snem. Podczas gdy oba wrogie królestwa szykują się do wojny, Diabolina z ukrycia zaczyna obserwować dorastającą Aurorę i powoli darzyć ją matczynym uczuciem – czy finalnie uda się jej odwołać czar i zmienić bieg wydarzeń, które znamy?

Przy omawianiu origin story tytułowej postaci, nie sposób nie nawiązać choć w kilku słowach do kreskówkowych korzeni antagonistki, które sięgają legendarnej (i wówczas najdroższej) animacji z 1959 roku – do dziś uważanej przez wielu fanów ręcznie tworzonych rysunkowych bajek za szczytowe zarówno wizualnie, jak i dźwiękowo osiągnięcie studia, którego nie udało się nigdy później pobić. Gdy „Śpiąca królewna” wchodziła na ekrany kin, spece od reklamy nieustannie przypominali publiczności, że najnowsze dzieło Walta Disneya pozostawało w produkcji przez niemal dekadę, m.in. przez pracę nad skrupulatnie przygotowywanymi tłami pod czujnym okiem ilustratora Eyvinda Earle’a, które musiały zostać zaprezentowane po raz pierwszy w historii w panoramicznym formacie – tę zmianę niejako wymusiła zdobywająca coraz większą popularność telewizja, więc kinoteatry chciały przyciągnąć uwagę za pomocą szerokoekranowego aspektu. To właśnie wtedy zadebiutowała Diabolina, za której oryginalny projekt odpowiadał artysta Marc Davis silnie inspirując się aktorką Mailą Nurmi, która kilka lat wcześniej stworzyła postać Vampiry – w czarnej sukni, z oczami podkreślonymi maskarą i ustami w krwistej czerwieni, zapowiadała w swoim programie „The Vampira Show” horrory. Program został skasowany po roku, ale Nurmi pozostała kultową figurą wśród miłośników kina klasy B i była także inspiracją do stworzenia postaci Morticii w „Rodzinie Adamsów”.

Teraz przy okazji pierwszej aktorskiej inkarnacji (nie licząc Eleanor Audley, która nie tylko użyczyła głosu animowanej Diabolinie, ale i nakręciła kilka scen w ramach odniesienia dla rysowników) studio dokonało rewizji osoby złej czarownicy – i to zarówno pod względem wizerunku, jak i charakteru nadając postaci więcej głębi oraz motywacji do zemsty: w nowej wersji Diabolina to wróżka, której skradziono niegdyś skrzydła, teraz natomiast szuka zemsty na swoim oprawcy. Tytułową rolę powierzono Angelinie Jolie i był to strzał w dziesiątkę – ta amerykańska aktorka zdołała nie tylko oddać charakterystyczny chichot, intonację głosu oraz posturę i wygląd Maleficent (częściowo inspirowany także makijażem Lady Gagi w klipie do piosenki „Born This Way”), ale jednocześnie pogłębić portret psychologiczny swej bohaterki tworząc wiarygodną genezę Diaboliny. Partneruje jej Elle Fanning jako księżniczka Aurora, która dzięki młodemu wiekowi (w czasie trwania zdjęć do filmu miała zaledwie czternaście lat, co czyni ją jedną z najmłodszych księżniczek Disneya w aktorskich produkcjach Disneya) wnosi wiele naturalnej niewinności i emocjonalnej szczerości, budząc tym samym sympatię wśród widzów. Na drugim planie zobaczymy też Sama Rileya, który wciela się w Diavala – kruka i przyjaciela Diaboliny, Sharlto Copleya jako króla Stefana, a trio wróżek grają Juno Temple (Kocopola), Imelda Staunton (Kartofelia) oraz Lesley Manville (Młotylia).

To, co zachwyca w „Czarownicy” od pierwszych kadrów to świat wykreowany na ekranie – jego epicki rozmach zapiera wręcz dech w piersiach, skutecznie wprowadzając nas w iście feeryczny klimat opowieści, a fantazyjne stworki oraz zaczarowana flora Kniei nadają mu specyficznego uroku. W późniejszych latach wytwórnia Disneya będzie starała się pogodzić magiczny wydźwięk swoich historii z wiarygodnością, jednocześnie odbierając im nie tylko dawny czar i magię, ale i nierzadko wręcz samego ducha oryginału – wystarczy wspomnieć „Króla lwa”, „Mulan”, czy „Małą syrenkę”, które postawiły na fotorealizm oraz przygaszoną kolorystykę, ściągając tym samym na siebie dość surową krytykę entuzjastów pierwotnych animacji. Reimaginacja „Śpiącej królewny” była jeszcze daleka od tych zabiegów – mieniący się wszystkimi odcieniami tęczy świat Kniei wyraźnie kontrastuje z ponurą rzeczywistością, w której żyją ludzie – ta surowość ma symbolizować przyziemne pragnienia ich mieszkańców i w prosty sposób uzmysławiać nam, że prawdziwe zło rodzi się z krzywdy. Spektakularność filmu to także zasługa widowiskowych scen bitewnych, dzięki czemu trudno zaszufladkować „Czarownicę” jako propozycję wyłącznie dla dziewczynek – liczne sekwencje batalistyczne są bardzo dynamiczne, a zastosowane efekty komputerowe bezbłędnie połączono z udziałem setek statystów przywołując na myśl mroczną estetykę znaną z trylogii „Władcy pierścieni”.

Muzykę instrumentalną stworzył James Newton Howard, który w przeszłości napisał wiele ikonicznych ilustracji muzycznych do filmów animowanych nie tylko ze studia Disneya, a w późniejszym czasie także i filmów aktorskich, jak „Dziadek do orzechów i cztery królestwa”. Jednak to score do „Czarownicy” do tej pory jest uważany przez wielu fanów za jedno z jego najlepszych osiągnięć ostatnich lat. Gdy ponad ćwierć wieku temu amerykański kompozytor nagrywał swój pierwszy disnejowski album do „Dinozaura” (który jednocześnie był pierwszą pracą Howarda do filmu animowanego) nie bał się wówczas zastosować wielu współczesnych rozwiązań, jak łączenia elektronicznego brzmienia z afrykańskim chórem pod wodzą Lebo M. Dzięki temu, że muzyk świetnie wie jak wykorzystać potencjał pełnej orkiestry symfonicznej, oprawa dźwiękowa jego autorstwa jest zazwyczaj najbardziej wyrazistym elementem epickich produkcji i nierzadko wysuwa się na pierwszy plan – tak jest z „Maleficent Flies” z szybującą pośród chmur Diaboliną, baśniowym „Welcome To The Moors” który w ciągu minuty potrafi ująć harmonijnymi chórkami i dzwonkami, czy delikatniejszym „Aurora in Faerieland”, gdzie prym wiedzie obój. Z drugiej strony mamy też mroczniejsze momenty z „ The Christening” i „The Spindle Power”, które reprezentują motyw klątwy, a podsumowaniem soundtracku jest cover „Once Upon A Dream” od Lany Del Rey, który usłyszymy na napisach końcowych.

Kiedy w 1996 roku do kin weszła aktorska wersja animacji „101 Dalmatyńczyków” z 1961 roku, nikt chyba nie mógł przypuszczać, że film w reżyserii Stephena Hereka i z kultową już rolą Glenn Close w roli demonicznej Cruelli de Vil zapoczątkuje machinę remake’ów, która nieprzerwanie od trzech dekad będzie tworzyć kolejne produkcje live-action z wymiernym skutkiem – bo chociaż wytwórnia Disneya stawia dzisiaj na aktorskie powtórki animowanych pierwowzorów nie wykazując się praktycznie żadną inwencją twórczą, to jeszcze dziesięć lat temu studio Myszki Miki potrafiło zaproponować publiczności bardziej oryginalne podejście odnośnie przeróbek swoich pełnometrażowych rysunkowych dzieł, nierzadko dopowiadając zupełnie nową historię, a jednocześnie składając hołd animowanym poprzednikom sprzed lat. Takim przedsięwzięciem jest „Czarownica” z 2014 roku, której twórcy nie bali się wówczas podjąć ryzyka związanego ze zmianą perspektywy i przepisaniem baśni o „Śpiącej królewnie” od początku z punktu widzenia jej antagonistki, uświadamiając widzom, że nie każdy czarny charakter rodzi się złoczyńcą. Wygląda jednak na to, że Disney wciąż nie skończył z tematem średniowiecznej księżniczki – w planach pojawił się jeszcze jeden projekt z tego uniwersum z równie niebanalną wizją, gdyż „Aurora” w wizji Dana Trachtenberga zostanie zainspirowana latynoską kulturą. Wydaje się więc, że Disney chce powrócić do sprawdzonej formuły sprzed lat, choć może wyjaśnienie jest bardziej proste: nad franczyzą wisi potężna klątwa związana z niesztampowym interpretowaniem materiału źródłowego. I widocznie jej ona służy.

Kilka słów o wydaniu Blu-ray – obraz na błękitnym dysku został zapisany w formacie 2.40:1 i standardowo jest ostry niczym żyletka: mimo mrocznej stylistyki wszystkie detale zarówno tła, kostiumów, czy scenografii są wyraźnie widoczne, a kolorystyka baśniowej krainy cieszy oko soczystymi odcieniami zieleni i błękitu. Oryginalna ścieżka dźwiękowa została zapisana w formacie DTS 5.1, natomiast polski dubbing otrzymujemy jako Dolby Digital 5.1. Oprócz filmu na płycie znajdziemy także standardowy zestaw materiałów dodatkowych, które trwają ok. pół godziny i odsłaniają kulisy powstawania disnejowskiej produkcji. Na samym początku obejrzymy filmik „Aurora: Narodziny piękności” (4:53), w którym Elle Fanning opowiada o swojej interpretacji roli księżniczki Aurory, współpracy z Angeliną Jolie oraz zdradza kilka ciekawostek odnośnie kręcenia kluczowych scen. „Z baśni do filmu” (8:13) to z kolei dość typowy making-of w pigułce, który tym razem koncentruje się na aktorskiej inkarnacji postaci czarownicy oraz zmianie perspektywy opowiadanej klasycznej baśni w słowach scenarzystki Lindy Woolverton. Następne w kolejce są bonusy „Za kulisami wielkiej bitwy” (5:48), który przygląda się bliżej bitewnej sekwencji, „Kostiumy” (1:34) analizujące ikoniczny wizerunek Diaboliny oraz „O filmie” (4:45) ukazujący etapy powstawania efektów specjalnych. Na sam koniec otrzymujemy „Niewykorzystane sceny” (6:41), czyli zestaw pięciu sekwencji, które usunięto z ostatecznej wersji filmu. Menu główne jest dostępne w polskiej wersji językowej.

Recenzja powstała dzięki współpracy ze sklepem cd-dvd-vinyl. Wydanie Blu-ray „Czarownica” zakupicie pod tym linkiem.

Ocena: ★★★★★★★★★☆ Arkadiusz Kajling

Tytuł polski: Czarownica
Tytuł oryginalny: Maleficent
Produkcja: USA
Premiera (świat): 28 maja 2014 r.
Premiera (Polska): 30 maja 2014 r.
Premiera DVD/Blu-ray (Polska): 24 października 2014 r.
Reżyseria: Robert Stromberg
Scenariusz: Linda Woolverton
Zdjęcia: Dean Semler
Muzyka: James Newton Howard
Obsada:
Angelina Jolie (Diabolina)
Elle Fanning (Aurora)
Sharlto Copley (Stefan)
Brenton Thwaites (Filip)
Sam Riley (Diaval)
Czas: 97 minut
Dystrybucja kinowa: Disney
Dystrybucja DVD/Blu-ray: Galapagos

Na podstawie: Charles Perrault, „Śpiąca królewna” (opowiadanie) / Jacob Grimm, Wilhelm Grimm, „Śpiąca królewna” (opowiadanie).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *