Oglądamy filmy, by nie czuć się samotnym
„Czytamy po to, by nie czuć się samotnym”. To słynne zdanie pojawia się w filmie „Cienista dolina”. Można je łatwo sparafrazować: oglądamy filmy, by nie czuć się samotnym.
„Czytamy po to, by nie czuć się samotnym”. To słynne zdanie pojawia się w filmie „Cienista dolina”. Można je łatwo sparafrazować: oglądamy filmy, by nie czuć się samotnym.
Pięćdziesiąt lat temu do kin trafił „Taksówkarz” Martina Scorsese – film, który… nie chce się zestarzeć. Wiele znacznie „młodszych” produkcji dawno trafiło już do lamusa, a dzieło amerykańskiego reżysera wciąż robi ogromne wrażenie na widzach.
„Nędznicy” Hoopera pozostają więc filmem ambitnym, choć nierównym. Zachwycają fragmentami: rolą Hathaway, symbolicznym gestem z Wilkinsonem, siłą dziecięcych kreacji, techniczną precyzją realizacji oraz imponującą scenografią.
Seans to dwugodzinne przeciążenie. Historia zamyka nas w jednym, silnym stanie emocjonalnym. Jakbyśmy zostali uwięzieni w szklanej kuli pełnej napięcia, bez możliwości ucieczki.
Hollywood uwielbia przenosić książkowe bestsellery na ekran. A jeszcze bardziej kocha te, które… wcześniej zostały już zekranizowane (najlepiej w języku innym, niż angielski).
„Doprowadź mnie do szaleństwa”. Pod takim właśnie hasłem trwa promocja najnowszej ekranizacji „Wichrowych wzgórz” w Anglii i USA. Czy film faktycznie ma tę moc? Oj, ma! Tylko nie wiem czy o taki rodzaj szaleństwa chodziło jego twórcom.
„Wartość sentymentalna” ma wszystko to, z czym kojarzymy kino skandynawskie: chłód relacji, znaczenie gestów, spojrzeń i pauz ważniejszych, niż wypowiadane dialogi. Głęboko skrywane traumy i skomplikowaną przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć.
Del Toro opowiada „Frankensteina” z empatią, ale empatia nie zawsze prowadzi do prawdy. Czasem wygładza to, co powinno pozostać niepokojące. Jego świat jest piękny, ale mniej dotkliwy emocjonalnie.
Dla tych, którzy w kinie szukają emocji i prawdy, a nie taniej sensacji, „Hamnet” może okazać się jednym z najważniejszych seansów tego roku. To nie jest film o Williamie Szekspirze. To filmowy poemat o radzeniu sobie ze stratą.
Cofnijmy się na chwilę w czasie do Stanów Zjednoczonych lat osiemdziesiątych. Dlaczego? Ponieważ fascynująca jest dziś lektura recenzji czołowych amerykańskich krytyków, napisanych tuż po premierze tego jednego, konkretnego filmu.