Akcja, akcja i nic więcej (Witajcie w Hope)

Koreańskie produkcje kojarzone były w ostatnim czasie głównie z modnymi serialami obyczajowymi i kryminalnymi, masowo pojawiającymi się na Netfliksie. Okazuje się, że Koreańczycy robią też kino fantastyczno-przygodowe. Inna sprawa, że niezbyt dobrze im to wychodzi.

„Witajcie w Hope” to pastisz – a może nawet parodia – filmów przedstawiających walkę określonej społeczności z atakującymi ją krwiożerczymi bestiami. Każdy film akcji, nawet będący pastiszem, powinien jednak zawierać przynajmniej minimalną liczbę scen spokojniejszych, pozwalających poznać charakter i sytuację życiową bohaterów. Tu takich scen nie ma wcale, nie ma też normalnych, spokojnych dialogów. Widzimy jedynie nieustającą ucieczkę przed potworami lub odwrotnie – pogoń za nimi. Efektem jest powierzchowna fabuła i brak rysu psychologicznego postaci. Fakt, że non stop coś się dzieje, paradoksalnie wywołuje wrażenie swoistej monotonii. Jeśli dodać do tego długość filmu – ponad dwie i pół godziny – to dla mniej cierpliwych odbiorców może on być istną udręką.

Treść filmu jest banalna i wtórna – miasteczko i jego okolice zostają sterroryzowane przez tajemnicze potwory. Początkowo nikt nie wie, co się dzieje. Najpierw znajdowane jest martwe bydło, później pojawiają się także szczątki ludzkie. Widzimy krajobraz niemal postapokaliptyczny. Miasto jest doszczętnie zdewastowane, ulice trawią pożary, dookoła trup na trupie, a wszystkie zmasakrowane. Ci, którzy przeżywają, również chodzą poranieni, poturbowani i zakrwawieni. Ponoć wszędzie też – choć tego oczywiście widz poczuć nie może – unosi się nieznośny fetor.

Do walki z bezlitosnymi oprawcami staje szef lokalnego posterunku policji (Jung-min Hwang), wspierany przez swą uroczą podwładną (Ho-yeon Jung). Na własną rękę działają cywilni mieszkańcy miasteczka oraz grupa kłusowników z pobliskich lasów. Obrońcy okolicy bynajmniej nie żyją ze sobą w zgodzie, dochodzi między nimi do awantur, podczas których ujawniają charakterystyczną dla Azjatów ekspresję.

Przez pierwsze czterdzieści minut filmu w ogóle nie widać potworów, a jedynie makabryczne następstwa ich działania. Kiedy w końcu dręczyciele miasteczka ukazują się głównym bohaterom i widzom, wyjaśnia się, że są olbrzymami i mają humanoidalne kształty (grają je ludzie – Alicia Vikander, Michael Fassbender, Taylor Russell – komputerowo powiększeni i przekształceni). Dalej jednak nie wiadomo, kim są, dopiero po pewnym czasie okazują się najeźdźcami z kosmosu. Zakończenie zaś jest urywane i nie pokazuje rozwiązania sytuacji.

Jednym z nielicznych walorów filmu jest możliwość popatrzenia na koreańską prowincję oraz na rumuńskie góry i lasy, bo tam również kręcono zdjęcia. Efektów specjalnych, jak to w filmie akcji, jest sporo, ale nie są one w stanie zamaskować luk w treści i innych wspomnianych wyżej niedociągnięć.

Być może twórcom „Witajcie w Hope” marzyło się stworzenie własnego, oryginalnego stylu. Być może chcieli zabawić się w Tarantino w wersji science fiction. Efekt jest jednak marny, a nominacja do Złotej Palmy, podobnie jak inne nominacje i nagrody, należy uznać za grube nieporozumienie.

Ocena: ★★★★☆☆☆☆☆☆ Mikołaj Szmurłło

Tytuł polski: Witajcie w Hope
Tytuł oryginalny: Hopeu
Produkcja: Korea Południowa / 2026
Premiera (świat): 17 maja 2026 r.
Premiera (Polska): 30 października 2026 r.
Reżyseria: Hong-jin Na
Scenariusz: Hong-jin Na
Zdjęcia: Kyung-pyo Hong
Muzyka: Michael Abels
Obsada:
Jung-min Hwang (Bum-seok)
Michael Fassbender (Ma’veyyo)
Alicia Vikander (J’aur)
Ho-yeon Jung (Sung-ae)
In-sung Zo (Sung-ki)
Czas: 160 min.
Dystrybucja kinowa: Monolith Films

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *